gh

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 14 Tylko jak!?

Nie mogłam wysiedzieć w miejscu, mimo tego, że dopiero co weszliśmy do klasy. Usiadłam na samym końcu w rzędzie przy oknie. Będę miała sie gdzie patrzyć.
- Witaj i spadaj. - to był ten samo wkurwiający i głupi koleś co przed klasą. Serio chodzi ze mną do klasy? Poważnie!?
- A czemuż to niby? - spytałam z udawanym uśmieszkiem. Chciałam doprowadzić go do szału, wkurzyć tak, by mnie popamiętał.
- Bo to moje miejsce. - warknął pod nosem. Boże Sara! Kolejny wróg...To nie za dobrze, ale ten chłopak nie zrobi mi nic więcej oprócz głupiej gadki i tyle.
- To miejsce nie jest twoje, ponieważ teraz ja tu siedzę. - powiedziałam na prawdę wesoło i wyszczerzyłam się do niego. Jego wkurzona mina była moim trumfem i zwycięstwem.
- Weź spadaj! - powiedział do mnie i podszedł bliżej.
- Proszę pani nie mam gdzie siedzieć. Mogę tutaj? - spytałam. Ławki były jednoosobowe, więc chłopak się do mnie na bank nie dosiądzie, bo niby jak?
- Oczywiście. - powiedziała.
- Tomaszu czy masz jakiś problem? - spytała nauczycielka zwracając się do tego skurwiela. Tomek? Już nienawidzę tego imienia. Tomek pokręcił głową i usiadł w drugiej ławce. Zaśmiałam się pod nosem.
- A więc zaczynamy następny temat, ale przed tym panna Wierzgoń nam się przedstawi. Proszę kochana wyjdź na środek. - mówiła strasznie przesłodzonym głosem. Mus to mus. Wstałam i wyszłam na środek patrząc na szyderczą morde Tomka. Nienawidziałam go i mam nadzieje że sie ode mnie odczepi.
- No więc mam na imie Sara Wierzgoń. Mam 17 lat i w sumie to tyle. - powiedziałam wzruszając ramionami. Pani kiwnęła głową dając pozwolenie na wrócenie do ławki. Poszłam więc do ostatniego stolika i usiadłam na swoje miejsce. Gdy tylko pani coś gadała ja zaczynałam bawić się ołówkiem obracając go w ręku lub też patrzyłam przez okno. Zaczęłam zastanawiać się nad Wiktorią. W końcu to też jakby moja siostra, a tak na prawdę to je prawie nie znam. Niestety na razie nie będę miała szansy jej poznać, bo przeprowadziła się do swojego wuja. Bardzo chciała iść do tej szkoły i to dlatego. Nagle moje myśli zaczęły obracać się wokół Dezego. Co on w sobie takiego ma, że na widok jego miękną mi kolana, rumieńce wyskakują na twarz, a ręce zaczynają się trząść? Mam tego dość...Czasami mam ochotę pójść do niego i powiedzieć do czuję, ale kiedy tylko go zobaczę cała odwaga ulatnia się. Wreszcie dzwonek! Ugh...To dopiero pierwsza lekcja nie ma co się cieszyć. Postanowiłam zaszyć się w szatni. Poszłam do niej i tak jak myślałam nikogo nie było, być może dlatego, że w tym pomieszczeniu jest strasznie duszno. Usiadłam na ławce, a z moich oczu popłynęły łzy. Chciałam po prostu wyrzucić wszystkie swoje smutki. Nagle ujrzałam dziewczynę obok mnie. 
- Hej. - powiedziała niepewnie Martyna siadając koło mnie. Przytuliła mnie mocno. Ta dziewczyna na prawdę jest bardzo miła.
- Cześć. - odpowiedziałam ocierając łzy z policzków. 
- Może nie powinnam o to pytać, ale czemu płaczesz? - spytała z małym zmartwieniem. 
- Nikomu nie powiesz? - spytałam kłócąc się w środku ze sobą. Umysł podpowiadał by jej niczego nie mówić i by tłumić to uczucie, być może zgaśnie. Zresztą tak mówił codziennie. Niestety kiedy próbuję nie czuć nic, czuję to bardziej (masło maślane).
- Obiecuję, poza tym komu miałabym mówić? - powiedziała z uśmiechem. Widocznie była zadowolona, że chciałam się przed nią otworzyć. Pomogła mi z samego początku w tym pociągu i to nie dlatego bo jestem siostrą jej chłopaka, wtedy nawet o tym nie wiedziała. 
- No więc...Czuję coś do pewnego chłopaka, ale on ma dziewczynę. Kompletnie go nie rozumiem. Kiedy kazałam mu obiecać, że będziemy przyjaciółmi już na zawsze, on nie obiecał. Myślałam, że mnie nie lubi, ale on powiedział, że życie płata figle. Czy to jakiś znak czy się ze mnie nabija? Poza tym ciągle jest z tą dziewczyną, całuje się z nią...Nie wiem co robić. Nie wiem...Boję sie, że jeśli mu nie powiem tego co czuję to będę tego żałować, ale jeśli powiem mu prawdę i on tego nie czuje i w dodatku zniszczy sie nasza przyjaźń to też będę żałować. Nie wiem czemu to akurat on, ale jego zielone oczy są po prostu piękne tak jak on cały. Jego charakter też jest super. - te ostatnie zdania miały zostać tylko moimi myślami, ale trudno.
- Ktoś tu się zakochał w Dezym. - zaśmiała sie dziewczyna. Skąd?! Jak?! Popatrzyłam na nią pytająco, a ona rozbawionym głosem zaczęła mi tłumaczyć.
- Ma dziewczynę, jeśli nie byłby przyjacielem mojego chłopaka to pewnie nawet nie próbowałabyś go poznać no i jeszcze zielone oczy. Poza tym on do swojej dziewczyny nic nie czuje. Tak mi się przynajmniej wydaje. Sophie zdradziła mi, że ich związek był zupełnie przypadkowy. Stało się to w Warszawie. Ona przyjechała do rodziny, on tam mieszkał. - wsłuchiwałam się w każde jej słowo i nie przerywałam.
- Sophie sie w nim zakochała i udawała ideał wymarzonej dziewczyny Dezego, którą wcale nie była. Dezydery pokochał ją, bo ona udawała. Kiedy już byli razem, a Dezy przeprowadził się tutaj Soph poczuła się pewnie i przestała udawać. To widać, że miłość Dezego do niej gaśnie, ale Sophie wręcz przeciwnie. Nawet powiedziała mi, że jest o ciebie zazdrosna. Czuje się zagrożona. Ona teraz znów pewnie będzie udawać ten ideał, żeby go zatrzymać. Musisz wywołać w nim zazdrość, walczyć o niego! - powiedziała i akurat kiedy skończyła zadzwonił dzwonek. Ona poszła, a ja za nią. Poszłam w swoją stronę. Na salę matematyczną chyba. Na lekcji mieliśmy dużo teorii, więc zamyśliłam się. Myślałam nad tym wszystkim. Soph zazdrosna o mnie? Ona udawała? Dezy jej nie kocha? Muszę walczyć?! Tylko jak!?