Obudziłam się dość wcześnie, bo przecie do szkoły iść trzeba! Plecak spakowany, ja ubrana, uczesana, drugie śniadanie jest, buty szkolne są, buty sportowe są! Tym razem mama Remka nas zawiozła co mi polepszyło humor, nie chciałam znów iść tą drogą co szliśmy wcześniej. Wyjątkowo miałam dobry humor.
- Widzę, że ktoś tu jest zadowolony. - zaśmiał sie Remik. Kocham go, ale to nie byłabym ja gdybym nie odpowiedziała mu jakimś brzydkim słówkiem.
- Spierdalaj. - mruknęłam uśmiechając się pod nosem. Wszystko nabrało tempa. Wszystko jest lepsze i piękniejsze, ale nie do końca...Boję się...Ja coś czuję do Dezego...To jest złe. On ma dziewczynę, chociaż przyznam, że odpowiada dwuznacznie tak jakby tą dwuznacznością chciał mi przekazać zaszyfrowaną wiadomość. Nie. To tylko moja chora wyobraźnia.
- Chodź Sara oprowadzę cię po szkole. - dopiero teraz wyrwałam się z zamyślenia. Ta jazda samochodem trwała co najwięcej trzy sekundy, to nie możliwe, że zamyśliłam się tak bardzo...Whatever. Wysiadłam z samochodu i stanęłam na przeciwko ogromnego żółtego budynku. To tu mam się uczyć. Obok mojej szkoły był drugi budynek, to była szkoła Remika, Dezego i Michała. Oprowadzanie po szkole nie było ciekawe i tak pewnie nie zapamiętam gdzie co jest. Najważniejsze, że wiem w której sali rozpoczyna się moja pierwsza lekcja.
- Muszę lecieć bo się spóźnię. - powiedział czarnowłosy posyłając mi uśmiech, po czym pobiegł do wyjścia. Usiadłam na ławce czekając na dzwonek. Dopóki mi nikt nie przeszkadza jest okey. Jest na prawdę spoko.
- Cześć. Widzę, że jesteś nowa. Jestem przewodniczącą szkoły i mam na imię Jolanta Szenk, miło mi, że przyszłaś do naszej szkoły. - zobaczyłam blondynkę w okularach, które były tylko na pokazówę. Od razu było widać, że to zerówki. Na jej mordzie zobaczyłam więcej tapety niż na ścianie w moim pokoju. Jej głosik był taki słodki, że chciało mi się rzygać. Po prostu żenadix jak to mówi Mulciak.
- Nie miło cię poznać. Nie obchodzi mnie to, że jesteś przewodniczącą, po prostu się odczep ok? - spytałam retorycznie. Niech wypierdala kurwa! Nie zamierzam wdawać się w przyjaźnie z sztuczną laską.
- Saro ja tu rządzę, więc lepiej uważaj. - powiedziała parskając śmiechem. Jak przywalę jej w ryj to już taka rozbawiona nie będzie!!!
- Nie mam zamiaru uważać na osobę twojego pokroju. Jesteś pustakiem, więc nie mam się czego bać! - odpowiedziałam jej z satysfakcją na twarzy. Każdy z uczniów przyglądał się naszej rozmowie. Niech się odpierdolą! Co ludzie nie macie się na co patrzeć!?
- Uważaj sobie, mnie sie nie obraża. - gówno mnie to obchodzi. Już chciałam do niej podejść, ale ktoś odciągnął mnie od niej. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować byłam już w szatni.
- Ja pierdziele! Mogłam jej przywalić! - powiedziałam oburzona patrząc na tego kto mnie tu zaprowadził.
- Sara ja wiem, że nie lubisz sobą pomiatać, ale lepiej odpuść. to suka jakich mało. Jeśli ktoś będzie stawał jej na drodze to ma przerąbane i ty też już masz. - to była ta dziewczyna z pociągu...Jak ona miała?! Magda...Marlena? Nie! Martyna!!
- Nie zamierzam jej odpuścić. - powiedziałam twardo.
- No dobra...Tak w ogóle to miło cię znowu widzieć. - uśmiechnęła się w moją stronę. Jej uśmiech był szczery nie tak jak tamtej laski. Nie miałam najmniejszej ochoty jej odpowiadać, ale w szkole nie można mieć tylko wrogów, dobrze jest mieć kogoś kto zna tą szkołę i nie jest pustakiem z tapetą na mordzie!
- Ta mi też miło. - odpowiedziałam trochę bez przekonania.
- Jak tam ci się układa? Mam nadzieje, że Remik o ciebie dba. - powiedziała. W sumie to nie wiem czemu tak źle sie wobec niej zachowuje. Jest bardzo miła i widać, że chce sie ze mną zakolegować...Chyba...
- Jest okey, a Remek jest bardzo dobrym bratem. - postanowiłam być dla niej miła. Może wreszcie wrócę do starej mnie sprzed laty i przestanę udawać wredną dziewczynę, chociaż i tak ta moja wredota zostanie...Stare nawyki trudno wykorzenić.
- Cieszę się. Muszę już iść, bo obiecałam, że spotkam się jeszcze ze znajomą, chce spisać ode mnie lekcje, więc jest to sprawa, którą trzeba szybko załatwić. Mam nadzieję, że się dzisiaj spotkamy jeszcze. - powiedziała uśmiechając się. Wyminęła mnie, a ja odprowadziłam ją wzrokiem widząc jak macha do mnie. Odmachałam jej i uśmiechnęłam się pod nosem. Poszłam pod klasę i czekałam na dzwonek. W duchu miałam nadzieje, że nikt mnie nie zaczepi, ale nadzieja jest matką głupich.
- Witaj piękna jak ci na imię? - szatyn usiadł obok mnie. Był wysoki, umięśniony, przystojny, miał uroczy uśmiech i mocne rysy twarzy...Kompletnie nie mój typ...Patrząc w jego czarne oczy pomyślałam o tym, że Dezy ma sto razy ładniejsze...Mają zielony kolor, a przy źrenicach są brązowe...Jak ja to zapamiętałam!? Zazwyczaj nie pamiętałam takich rzeczy.
- Odpierdol się okey? Nie jestem tak jak wszystkie laski, które wzdychają na twój widok, więc spadaj!! - krzyknęłam na niego, a on sie tylko tryumfalnie uśmiechnął. Ja pierdziele niech stąd się wynosi!!
- Ależ ty niedostępna. - zakpił ze mnie. Zaczęłam się zastanawiać ile dziewczyn przede mną podrywał. Pewnie było tak już z milion.
- Nie jestem niedostępna po prostu jesteś kolejnym bezmózgim idiotą, który ślini się na widok co drugiej blondynki z wielkimi balonami i tapetą na mordzie! - wygarnęłam mu to co myślałam.
- Ale i tak ci się podobam. - powiedział, a ja spojrzałam na niego zdenerwowana.
- Ale słodko wyglądasz kiedy sie złościsz. - O nie!!!! Tego za wiele!
- Ja słodka!? Spierdalaj stąd zanim dostaniesz moją nogą w klejnoty! - powiedziałam. On na prawdę działał mi na nerwy i serio miałam ochotę kopnąć go w tamto miejsce...
- E tam. Dziewczyny są miękkie i słabe. Nie lubią krzywdzić innych. - stwierdził. Wstałam i kopnęłam go z całej siły w tamto miejsce. On zwinął się z bólu.
- Pożałujesz tego. - powiedział krzywiąc się.
- Jakoś mam to w dupie! - powiedziałam i nagle zadzwonił dzwonek. Cała roztrzęsiona i wkurzona weszłam do sali.
gh
środa, 16 grudnia 2015
środa, 28 października 2015
Rozdział 12 Tajemnice
"Bo wiem, że tobie mogę ufać" jego słowa mnie zaskoczyły...Jest z Sophie może z jeden rok i on jej nie ufa!? Zamiast tego on ufa dziewczynie, która wprowadziła się z jakiś tydzień temu?! Do domu wróciliśmy w ciszy, każdy zajęty był swoimi myślami...Ale mimo to, że tylko szłam obok niego sprawiało mi radość...Dezy otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
- Co wam się stało!? - nasi rówieśnicy zaczęli zadawać mnóstwo podobnych pytać. Czułek przedstawił im w skrócie co sie stało, ale nie mówił o tym miejscu, po prostu zmyślił jakąś tam historyjkę. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę ze sobą,a potem Michał, Dezy i Sophie musieli wracać. Zostałam sama z Remkiem.
- Co się stało wtedy co byliście z Czułkiem? - spytał czarnowłosy z uśmiechem.
- To co Czułek ci powiedział. Nie słuchałeś? - spytałam znudzona widząc, że ten temat tak szybko się nie skończy...
- Nie znam Dezego od wczoraj, żeby nie skapnąć się, że kłamał. - odpowiedział i się zaśmiał widząc moją minę.
- Mówił prawdę. - powiedziałam z naciskiem. Nie lubiłam takich rozmów.
- Nie mówił. - stwierdził
- Mówił. - uparłam się
- Udowodnij. - powiedział szybko. Ja mam go dość!!
- Zamknij się! - krzyknęłam nie mając nic na obronę i zanim zdążył cokolwiek zrobił pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. To jest tak spieprzone!! Jestem przy nim, ale jednocześnie jestem gdzieś daleko od niego...To jest jak jakiś pojebany film!! Film być może bez szczęśliwego zakończenia...
- Mogę wejść? - usłyszałam głos za drzwiami...Nie odpowiedziałam...Drzwi się otworzyły. Nie musiałam patrzeć by wiedzieć kto to. Poczułam jak koło mnie zapada się łóżko.
- Przepraszam. - powiedział chłopak siedzący obok mnie. Za co mnie przeprasza? Nagle poczułam jak mnie obejmuje, bez słowa odwzajemniłam uścisk. Remek być może czasami jest wredny, ale umie być również kochającym bratem...
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co? - zdziwił się chłopak głaszcząc mnie po włosach.
- Za to, że jesteś. - odpowiedziałam, a jego twarz jakby weselsza uśmiechała się w moją stronę.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko? - spytał. Szczerze to nie wiem...
- Nie. - odpowiedziałam.
- Może po mnie nie widać, ale umiem dochować tajemnicy. Zaufaj mi. - miał rację, może powinnam się komuś wreszcie zwierzyć? Komuś zaufać...
- No więc... - zaczęłam jednak Remik przerwał mi.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz... - no dzięki! Ja chcę, ale się boję! Zaryzykować? Przecież Remek to też człowiek, też popełnia błędy...
- Przysięgasz, że nikomu nie powiesz? - spytałam niepewnie. Obserwowałam jego twarz uważnie i od razu wiedziałam, że nie powie...
- Przysięgam na mały palec. - uśmiechnął się ponownie. Opowiedziałam mu wszystko dosłownie...Opowiedziałam co czuję przy jego przyjacielu, opowiedziałam co się ostatnio działo, nawet powiedziałam, że Dezy pokazał mi to tajemnicze miejsce, ale to nie znaczy, że wydałam gdzie to miejsce jest.
- To jest jak jakiś pojebany film...Wiem, że nigdy z nim nie będę, nie zrobię tego mojej najlepszej przyjaciółce...Nie mogę. - zakończyłam. Oczy moje były pełne łez. Chłopak przytulił mnie.
- Uważaj bo twoja okazja przeminie, twoje marzenia spełnią się... - powiedział. Nie miałam pojęcia co to znaczyło, a to dlatego, bo wtedy nie wiedziałam, że Dezy również zdradził Remkowi tajemnicę...
- Co wam się stało!? - nasi rówieśnicy zaczęli zadawać mnóstwo podobnych pytać. Czułek przedstawił im w skrócie co sie stało, ale nie mówił o tym miejscu, po prostu zmyślił jakąś tam historyjkę. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę ze sobą,a potem Michał, Dezy i Sophie musieli wracać. Zostałam sama z Remkiem.
- Co się stało wtedy co byliście z Czułkiem? - spytał czarnowłosy z uśmiechem.
- To co Czułek ci powiedział. Nie słuchałeś? - spytałam znudzona widząc, że ten temat tak szybko się nie skończy...
- Nie znam Dezego od wczoraj, żeby nie skapnąć się, że kłamał. - odpowiedział i się zaśmiał widząc moją minę.
- Mówił prawdę. - powiedziałam z naciskiem. Nie lubiłam takich rozmów.
- Nie mówił. - stwierdził
- Mówił. - uparłam się
- Udowodnij. - powiedział szybko. Ja mam go dość!!
- Zamknij się! - krzyknęłam nie mając nic na obronę i zanim zdążył cokolwiek zrobił pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. To jest tak spieprzone!! Jestem przy nim, ale jednocześnie jestem gdzieś daleko od niego...To jest jak jakiś pojebany film!! Film być może bez szczęśliwego zakończenia...
- Mogę wejść? - usłyszałam głos za drzwiami...Nie odpowiedziałam...Drzwi się otworzyły. Nie musiałam patrzeć by wiedzieć kto to. Poczułam jak koło mnie zapada się łóżko.
- Przepraszam. - powiedział chłopak siedzący obok mnie. Za co mnie przeprasza? Nagle poczułam jak mnie obejmuje, bez słowa odwzajemniłam uścisk. Remek być może czasami jest wredny, ale umie być również kochającym bratem...
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co? - zdziwił się chłopak głaszcząc mnie po włosach.
- Za to, że jesteś. - odpowiedziałam, a jego twarz jakby weselsza uśmiechała się w moją stronę.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko? - spytał. Szczerze to nie wiem...
- Nie. - odpowiedziałam.
- Może po mnie nie widać, ale umiem dochować tajemnicy. Zaufaj mi. - miał rację, może powinnam się komuś wreszcie zwierzyć? Komuś zaufać...
- No więc... - zaczęłam jednak Remik przerwał mi.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz... - no dzięki! Ja chcę, ale się boję! Zaryzykować? Przecież Remek to też człowiek, też popełnia błędy...
- Przysięgasz, że nikomu nie powiesz? - spytałam niepewnie. Obserwowałam jego twarz uważnie i od razu wiedziałam, że nie powie...
- Przysięgam na mały palec. - uśmiechnął się ponownie. Opowiedziałam mu wszystko dosłownie...Opowiedziałam co czuję przy jego przyjacielu, opowiedziałam co się ostatnio działo, nawet powiedziałam, że Dezy pokazał mi to tajemnicze miejsce, ale to nie znaczy, że wydałam gdzie to miejsce jest.
- To jest jak jakiś pojebany film...Wiem, że nigdy z nim nie będę, nie zrobię tego mojej najlepszej przyjaciółce...Nie mogę. - zakończyłam. Oczy moje były pełne łez. Chłopak przytulił mnie.
- Uważaj bo twoja okazja przeminie, twoje marzenia spełnią się... - powiedział. Nie miałam pojęcia co to znaczyło, a to dlatego, bo wtedy nie wiedziałam, że Dezy również zdradził Remkowi tajemnicę...
niedziela, 25 października 2015
Rozdział 11 Będę chora!!
Kiedy wszyscy już się obudzili zrobiliśmy sobie tosty, które znikły z prędkością światła. Dzisiaj sobota! Juhu! Nie trzeba iść do szkoły.
- Saro mogę cię na chwilę zabrać na spacer? - spytał. Zachowywał się dziwnie. Zgodziłam się czemu nie?
- Słuchaj... - zaczął kiedy byliśmy już z parę metrów od domu. Liście spadały, a wiatr delikatnie podnosił moje włosy. Czekałam zniecierpliwiona, aż Mulciak powie to co chce powiedzieć.
- Kiedy dzisiaj rano Czułek i Soph się pocałowali, to ja nie spałem i ty płakałaś...Czy chodzi o Czułka? Czy on jet tą osobą, w której... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Zamknij się! - krzyknęłam, a z moich oczu poleciały łzy. Stanęłam w miejscu. Nie mogłam iść dalej.
- Przepraszam. - powiedział Michał. Przytuliłam go...Czemu to takie skomplikowane! Ohh! A wy mieliście tak? Mieliście tak, że kiedy ta osoba, która wdaje ci się tym jedynym, przechodzi obok, powie coś, lub przytuli to przechodzą przez was dreszcze, rumienicie się i czujecie coś co łamie wam serce, bo nie możecie z tą osobą być? Bo nie jest "my" tylko cały czas jest "ja". Chciałabym odciąć się od całego świata. Co ukrywać?! Zakochałam się! Dokładnie tak! Przyznaję, że się zakochałam! Kocham jego charakter, wygląd...Kocham wszystko w nim...Co poradzić?! Miłość jest ślepa! Jest tak ślepa, że...Nieważne każdy wie o co chodzi!
- Michał powiedz mi czemu miłość jest tak ślepa i łamie mi serce? - spytałam zdławionym głosem.
- Być może dlatego, bo wie, że jesteś silna i to wytrzymasz...I myślę, że to nie tylko ty się zakochałaś. - w tej chwili zaczęłam się bać. Czyżby Multi się zakochał?
- A kto jeszcze? - spytałam dla upewnienia się.
- Dezy. - odpowiedział bez zastanowienia. No tak przecież on kocha Sophie.
- No on się zakochał w Soph. - odpowiedziałam.
- Nie do końca. - powiedział tajemniczo wcale mi tego nie ułatwiając. Cały czas stałam przytulona do niebieskookiego.
- Jak to? - spytałam, jednak on nie odpowiedział. Postanowiłam dać sobie spokój.
- Możemy już wrócić? - poprosiłam. Chłopak się zgodził. Otworzyłam drzwi, a tam?! Wszyscy leżeli na podłodze. Mieli na rękach jakieś dziwne znaki.
- Remek obudź się! - krzyczałam szarpiąc go...To nie pomagało nie budził sie...Co jest do cholery!? Spojrzałam bezradnie na Michała, a przynajmniej chciałam na niego spojrzeć, jednak jego nie było. Co się dzieje!? Nagle jakiś facet z maską wylazł zza ściany. Ja na prawdę się bałam. Stałam jak sparaliżowana...Nie mogłam złapać tchu. Myśli płynęły tak szybko, że nie nadążałam. Co się dzieje!? Moja psychika nie wytrzymała. Nie byłam świadoma tego co robię. Nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie.
- Gdybyś zobaczyła swoją minę! - powiedział facet z maską....Zaraz!! Multi!!!!!??? Nagle wszyscy wstali z podłogi...To było wredne i chamskie, nawet dla mnie! Patrzyłam na wszystkich ze zdezorientowaniem. Ich to śmieszyło. Śmiali się ze mnie...
- Jak wy mogliście!? - krzyknęłam, a łzy poleciały mi z oczu.
- To tylko żart. - powiedział Remek z uśmiechem i chciał mnie przytulić, ale odepchnęłam go od siebie.
- Ty pedale! Idioto! Debilu! Szmato! Gównie jeden! Ciekawe co ty byś zrobił gdybym ja udawała, że nie żyje! - krzyknęłam ze łzami w oczach. On wzruszył ramionami..
- No tak jasne! Zapomniałam, nikt mnie nie chce! Nie potrzebuje! Jestem ciężarem dla was prawda!? Czemu wszyscy moi przyjaciele zawsze okazują się fałszywi! Musieliście mi to zrobić!? Nienawidzę was! - no dobra może trochę przesadziłam, ale byłam wtedy targana emocją gniewu. Odsunęłam Michała ręką żeby przejść. Nagle znów ktoś mi zagrodził drogę. Nie patrząc kto to z całej siły go odepchnęłam, jednak cała drżałam z emocji i nie miałam tyle siły. On złapał mnie za nadgarstki. Poczułam miły dreszcz. Spojrzałam na jego twarz. No tak to znów ten zielonooki pacan, bo kto by inny?! Próbowałam się wyrwać, ale ten nagle wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę drzwi wyjściowych.
- Puść mnie! Zostaw mnie! Debilu! - to były ciągle powtarzające się słowa z moich ust. Nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy w lesie. Wtedy mnie postawił.
- Co ty robisz!? - wydarłam się na niego.
- Ratuję cię przed smutkiem, płaczem i samotnością? - powiedział pytająco.
- A może mi to jest potrzebne!! - odpysknęłam ze złością. Nie chciałam mu pokazać, że przez jego oczy mu ulegam, że wtedy rozpuszczam się! CO?!
- A może potrzebny jest ktoś kto cię pocieszy? - odpowiedział...Może ma racje...Spojrzałam w jego oczy i znów się w nich rozpłynęłam...
- Chodź! - powiedział i zaczął biec w głąb lasu. Chwilke się zastanawiałam ale pobiegłam za nim... Nagle chłopak skręcił w lewo prosto w krzaki. Mam zrobić to samo? Przejść przez te rośliny. Zrobiłam to...Za ty gąszczem było jeziorko!! Ale było ukryte! Szukałam wzrokiem mojego przyjaciela, ale nigdzie go nie było. Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi...Dezy wziął mnie na ręce i kręcił się ze mną.
- Puść mnie! - krzyknęłam, jednak wcale tego nie chciałam. Zaczęłam się śmiać...Nie uwierzycie co ten debil zrobił!!?? Ten *****************! Potknął się i wpadliśmy do jeziora!!! On to zrobił specjalnie!!! Szybko wynurzyłam sie z wody zaczerpując powietrza. Czułek już wychodził na brzeg.
- Ty chciałeś mnie kurwa utopić!!!!!!???? - krzyknęłam kiedy wyszłam. Zimny wiatr sprawiał, że zaczęłam kichać...Nie!!! Będę chora!!
- Masz. - powiedział Dezy dając mi bluzę...A on jemu nie będzie zimno? A chuj mu w dupę! Sam to zrobił i naraził mnie na przeziębienie! Zabrałam, a wręcz wyrwałam mu szybko bluzę ze złością w oczach i szybko ją założyłam. Był zachód słońca. Liście i tak już kolorowe stały się jeszcze bardziej piękne niż wcześniej...To miejsce było piękne. Dezy widząc moje błyszczące oczy zaczął mówić.
- Znalazłem to miejsce z rok temu, nikt o nim nie wie oprócz mnie noi ciebie. - powiedział...Jak to?! Czemu pokazał to miejsce mi, a nie swojej dziewczynie?
- Czemu pokazałeś mi to miejsce? - spytałam niepewnie.
- Bo wiem, że tobie mogę ufać. - taka zwykła odpowiedź, a jak dużo wtedy dla mnie znaczyła....
sobota, 3 października 2015
Rozdział 10 Mówię ci zakochałaś się....
Oczami Sary(tak jest mi pisać wygodniej)
Najpierw podeszła do mnie Sophie.
- Dobrze, że nic ci nie jest. - powiedziała z uśmiechem i mnie przytuliła, potem podszedł Mulciak i również mnie przytulił.
- Mówię ci....Zakochałaś się. - powiedział mi na ucha, a ja się zarumieniłam. Kątem oka spojrzałam na Dezego...Sophie siedziała obok niego, a raczej wtulona w niego...Ech...Czemu to jest tak skomplikowane?! Z zamyśleń wyrwał mnie Remek.
- Nawet nie tęskniłem. - powiedział i się zaśmiał, po chwili przytulił mnie unosząc do góry.
- Tak na prawdę bardzo tęskniłem. - powiedział szeptem, a ja uśmiechnęłam się z satysfakcją..Miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi.
- Obejrzymy jakiś film? - spytał Czułek, a wszyscy przystali na tę propozycję.
- To może gra o tron? - spytał patrząc na wszystkich.
- Nie! - odpowiedzieli wszyscy chórem, oprócz mnie...Lubiłam ten film, a raczej serial.
- Czemu!? - spytał Dezy z miną smutnego szczeniaczka.
- No właśnie to jest fajne. - powiedziałam stając po jego stronie.
- Saro to jest jego ulubiony serial, każdy odcinek obejrzeliśmy już po tysiąc razy! - powiedział Remek i usiadł na kanapie. Wszyscy poszli w jego ślady, jednak nie wszyscy zmieścili się na kanapie. Ja, Remek i Dezy z Sophie na kolanach się zmieściliśmy, a Mulciak siedział przede mną na podłodze, opierając się o jak to się nazywa? Podstawę kanapy? Chyba może być...Tak więc Mulciak siedział na podłodze oparty o podstawę kanapy, przez co musiałam mieć nogi na meblu, bo kopałabym go. Remek włączył pilotem cda, oczywiście co wybrał? Horror...W sumie to spoko, lubię takie filmy. W połowie Sophie usnęła chyba była zmęczona, przez swoje krzyki i płacz...Na prawdę się bała. Blondyn odniósł dziewczynę do mojego pokoju i wrócił z powrotem, jednak jego miejsce było zajęte.
- Podsiadłem cie! - zaśmiał się Michał. Dezy wzruszył ramionami i położył się na naszych kolanach, równocześnie wszyscy go zrzuciliśmy.
- No dobra już, dobra. - powiedział z śmiechem broniąc się i usiadł przede mną, tak jak niedawno siedział Michał. Przez moje ciało przeszły dreszcze...Takie przyjemne...Patrzyłam na jego włosy, aż chciało by się je poczochrać.. O czym ty myślisz!!?? Krzyknęłam na siebie w myślach i próbowałam skupić się na filmie, jednak nie mogłam...Moje myśli mi nie pozwalały. Czemu on nie może obiecać, że będziemy przyjaciółmi już zawsze? Boi się, że złamie obietnicę czy co? Nagle Dezy wstał i "delikatnie" zwalił śpiącego Michała i Remka na ziemię. Sam rozwalił się na kanapie przewieszając nogi przez oparcie, a głowę kładąc tuż obok mnie, lecz chyba coś mu nie pasiło, bo się wiercił.
- Mogłabyś przysunąć się bliżej? - spytał. Przysunęłam się, a on położył swoją głowę na moich kolanach...
- Ładnie mnie tak wykorzystywać? - spytałam w żartach.
- Tak. Masz wygodne kolana. - odpowiedział z uśmiechem. Postanowiłam poruszyć mniej bezpieczny temat.
- Czemu nie możesz mi obiecać? - spytałam, a jego twarz zrobiła się poważna. Nie lubiłam tego, wtedy nie był sobą...
- Czego? - udaje, że nie wie...Widocznie chce ominąć ten temat! O nie!
- Czemu nie możesz mi obiecać, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytałam cierpliwie..Zaraz co?! Ja cierpliwa? Wyprowadzka tutaj rzeczywiście była dobrym pomysłem.
- Ponieważ życie lubi czasem coś namieszać, czy przekręcić. - odpowiedział, wcale nie wyjaśniając moich myśli.
- Ale co takiego może namieszać? - drążyłam temat...Musiałam wiedzieć! To jest moja wada...Ciekawość.
- Nie wiem. - odpowiedział. Ale on wiedział...On bardzo dobrze wiedział, tylko nie chciał powiedzieć...Dałam spokój kiedy chłopak zmienił temat i zaczęliśmy gadać o śmieszniejszych rzeczach...W końcu i on padł...Usnął na moich kolanach...Jak on mógł!!! I co teraz będę tak musiała siedzieć bez ruchu, by go nie obudzić!? Zapowiada się dłuuuga noc. Patrzyłam na niego, takiego spokojnego...Nagle przewrócił się na drugą stronę i przytulił do mnie...O boże!! Co ja mam zrobić?! Moje serce przyśpieszyło. Mój oddech był szybki. Popatrzyłam na niego jeszcze raz i mimowolnie się uśmiechnęłam...W końcu ja też usnęłam.
- Pobudka!!! - krzyknął ktoś. Otworzyłam oczy i spojrzałam na krzyczącą dziewczynę. To była Wiki. Popatrzyła na mnie i zaczęła się śmiać.
- Co? - spytałam zaspana.
- Ten to dopiero się do ciebie przylepił. - powiedziała tylko, a ja od razu przypomniałam sobie o zielonookim chłopaku, który ciągle był do mnie przytulony. Udałam, że jestem zdziwiona i szybko go zrzuciłam...Tak wiem to było chamskie, ale lepiej żeby wszyscy myśleli, że spaliśmy i nie wiedzieliśmy co robiliśmy...Tak wiem to zabrzmiało zboczenie...Trudno...
- Co się stało? - spytał zdziwiony zwracając się do mnie.
- Zrzuciłam cie, bo się we śnie do mnie przylepiłeś. - powiedziałam. On miał minę typu: Ale przecież ty o tym wiedziałaś...W końcu leżałem na twoich kolanach...Kiedy już miał coś powiedzieć, szybko puściłam mu porozumiewawczo oczko...
- Na prawdę? Sory. - powiedział udając zdziwienie... Uff...
- Dobra gołąbeczki czas obudzić resztę...Dezy idź obudź Sophie...Na serio nie wiem jak ty ją budzisz... - powiedziała dziewczyna.
- To proste...Masz jakieś wiadro? - spytał, a Wiki podała mu wiadro. Dezy znikł za drzwiami łazienki, a po chwili wyszedł.
- Sari sory, ale trochę zamoczę ci łóżko. - powiedział i zaczął pędzić na górę.
- AAAAAAAAAAA!!!! - usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki po chwili. Zobaczyłam jak Czułek zbiega po schodach. Nagle schował się za mną, łapiąc za ramiona i wyglądając co chwila, goniła go Soph cała mokra. Była wściekła. Popatrzyła na mnie, a raczej na osobę która była za mną i zaczęła iść w tą stronę.
- Nie zabijaj mnie. - błagał Dezy.
- Kiedy indziej się zemszczę. - odpowiedziała z uśmiechem. Wzięła Czułka za kołnierz bluzki i przyciągnęła do siebie całując namiętnie. Czułek to odwzajemnił i złapał ją za biodra, ja z zaszklonymi oczami odwróciłam wzrok i kucnęłam, udając, że chcę po prostu obudzić Michała. Czemu to tak boli!?
- To obrzydliwe. - skomentowała Wiki, a oni oderwali się od siebie z rumieńcami.
- Dobra budźmy resztę. - powiedziała Soph.
- Mam pomysł! - powiedział Dezy i już miał iść do łazienki, ale moja przyjaciółka go zatrzymała.
- To, że ja ci wybaczyłam to nie znaczy, że oni też ci wybaczą...Jeśli obudzisz ich tak jak mnie to jesteś martwy. - ostrzegła ciemnooka, a Dezy przyznał jej rację. Miałam ochotę teraz się wydrzeć i na szczęście mogłam to zrobić. Powiedziałabym, że chciałam po prostu obudzić chłopaków i nikt nie skapnął by się, że tak na prawdę krzyczę po coś innego...Wstałam od Michała udając, że ziewam i dlatego mam zaszklone oczy.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! - wydarłam się i wszyscy od razu wstali.
- Pali się!? - krzyknął wkurzony Remek, a ja się tylko zaśmiałam.
-------------------------------------------------
Pisałam ten rozdział 3 razy, bo mi się nie podobał, ale i tak wyszło gówno...No trudno...Pisać komy!
Najpierw podeszła do mnie Sophie.
- Dobrze, że nic ci nie jest. - powiedziała z uśmiechem i mnie przytuliła, potem podszedł Mulciak i również mnie przytulił.
- Mówię ci....Zakochałaś się. - powiedział mi na ucha, a ja się zarumieniłam. Kątem oka spojrzałam na Dezego...Sophie siedziała obok niego, a raczej wtulona w niego...Ech...Czemu to jest tak skomplikowane?! Z zamyśleń wyrwał mnie Remek.
- Nawet nie tęskniłem. - powiedział i się zaśmiał, po chwili przytulił mnie unosząc do góry.
- Tak na prawdę bardzo tęskniłem. - powiedział szeptem, a ja uśmiechnęłam się z satysfakcją..Miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi.
- Obejrzymy jakiś film? - spytał Czułek, a wszyscy przystali na tę propozycję.
- To może gra o tron? - spytał patrząc na wszystkich.
- Nie! - odpowiedzieli wszyscy chórem, oprócz mnie...Lubiłam ten film, a raczej serial.
- Czemu!? - spytał Dezy z miną smutnego szczeniaczka.
- No właśnie to jest fajne. - powiedziałam stając po jego stronie.
- Saro to jest jego ulubiony serial, każdy odcinek obejrzeliśmy już po tysiąc razy! - powiedział Remek i usiadł na kanapie. Wszyscy poszli w jego ślady, jednak nie wszyscy zmieścili się na kanapie. Ja, Remek i Dezy z Sophie na kolanach się zmieściliśmy, a Mulciak siedział przede mną na podłodze, opierając się o jak to się nazywa? Podstawę kanapy? Chyba może być...Tak więc Mulciak siedział na podłodze oparty o podstawę kanapy, przez co musiałam mieć nogi na meblu, bo kopałabym go. Remek włączył pilotem cda, oczywiście co wybrał? Horror...W sumie to spoko, lubię takie filmy. W połowie Sophie usnęła chyba była zmęczona, przez swoje krzyki i płacz...Na prawdę się bała. Blondyn odniósł dziewczynę do mojego pokoju i wrócił z powrotem, jednak jego miejsce było zajęte.
- Podsiadłem cie! - zaśmiał się Michał. Dezy wzruszył ramionami i położył się na naszych kolanach, równocześnie wszyscy go zrzuciliśmy.
- No dobra już, dobra. - powiedział z śmiechem broniąc się i usiadł przede mną, tak jak niedawno siedział Michał. Przez moje ciało przeszły dreszcze...Takie przyjemne...Patrzyłam na jego włosy, aż chciało by się je poczochrać.. O czym ty myślisz!!?? Krzyknęłam na siebie w myślach i próbowałam skupić się na filmie, jednak nie mogłam...Moje myśli mi nie pozwalały. Czemu on nie może obiecać, że będziemy przyjaciółmi już zawsze? Boi się, że złamie obietnicę czy co? Nagle Dezy wstał i "delikatnie" zwalił śpiącego Michała i Remka na ziemię. Sam rozwalił się na kanapie przewieszając nogi przez oparcie, a głowę kładąc tuż obok mnie, lecz chyba coś mu nie pasiło, bo się wiercił.
- Mogłabyś przysunąć się bliżej? - spytał. Przysunęłam się, a on położył swoją głowę na moich kolanach...
- Ładnie mnie tak wykorzystywać? - spytałam w żartach.
- Tak. Masz wygodne kolana. - odpowiedział z uśmiechem. Postanowiłam poruszyć mniej bezpieczny temat.
- Czemu nie możesz mi obiecać? - spytałam, a jego twarz zrobiła się poważna. Nie lubiłam tego, wtedy nie był sobą...
- Czego? - udaje, że nie wie...Widocznie chce ominąć ten temat! O nie!
- Czemu nie możesz mi obiecać, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytałam cierpliwie..Zaraz co?! Ja cierpliwa? Wyprowadzka tutaj rzeczywiście była dobrym pomysłem.
- Ponieważ życie lubi czasem coś namieszać, czy przekręcić. - odpowiedział, wcale nie wyjaśniając moich myśli.
- Ale co takiego może namieszać? - drążyłam temat...Musiałam wiedzieć! To jest moja wada...Ciekawość.
- Nie wiem. - odpowiedział. Ale on wiedział...On bardzo dobrze wiedział, tylko nie chciał powiedzieć...Dałam spokój kiedy chłopak zmienił temat i zaczęliśmy gadać o śmieszniejszych rzeczach...W końcu i on padł...Usnął na moich kolanach...Jak on mógł!!! I co teraz będę tak musiała siedzieć bez ruchu, by go nie obudzić!? Zapowiada się dłuuuga noc. Patrzyłam na niego, takiego spokojnego...Nagle przewrócił się na drugą stronę i przytulił do mnie...O boże!! Co ja mam zrobić?! Moje serce przyśpieszyło. Mój oddech był szybki. Popatrzyłam na niego jeszcze raz i mimowolnie się uśmiechnęłam...W końcu ja też usnęłam.
- Pobudka!!! - krzyknął ktoś. Otworzyłam oczy i spojrzałam na krzyczącą dziewczynę. To była Wiki. Popatrzyła na mnie i zaczęła się śmiać.
- Co? - spytałam zaspana.
- Ten to dopiero się do ciebie przylepił. - powiedziała tylko, a ja od razu przypomniałam sobie o zielonookim chłopaku, który ciągle był do mnie przytulony. Udałam, że jestem zdziwiona i szybko go zrzuciłam...Tak wiem to było chamskie, ale lepiej żeby wszyscy myśleli, że spaliśmy i nie wiedzieliśmy co robiliśmy...Tak wiem to zabrzmiało zboczenie...Trudno...
- Co się stało? - spytał zdziwiony zwracając się do mnie.
- Zrzuciłam cie, bo się we śnie do mnie przylepiłeś. - powiedziałam. On miał minę typu: Ale przecież ty o tym wiedziałaś...W końcu leżałem na twoich kolanach...Kiedy już miał coś powiedzieć, szybko puściłam mu porozumiewawczo oczko...
- Na prawdę? Sory. - powiedział udając zdziwienie... Uff...
- Dobra gołąbeczki czas obudzić resztę...Dezy idź obudź Sophie...Na serio nie wiem jak ty ją budzisz... - powiedziała dziewczyna.
- To proste...Masz jakieś wiadro? - spytał, a Wiki podała mu wiadro. Dezy znikł za drzwiami łazienki, a po chwili wyszedł.
- Sari sory, ale trochę zamoczę ci łóżko. - powiedział i zaczął pędzić na górę.
- AAAAAAAAAAA!!!! - usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki po chwili. Zobaczyłam jak Czułek zbiega po schodach. Nagle schował się za mną, łapiąc za ramiona i wyglądając co chwila, goniła go Soph cała mokra. Była wściekła. Popatrzyła na mnie, a raczej na osobę która była za mną i zaczęła iść w tą stronę.
- Nie zabijaj mnie. - błagał Dezy.
- Kiedy indziej się zemszczę. - odpowiedziała z uśmiechem. Wzięła Czułka za kołnierz bluzki i przyciągnęła do siebie całując namiętnie. Czułek to odwzajemnił i złapał ją za biodra, ja z zaszklonymi oczami odwróciłam wzrok i kucnęłam, udając, że chcę po prostu obudzić Michała. Czemu to tak boli!?
- To obrzydliwe. - skomentowała Wiki, a oni oderwali się od siebie z rumieńcami.
- Dobra budźmy resztę. - powiedziała Soph.
- Mam pomysł! - powiedział Dezy i już miał iść do łazienki, ale moja przyjaciółka go zatrzymała.
- To, że ja ci wybaczyłam to nie znaczy, że oni też ci wybaczą...Jeśli obudzisz ich tak jak mnie to jesteś martwy. - ostrzegła ciemnooka, a Dezy przyznał jej rację. Miałam ochotę teraz się wydrzeć i na szczęście mogłam to zrobić. Powiedziałabym, że chciałam po prostu obudzić chłopaków i nikt nie skapnął by się, że tak na prawdę krzyczę po coś innego...Wstałam od Michała udając, że ziewam i dlatego mam zaszklone oczy.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! - wydarłam się i wszyscy od razu wstali.
- Pali się!? - krzyknął wkurzony Remek, a ja się tylko zaśmiałam.
-------------------------------------------------
Pisałam ten rozdział 3 razy, bo mi się nie podobał, ale i tak wyszło gówno...No trudno...Pisać komy!
sobota, 26 września 2015
Rozdział 9 Nie mogę tego obiecać.
Biegła przed siebie...Wiedziała, że wszyscy będą ją gonić, dlatego skręciła w boczną uliczkę i zaczęła biec lasem zbaczając z dróżki i zagłębiając się w drzewa...Nie mogli jej widzieć...tu nikt jej nie znajdzie, jednak na wszelki wypadek wspięła się na drzewo i została na grubej gałęzi....Wspięła się bardzo wysoko i tak szczerze to nie miała pojęcia jak stąd zejść....najgorsze było to, że miała lęk wysokości.
- Idiotka. - powiedziała do siebie. Zaczęła się wiercić chcąc opracować bezpieczną trasę do zejścia i wtedy usłyszała trzask...Trzask drewna...Trzask tej gałęzi, na której siedziała. Czuła, że niedługo gałąź się załamie. Serce podeszło jej do gardła, a z oczu leciało coraz więcej łez. Znów usłyszała trzask.
- AAAA! - zaczęła krzyczeć. Gałąź się nie załamała...Na szczęście. Sara siedziała na niej okrakiem nie wiedząc co zrobić. Słyszała, że w drewnie cały czas coś trzeszczy.
- Sara gdzie jesteś?!! - ledwo to usłyszała, ale jednak!! Być może jej przyjaciele usłyszą ją!!
- Kuźwa skąd mam to wiedzieć!!! Jestem na jakimś drzewie i zaraz spadnę!! - odkrzyknęła coraz bardziej się bojąc. Była blisko załamania nerwowego. Gałąź załamała się..
- AAA!! - krzyknęła Sara spadając, jednak udało jej się złapać, którejś gałęzi. Była w strasznym szoku, jednak jak najmocniej trzymała się chropowatego drewna...jednak i tak w końcu spadnie.
- Sari!! - krzyczał ktoś. Rozpoznała, że był to głos Dezyderego i że był gdzieś blisko.
- Tutaj!! - krzyknęła jak najgłośniej potrafiła. Ręce strasznie zaczęły ją boleć. Nagle zobaczyła pod sobą Dezego.
- Boże Sari!! Trzymaj się już po ciebie idę! - krzyknął zrzucając z ramion plecak na ziemię i podbiegając do drzewa.
- Nie wytrzymam. - powiedziała blondynka.
- Wytrzymaj, proszę cię...Jeśli się puścisz to gałęzie porozcinają ci skórę... - powiedział wysilając się na spokojny ton. Miał rację..Sara już miała rozciętą skórę w niektórych miejscach, ale gdyby się puściła byłoby jeszcze gorzej. Dezy był tuż pod nią.
- Puść się! Ja cię złapię! - powiedział, jednak dziewczyna za bardzo się bała.
- A co jeśli nie złapiesz? - spytała dziewczyna pełna obaw.
- Obiecuję, że cię złapię...Nie mogę wejść tam do ciebie, bo ta gałąź się złamie i oboje spadniemy. - powiedział spokojnym tonem. Dziewczyna ufała mu i puściła się.
- AAA! - krzyczała, jednak po chwili było po wszystkim. Chłopak trzymając ją zszedł z drzewa. Kiedy byli na dole Sara przywarła do chłopaka i zaczęła płakać...Słyszała jak jego serce szybko bije...
- Już dobrze...Jesteś na dole...Jesteś bezpieczna. - szeptał jej do ucha.
- Chodź...Odnajdziemy resztę i wrócimy do domu opatrzyć ci rany. - szepnął po dłuższej chwili. Niebieskooka już się uspokoiła, mimo to Dezy i tak wziął ją na ręce.
- Puść mnie! Mam nogi i sobie poradzę. - powiedziała...Nie chciała mu pokazywać, że jest słaba.
- Nigdy cię nie puszczę...Księżniczko. - odpowiedział...Praktyczne przez całą drogę się kłócili o to żeby ją puścił, ale nie zrobił tego...Była niesiona do końca i szczerze to było dla niej wygodne. Byli już w domu Sary i dopiero teraz chłopak przypomniał sobie o Sophie, Remku i Michale, którzy szukali Sary w lesie...Szybko wysłał im SMS'a, że Sara jest w domu.
- Obiecujesz, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytała blondynka...Może i czuła coś do niego, ale on był z Sophie, a ona nie miała zamiaru im tego psuć.
- Nie mogę tego obiecać. - powiedział po dłuższej chwili. Sarę to bardzo zdziwiło ale nie zdążyła się zapytać o co chodzi, bo do domu wparowali Remek, Sophie i Mulciak.
- Idiotka. - powiedziała do siebie. Zaczęła się wiercić chcąc opracować bezpieczną trasę do zejścia i wtedy usłyszała trzask...Trzask drewna...Trzask tej gałęzi, na której siedziała. Czuła, że niedługo gałąź się załamie. Serce podeszło jej do gardła, a z oczu leciało coraz więcej łez. Znów usłyszała trzask.
- AAAA! - zaczęła krzyczeć. Gałąź się nie załamała...Na szczęście. Sara siedziała na niej okrakiem nie wiedząc co zrobić. Słyszała, że w drewnie cały czas coś trzeszczy.
- Sara gdzie jesteś?!! - ledwo to usłyszała, ale jednak!! Być może jej przyjaciele usłyszą ją!!
- Kuźwa skąd mam to wiedzieć!!! Jestem na jakimś drzewie i zaraz spadnę!! - odkrzyknęła coraz bardziej się bojąc. Była blisko załamania nerwowego. Gałąź załamała się..
- AAA!! - krzyknęła Sara spadając, jednak udało jej się złapać, którejś gałęzi. Była w strasznym szoku, jednak jak najmocniej trzymała się chropowatego drewna...jednak i tak w końcu spadnie.
- Sari!! - krzyczał ktoś. Rozpoznała, że był to głos Dezyderego i że był gdzieś blisko.
- Tutaj!! - krzyknęła jak najgłośniej potrafiła. Ręce strasznie zaczęły ją boleć. Nagle zobaczyła pod sobą Dezego.
- Boże Sari!! Trzymaj się już po ciebie idę! - krzyknął zrzucając z ramion plecak na ziemię i podbiegając do drzewa.
- Nie wytrzymam. - powiedziała blondynka.
- Wytrzymaj, proszę cię...Jeśli się puścisz to gałęzie porozcinają ci skórę... - powiedział wysilając się na spokojny ton. Miał rację..Sara już miała rozciętą skórę w niektórych miejscach, ale gdyby się puściła byłoby jeszcze gorzej. Dezy był tuż pod nią.
- Puść się! Ja cię złapię! - powiedział, jednak dziewczyna za bardzo się bała.
- A co jeśli nie złapiesz? - spytała dziewczyna pełna obaw.
- Obiecuję, że cię złapię...Nie mogę wejść tam do ciebie, bo ta gałąź się złamie i oboje spadniemy. - powiedział spokojnym tonem. Dziewczyna ufała mu i puściła się.
- AAA! - krzyczała, jednak po chwili było po wszystkim. Chłopak trzymając ją zszedł z drzewa. Kiedy byli na dole Sara przywarła do chłopaka i zaczęła płakać...Słyszała jak jego serce szybko bije...
- Już dobrze...Jesteś na dole...Jesteś bezpieczna. - szeptał jej do ucha.
- Chodź...Odnajdziemy resztę i wrócimy do domu opatrzyć ci rany. - szepnął po dłuższej chwili. Niebieskooka już się uspokoiła, mimo to Dezy i tak wziął ją na ręce.
- Puść mnie! Mam nogi i sobie poradzę. - powiedziała...Nie chciała mu pokazywać, że jest słaba.
- Nigdy cię nie puszczę...Księżniczko. - odpowiedział...Praktyczne przez całą drogę się kłócili o to żeby ją puścił, ale nie zrobił tego...Była niesiona do końca i szczerze to było dla niej wygodne. Byli już w domu Sary i dopiero teraz chłopak przypomniał sobie o Sophie, Remku i Michale, którzy szukali Sary w lesie...Szybko wysłał im SMS'a, że Sara jest w domu.
- Obiecujesz, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytała blondynka...Może i czuła coś do niego, ale on był z Sophie, a ona nie miała zamiaru im tego psuć.
- Nie mogę tego obiecać. - powiedział po dłuższej chwili. Sarę to bardzo zdziwiło ale nie zdążyła się zapytać o co chodzi, bo do domu wparowali Remek, Sophie i Mulciak.
czwartek, 17 września 2015
Rozdział 8 Uczucie, Motylki, Ból....
Po tym jak Sara wyładowała swoje emocje na biednej, niewinnej poduszce zeszła na dół na kolację. Usiadła przy stole i zaczęła jeść tosty posmarowane dżemem...Były chrupiące takie jak lubiła..
- Wiki kochanie zawołaj Remika. - powiedziała kobieta siadając przy stole. Wiki wstała od stołu, podeszła do schodów i zaczerpnęła dużo powietrza.
- Remek!!! Kolacja!!! - wydarła się, po czym wróciła do stołu. Remek również przyszedł, ale wziął tylko swój talerz i wrócił na górę.
- Remka nie ma...Opowiadaj o co chodzi z Dezym? - spytała i wzięła gryza tosta.
- Co ci do tego?! - krzyknęła Sara...To ją bolało, bo nawet jeśli coś do niego czuła, to nie mogli być razem, w końcu on jest z jej najlepszą przyjaciółką..
- Oj no nie bądź taka...Wygadaj się to ci pomoże, a ja obiecuję, że nic nikomu nie powiem. - zachęcała Wiki.
- No dobra powiem. - powiedziała Sara udając, że się poddaję. Podeszła do Wiki i przybliżyła usta do jej ucha.
- Oprócz przyjaźni nic nas nie łączy!!! - wydarła jej się do ucha, aż Wiktoria krzyknęła cicho. Kiedy Sara zjadła kanapkę szybko poszła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko. Była wyczerpana emocjonalnie, dlatego dosyć szybko usnęła.Obudziła się dość wcześnie, bo o 7 00, a to dlatego, bo do pokoju wszedł Remek.
- Czego ty chcesz? - spytała zaspana.
- Moi rodzice zapisali cię do mojej szkoły...Będziesz co prawda w innej klasie, ale nie martw się...Oprowadzę cię! Michał i Dezy też tam chodzą. - powiedział rzucając w Sarę plecakiem Nike(lokowanie produktu XD).
- Co?! A książki? - spytała wstając z łóżka.
- Książki masz załatwione! Nauczyciele powiedzieli, że nie będziesz musiała pisać testów, które były i wszystkich lekcji. - powiedział z uśmiechem. Blondynka ziewnęła.
- Muszę iść? - spytała.
- Tag! - krzyknął wybiegając z jej pokoju.
- Idiota! - krzyknęła jeszcze i zaczęła się ubierać. Nie cieszyła się z tego, że idzie do szkoły...Wkrótce była już w drodze do niej z swoim bratem, potem przyłączyli się Michał, Dezy i Sophie...Sara patrzyła na swoje stopy myśląc o głupotach:
Szkoda, że Dezy jest z Sophie...
Czy ja jestem zazdrosna?
Muszę iść do psychologa!
- Sara co jest? - spytał Michał zostając trochę z tyłu, by iść równo z blondynkę.
- Nic. - odpowiedziała odrywając wzrok od ziemi równocześnie wkładając dłonie do kieszeni dresów.
- Powiedz. - nalegał, a dziewczyna się poddała...Mulciak był strasznie przekonujący...Nikt nie umiał odmówić temu gimbusowi...
- A więc zaczynam myśleć o głupich zupełnie bezsensownych rzeczach. Nie wiem co się ze mną dzieję...Ja chyba jestem chora. - powiedziała szczerze patrząc na Remika z Dezym i Sophie...
- Wiem na co chorujesz. - odparł śmiejąc się pod nosem. Ona walnęła go w ramię.
- Na co choruję i co w tym takiego śmiesznego? - spytała ze spokojem w oczach...Zaraz kiedy ona była w takich sytuacjach spokojna!?
- Śmieszne jest to, że jeszcze nie wiesz na co chorujesz. - powiedział ze śmiechem.
- Jesteś idiotą...Na co choruję? - powiedziała nie zwalniając kroku. Nagle się poślizgnęła na błocie i gdyby nie Multi byłaby cała brudna. Multi zaczął się śmiać.Kiedy się uspokoił raczył wreszcie odpowiedzieć jej na pytanie.
- Chorujesz na miłość. - odpowiedział szczerząc się.
- Chyba ci się coś w dupie poprzewracało!! - krzyknęła okłamując samą siebie.
- Mówię poważnie. - powiedział, a Sara się roześmiała...Michał mówił poważnie?!
- Ej no poważnie! - krzyknął udając focha.
- No dobra i tak cię nie słucham. Berek! - krzyknęła i popchnęła Michała tak mocno, że o upadł w błoto. Sara zaczęła uciekać wyprzedzając jej brata i parę.
- Uciekać !! Multi jest berkiem!! - krzyknęła i zaczęła się zabawa.
- A teraz same dziewczyny są berkami!! - zaproponował zdenerwowany Michał, ponieważ nadal był berkiem. Wszyscy się zgodzili. Sara dogoniła Dezego i popchnęła go. Tak zamiast dotknąć lekko ramienia i powiedzieć "berek" oni popychali się wywalając w błoto. Czułek złapał ją za dłoń, przez co ona upadła na niego. Patrzyła mu w oczy, a on jej...Coś się stało...Niewidzialna iskierka między nimi się pojawiła...Sara nie wiedziała co się z nią działo...Chciała się podnieść i bawić dalej, ale coś jej nie pozwalało. Po chwili poczuła piękny zapach perfum...Mogła by go wąchać codziennie.
- Możesz ze mnie zejść? - spytał nieco zawstydzony chłopak. Dopiero wtedy blondynka obudziła się z transu.
- Co? A tak! Już! - powiedziała i szybko z niego zeszła wywalając się jeszcze na błoto. Chłopak wstał i jej pomógł podając rękę. I znów zaczęli patrzyć sobie w oczy. Dziewczyna czuła, że jego wypalają jej dziurę w sercu...
- Hahaha!!! Chłopaki przegrali!! - krzyknęła Sophie podbiegając do nich tym samym wyrywając z gapienia się na siebie. Postanowili zrobić sobie wolne od szkoły, bo byli cali upaćkani w błocie. W drodze powrotnej Sara znów szła z tyłu. Co chwila spoglądał na nią Dezydery z tępym uśmiechem. Ona również ukradkiem spoglądała na niego nawet nie zauważając kiedy koło niej pojawił się Michał.
- A nie mówiłem! Zakochałaś się! - krzyknął głośno.
- Zamknij się!! - uciszyła go, ale i tak wszyscy usłyszeli i zaczęli obsypywać ją pytaniami z wyjątkiem Dezego...On szedł cicho słuchając rozmowy.
- Kim jest ten szczęściarz? - spytał Remik.
- W nikim się nie zakochałam jasne?! - krzyknęła i pobiegła przed siebie płacząc...Znów to samo!! Znów to głupie uczucie!!!! Znów te cholerne motylki w brzuchu!!! Znów ten ból!!!
- Wiki kochanie zawołaj Remika. - powiedziała kobieta siadając przy stole. Wiki wstała od stołu, podeszła do schodów i zaczerpnęła dużo powietrza.
- Remek!!! Kolacja!!! - wydarła się, po czym wróciła do stołu. Remek również przyszedł, ale wziął tylko swój talerz i wrócił na górę.
- Remka nie ma...Opowiadaj o co chodzi z Dezym? - spytała i wzięła gryza tosta.
- Co ci do tego?! - krzyknęła Sara...To ją bolało, bo nawet jeśli coś do niego czuła, to nie mogli być razem, w końcu on jest z jej najlepszą przyjaciółką..
- Oj no nie bądź taka...Wygadaj się to ci pomoże, a ja obiecuję, że nic nikomu nie powiem. - zachęcała Wiki.
- No dobra powiem. - powiedziała Sara udając, że się poddaję. Podeszła do Wiki i przybliżyła usta do jej ucha.
- Oprócz przyjaźni nic nas nie łączy!!! - wydarła jej się do ucha, aż Wiktoria krzyknęła cicho. Kiedy Sara zjadła kanapkę szybko poszła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko. Była wyczerpana emocjonalnie, dlatego dosyć szybko usnęła.Obudziła się dość wcześnie, bo o 7 00, a to dlatego, bo do pokoju wszedł Remek.
- Czego ty chcesz? - spytała zaspana.
- Moi rodzice zapisali cię do mojej szkoły...Będziesz co prawda w innej klasie, ale nie martw się...Oprowadzę cię! Michał i Dezy też tam chodzą. - powiedział rzucając w Sarę plecakiem Nike(lokowanie produktu XD).
- Co?! A książki? - spytała wstając z łóżka.
- Książki masz załatwione! Nauczyciele powiedzieli, że nie będziesz musiała pisać testów, które były i wszystkich lekcji. - powiedział z uśmiechem. Blondynka ziewnęła.
- Muszę iść? - spytała.
- Tag! - krzyknął wybiegając z jej pokoju.
- Idiota! - krzyknęła jeszcze i zaczęła się ubierać. Nie cieszyła się z tego, że idzie do szkoły...Wkrótce była już w drodze do niej z swoim bratem, potem przyłączyli się Michał, Dezy i Sophie...Sara patrzyła na swoje stopy myśląc o głupotach:
Szkoda, że Dezy jest z Sophie...
Czy ja jestem zazdrosna?
Muszę iść do psychologa!
- Sara co jest? - spytał Michał zostając trochę z tyłu, by iść równo z blondynkę.
- Nic. - odpowiedziała odrywając wzrok od ziemi równocześnie wkładając dłonie do kieszeni dresów.
- Powiedz. - nalegał, a dziewczyna się poddała...Mulciak był strasznie przekonujący...Nikt nie umiał odmówić temu gimbusowi...
- A więc zaczynam myśleć o głupich zupełnie bezsensownych rzeczach. Nie wiem co się ze mną dzieję...Ja chyba jestem chora. - powiedziała szczerze patrząc na Remika z Dezym i Sophie...
- Wiem na co chorujesz. - odparł śmiejąc się pod nosem. Ona walnęła go w ramię.
- Na co choruję i co w tym takiego śmiesznego? - spytała ze spokojem w oczach...Zaraz kiedy ona była w takich sytuacjach spokojna!?
- Śmieszne jest to, że jeszcze nie wiesz na co chorujesz. - powiedział ze śmiechem.
- Jesteś idiotą...Na co choruję? - powiedziała nie zwalniając kroku. Nagle się poślizgnęła na błocie i gdyby nie Multi byłaby cała brudna. Multi zaczął się śmiać.Kiedy się uspokoił raczył wreszcie odpowiedzieć jej na pytanie.
- Chorujesz na miłość. - odpowiedział szczerząc się.
- Chyba ci się coś w dupie poprzewracało!! - krzyknęła okłamując samą siebie.
- Mówię poważnie. - powiedział, a Sara się roześmiała...Michał mówił poważnie?!
- Ej no poważnie! - krzyknął udając focha.
- No dobra i tak cię nie słucham. Berek! - krzyknęła i popchnęła Michała tak mocno, że o upadł w błoto. Sara zaczęła uciekać wyprzedzając jej brata i parę.
- Uciekać !! Multi jest berkiem!! - krzyknęła i zaczęła się zabawa.
- A teraz same dziewczyny są berkami!! - zaproponował zdenerwowany Michał, ponieważ nadal był berkiem. Wszyscy się zgodzili. Sara dogoniła Dezego i popchnęła go. Tak zamiast dotknąć lekko ramienia i powiedzieć "berek" oni popychali się wywalając w błoto. Czułek złapał ją za dłoń, przez co ona upadła na niego. Patrzyła mu w oczy, a on jej...Coś się stało...Niewidzialna iskierka między nimi się pojawiła...Sara nie wiedziała co się z nią działo...Chciała się podnieść i bawić dalej, ale coś jej nie pozwalało. Po chwili poczuła piękny zapach perfum...Mogła by go wąchać codziennie.
- Możesz ze mnie zejść? - spytał nieco zawstydzony chłopak. Dopiero wtedy blondynka obudziła się z transu.
- Co? A tak! Już! - powiedziała i szybko z niego zeszła wywalając się jeszcze na błoto. Chłopak wstał i jej pomógł podając rękę. I znów zaczęli patrzyć sobie w oczy. Dziewczyna czuła, że jego wypalają jej dziurę w sercu...
- Hahaha!!! Chłopaki przegrali!! - krzyknęła Sophie podbiegając do nich tym samym wyrywając z gapienia się na siebie. Postanowili zrobić sobie wolne od szkoły, bo byli cali upaćkani w błocie. W drodze powrotnej Sara znów szła z tyłu. Co chwila spoglądał na nią Dezydery z tępym uśmiechem. Ona również ukradkiem spoglądała na niego nawet nie zauważając kiedy koło niej pojawił się Michał.
- A nie mówiłem! Zakochałaś się! - krzyknął głośno.
- Zamknij się!! - uciszyła go, ale i tak wszyscy usłyszeli i zaczęli obsypywać ją pytaniami z wyjątkiem Dezego...On szedł cicho słuchając rozmowy.
- Kim jest ten szczęściarz? - spytał Remik.
- W nikim się nie zakochałam jasne?! - krzyknęła i pobiegła przed siebie płacząc...Znów to samo!! Znów to głupie uczucie!!!! Znów te cholerne motylki w brzuchu!!! Znów ten ból!!!
wtorek, 8 września 2015
Rozdział 7 O czym ja myślę?!
Usiadła na ławce, na tej samej gdzie siedziała kiedy Sophie do niej podeszła. Zaczęła wspominać...
- Cześć. - powiedział ktoś i usiadł obok Sary.
- Czego chcesz? - spytała blondynka patrząc na wprost. I znów ten sam widok...Liście, wszędzie liście i błoto!
- Chcę porozmawiać. - powiedziała dziewczyna o niebieskich włosach...O czym chciała rozmawiać? O wspomnieniach ? Jak to było kiedyś? Jak zostawiła Sarę samą? Niebieskooka najchętniej by stąd uciekła, ale została, coś ją do tego zmusiło...
- O czym? - spytała zniecierpliwiona dziewczyna nadal patrząc przed siebie, bała się spojrzeć na Sophie, bała się, że znów się zaprzyjaźnią, a ona znów ją zrani tak jak kiedyś...
- No wiesz o nas...Chcę żeby było tak jak kiedyś. - powiedziała Sophie patrząc z iskierkami w oczach na Sarę i łapiąc ją za dłonie. Blondynka odwróciła się w jej stronę, jednak patrzyła w dół.
- Chcę nadrobić ten stracony czas. - dodała, Sara nie wytrzymała i spojrzała w jej oczy pełne czułości.
- Wybaczysz mi? - spytała ciemnooka. Sara nie odpowiadając przytuliła ją mocno zaczynając płakać.
- Czemu mnie wtedy zostawiłaś! Czemu!? - łkała niebieskooka.
- Przepraszam. - powiedziała szybko Sophie głaszcząc ją po włosach...Sara tak na prawdę wybaczyła jej już dawno, nie umiała być na nią zła.
- Słuchaj zapraszam cię do siebie, poznasz mojego chłopaka i w ogóle. - szczerze to blondynka dałaby wszystko, żeby być teraz sama, ale zgodziła się, może towarzystwo dawnej przyjaciółki dobrze jej zrobi. Poszła, więc za Sophie. Szły w ciszy, nie potrzebne były słowa. Po 10 minutach drogi doszły do niezbyt wielkiego domu.
- Zapraszam. - powiedziała uśmiechnięta Sophie i otworzyła drzwi przed blondynką. Weszły do środka i od razu poszły na górę. Weszły do fioletowo - szarego pokoju. Sara usiadła na łóżku.
- To ja wyślę SMS'a do mojego chłopaka żeby przyszedł i nam potowarzyszył, może to nie jest twój typ przyjaciela, ale z pewnością go polubisz. - powiedziała z bananem na twarzy.
- Ok. - odpowiedziała Sara rozglądając się po pokoju.
- To jak tutaj trafiłaś? - spytała Sophie przysuwając się do Sary. Sara bała się tej rozmowy, chociaż nie wiedziała dlaczego...Być może dlatego, bo trudno jej o tym mówić...
- A więc okazało się, że moja mama była na imprezie i wtedy zaszła w ciążę z jakimś obcym kolesiem. Urodził się chłopczyk, nie mogła na niego patrzyć, bo to nie było dziecko jej męża, więc oddała je prawnemu ojcowi...Ten ojciec znalazł se dziewczynę i wiesz...Powstała kochająca się rodzina... - przerwała na chwilę...Kochająca się rodzina...Sara wiedziała, że teraz też taką ma i zrobiło jej się ciepło na sercu...Kontynuowała dalej.
- Potem u mamy wykryto raka, jednak ona nikomu tego nie powiedziała... - mówiła, jednak Sophie jej przerwała.
- Ale skoro nikomu nie mówiła to skąd wiedziałaś? - spytała.
- Poczekaj. Wszystko po kolei...A więc kiedy mnie rodziła umarła... - mówiła, nigdy się tak przed nikim nie otworzyła, nawet Sophie nie wiedziała o jej przeszłości, aż do teraz.
- Tata obwiniał mnie o to i krzywdził mnie...Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie...Wtedy w łazience znalazłam liścik od mama, w którym napisała, że mam brata i ogólnie wszystko mi powiedziała... - zakończyła Sara ze łzami w oczach, które powstrzymywała.
- O boże! - krzyknęła Sophie i przytuliła mocno Sarę.
- Musiało ci być bardzo ciężko...Czemu mi wcześniej tego nie powiedziałaś? - spytała, jednak nie oczekiwała odpowiedzi.
- Cześć już jestem...To gdzie ta twoja przyjaciółka? - do pokoju wparował chłopak Sophie. Sara oderwała się od przyjaciółki kiedy usłyszała jego głos. Szybko wstała i popatrzyła na osobę stojącą w progu. Kiedy zwrócił na nią uwagę zatkało go, a w jego oku można dostrzec było iskierkę tak samo zadziało się u Sary.
- Dezy? - spytała nie potrzebnie wiedząc, że to nikt inny jak on.
- Sara! - krzyknął i ją przytulił co wydawało jej się miłe, jednak nie trwało to długo...
- To wy się znacie? - spytał Dezy nie dowierzając, a Sophie stała z wytrzeszczonymi oczami. Kiedy wszyscy sobie już wszystko wyjaśnili postanowili się gdzieś przejść, prócz Sophie...Ona miała akurat zajęcia z gitary...Dezy i Sara szli tym samym tempem ze spuszczonymi głowami i rękami schowanymi w kieszeń...Zachowywali się identycznie, ale charaktery mieli inne... " Może to nie jest twój typ na przyjaciela..Sophie się pomyliła, bardzo go lubię..." pomyślała Sara rumieniąc się. O czym ona myśli !! Natychmiast się opanowała.
- Jak ci się układa z Sophie? - spytała niby od niechcenia, ale jednak interesowało ją to.
- Szczerze? Nie wiem...Pokochałem ją, bo była taka niezależna i jakby to powiedzieć...Taka buntownicza i umiała postawić na swoim...Za te cechy ją pokochałem, jednak kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić ona się zmieniła...Wygasły w niej te cechy, które mi się podobały... - powiedział...Sara jakoś poczuła się lepiej...Ale dlaczego? Dlatego, że mu się nie układa z jej najlepszą przyjaciółką?
- A ty miałaś kiedyś chłopaka? - spytał Dezy zaczynając nowy temat.
- Odwal się...Nie musisz o wszystkim wiedzieć. - odpysknęła Sara...Nie chciała żeby ktoś wiedział o jej niepowodzeń miłosnych a tym bardziej płeć przeciwna...
- Okey przepraszam...Masz rację nie muszę o wszystkim wiedzieć. - powiedział szybko Dezy nie chcąc się kłócić i tak dotarli do jej domu...
- No to do zobaczenia. - powiedział chłopak i już miał iść, ale Sara mocno go przytuliła... Cały czas czuła wstręt do chłopaków, lecz teraz przełamała się. Z początku blondyn był zdziwiony, jednak po chwili odwzajemnił przytulasa.
- Cześć. - powiedziała Sara i uwolniła się z objęć Dezego, po czym poszła do domu. Gdy tylko otworzyła drzwi pojawiła się Wiki, a zaraz potem Remik.
- Co się stało między tobą, a Dezym? - spytała Wiktoria.
- Lubicie się prawda? - spytał Remi i zaczęli obsypywać ją głupimi pytaniami. W końcu nie wytrzymała i walnęła Remka w ramię bardzo mocno, a Wiki uciszyła swoim pięknym językiem.
- Kurwa co do cholery?! Przestańcie pytać się o takie głupie rzeczy! Po pierwsze pomiędzy Dezym a mną jest przyjaźń, a po drugie on ma kurwa dziewczynę, która okazała się być moją starą przyjaciółką!! - wykrzyczała wszystko patrząc ze wściekłością na rodzeństwo.
- A ten przytulasek to co? Mnie nie przytulasz. - powiedział z uśmiechem. Sara dobrze wiedziała, że chciał ją wkurzyć....
- Debilu jak cię przytulę to wszystkie flaki z ciebie wyjdą!! - krzyknęła i pobiegła na górę, a Remek odprowadził ją wzrokiem. Sara walnęła się na łóżko i zaczęła myśleć...Czy ją i Dezego coś łączy? Na pewno łączy ich przyjaźń, ale czy coś więcej? Sara szybko się zakochiwała i wiedziała jak to jest być odrzuconym, jednak teraz uczucie miłości było inne...Takie ciepłe i nie męczące jak kiedyś...
- O czym ja myślę?! - krzyknęła zdenerwowana i podniosła się z łóżka. Wzięła poduszkę i zamachnęła się rzucając nią o ścianę.
- A masz cholerna poduszko! - wydarła się by wyładować emocje...
----------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami...
- Cześć. - powiedział ktoś i usiadł obok Sary.
- Czego chcesz? - spytała blondynka patrząc na wprost. I znów ten sam widok...Liście, wszędzie liście i błoto!
- Chcę porozmawiać. - powiedziała dziewczyna o niebieskich włosach...O czym chciała rozmawiać? O wspomnieniach ? Jak to było kiedyś? Jak zostawiła Sarę samą? Niebieskooka najchętniej by stąd uciekła, ale została, coś ją do tego zmusiło...
- O czym? - spytała zniecierpliwiona dziewczyna nadal patrząc przed siebie, bała się spojrzeć na Sophie, bała się, że znów się zaprzyjaźnią, a ona znów ją zrani tak jak kiedyś...
- No wiesz o nas...Chcę żeby było tak jak kiedyś. - powiedziała Sophie patrząc z iskierkami w oczach na Sarę i łapiąc ją za dłonie. Blondynka odwróciła się w jej stronę, jednak patrzyła w dół.
- Chcę nadrobić ten stracony czas. - dodała, Sara nie wytrzymała i spojrzała w jej oczy pełne czułości.
- Wybaczysz mi? - spytała ciemnooka. Sara nie odpowiadając przytuliła ją mocno zaczynając płakać.
- Czemu mnie wtedy zostawiłaś! Czemu!? - łkała niebieskooka.
- Przepraszam. - powiedziała szybko Sophie głaszcząc ją po włosach...Sara tak na prawdę wybaczyła jej już dawno, nie umiała być na nią zła.
- Słuchaj zapraszam cię do siebie, poznasz mojego chłopaka i w ogóle. - szczerze to blondynka dałaby wszystko, żeby być teraz sama, ale zgodziła się, może towarzystwo dawnej przyjaciółki dobrze jej zrobi. Poszła, więc za Sophie. Szły w ciszy, nie potrzebne były słowa. Po 10 minutach drogi doszły do niezbyt wielkiego domu.
- Zapraszam. - powiedziała uśmiechnięta Sophie i otworzyła drzwi przed blondynką. Weszły do środka i od razu poszły na górę. Weszły do fioletowo - szarego pokoju. Sara usiadła na łóżku.
- To ja wyślę SMS'a do mojego chłopaka żeby przyszedł i nam potowarzyszył, może to nie jest twój typ przyjaciela, ale z pewnością go polubisz. - powiedziała z bananem na twarzy.
- Ok. - odpowiedziała Sara rozglądając się po pokoju.
- To jak tutaj trafiłaś? - spytała Sophie przysuwając się do Sary. Sara bała się tej rozmowy, chociaż nie wiedziała dlaczego...Być może dlatego, bo trudno jej o tym mówić...
- A więc okazało się, że moja mama była na imprezie i wtedy zaszła w ciążę z jakimś obcym kolesiem. Urodził się chłopczyk, nie mogła na niego patrzyć, bo to nie było dziecko jej męża, więc oddała je prawnemu ojcowi...Ten ojciec znalazł se dziewczynę i wiesz...Powstała kochająca się rodzina... - przerwała na chwilę...Kochająca się rodzina...Sara wiedziała, że teraz też taką ma i zrobiło jej się ciepło na sercu...Kontynuowała dalej.
- Potem u mamy wykryto raka, jednak ona nikomu tego nie powiedziała... - mówiła, jednak Sophie jej przerwała.
- Ale skoro nikomu nie mówiła to skąd wiedziałaś? - spytała.
- Poczekaj. Wszystko po kolei...A więc kiedy mnie rodziła umarła... - mówiła, nigdy się tak przed nikim nie otworzyła, nawet Sophie nie wiedziała o jej przeszłości, aż do teraz.
- Tata obwiniał mnie o to i krzywdził mnie...Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie...Wtedy w łazience znalazłam liścik od mama, w którym napisała, że mam brata i ogólnie wszystko mi powiedziała... - zakończyła Sara ze łzami w oczach, które powstrzymywała.
- O boże! - krzyknęła Sophie i przytuliła mocno Sarę.
- Musiało ci być bardzo ciężko...Czemu mi wcześniej tego nie powiedziałaś? - spytała, jednak nie oczekiwała odpowiedzi.
- Cześć już jestem...To gdzie ta twoja przyjaciółka? - do pokoju wparował chłopak Sophie. Sara oderwała się od przyjaciółki kiedy usłyszała jego głos. Szybko wstała i popatrzyła na osobę stojącą w progu. Kiedy zwrócił na nią uwagę zatkało go, a w jego oku można dostrzec było iskierkę tak samo zadziało się u Sary.
- Dezy? - spytała nie potrzebnie wiedząc, że to nikt inny jak on.
- Sara! - krzyknął i ją przytulił co wydawało jej się miłe, jednak nie trwało to długo...
- To wy się znacie? - spytał Dezy nie dowierzając, a Sophie stała z wytrzeszczonymi oczami. Kiedy wszyscy sobie już wszystko wyjaśnili postanowili się gdzieś przejść, prócz Sophie...Ona miała akurat zajęcia z gitary...Dezy i Sara szli tym samym tempem ze spuszczonymi głowami i rękami schowanymi w kieszeń...Zachowywali się identycznie, ale charaktery mieli inne... " Może to nie jest twój typ na przyjaciela..Sophie się pomyliła, bardzo go lubię..." pomyślała Sara rumieniąc się. O czym ona myśli !! Natychmiast się opanowała.
- Jak ci się układa z Sophie? - spytała niby od niechcenia, ale jednak interesowało ją to.
- Szczerze? Nie wiem...Pokochałem ją, bo była taka niezależna i jakby to powiedzieć...Taka buntownicza i umiała postawić na swoim...Za te cechy ją pokochałem, jednak kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić ona się zmieniła...Wygasły w niej te cechy, które mi się podobały... - powiedział...Sara jakoś poczuła się lepiej...Ale dlaczego? Dlatego, że mu się nie układa z jej najlepszą przyjaciółką?
- A ty miałaś kiedyś chłopaka? - spytał Dezy zaczynając nowy temat.
- Odwal się...Nie musisz o wszystkim wiedzieć. - odpysknęła Sara...Nie chciała żeby ktoś wiedział o jej niepowodzeń miłosnych a tym bardziej płeć przeciwna...
- Okey przepraszam...Masz rację nie muszę o wszystkim wiedzieć. - powiedział szybko Dezy nie chcąc się kłócić i tak dotarli do jej domu...
- No to do zobaczenia. - powiedział chłopak i już miał iść, ale Sara mocno go przytuliła... Cały czas czuła wstręt do chłopaków, lecz teraz przełamała się. Z początku blondyn był zdziwiony, jednak po chwili odwzajemnił przytulasa.
- Cześć. - powiedziała Sara i uwolniła się z objęć Dezego, po czym poszła do domu. Gdy tylko otworzyła drzwi pojawiła się Wiki, a zaraz potem Remik.
- Co się stało między tobą, a Dezym? - spytała Wiktoria.
- Lubicie się prawda? - spytał Remi i zaczęli obsypywać ją głupimi pytaniami. W końcu nie wytrzymała i walnęła Remka w ramię bardzo mocno, a Wiki uciszyła swoim pięknym językiem.
- Kurwa co do cholery?! Przestańcie pytać się o takie głupie rzeczy! Po pierwsze pomiędzy Dezym a mną jest przyjaźń, a po drugie on ma kurwa dziewczynę, która okazała się być moją starą przyjaciółką!! - wykrzyczała wszystko patrząc ze wściekłością na rodzeństwo.
- A ten przytulasek to co? Mnie nie przytulasz. - powiedział z uśmiechem. Sara dobrze wiedziała, że chciał ją wkurzyć....
- Debilu jak cię przytulę to wszystkie flaki z ciebie wyjdą!! - krzyknęła i pobiegła na górę, a Remek odprowadził ją wzrokiem. Sara walnęła się na łóżko i zaczęła myśleć...Czy ją i Dezego coś łączy? Na pewno łączy ich przyjaźń, ale czy coś więcej? Sara szybko się zakochiwała i wiedziała jak to jest być odrzuconym, jednak teraz uczucie miłości było inne...Takie ciepłe i nie męczące jak kiedyś...
- O czym ja myślę?! - krzyknęła zdenerwowana i podniosła się z łóżka. Wzięła poduszkę i zamachnęła się rzucając nią o ścianę.
- A masz cholerna poduszko! - wydarła się by wyładować emocje...
----------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami...
wtorek, 1 września 2015
Rozdział 6 Przyjaźń
Kiedy Remek wyszedł z łazienki miał już trochę dosyć tego towarzystwa.
- Dobra chłopaki i Saro...Ja muszę już iść spać...W końcu jutro do szkoły. - powiedział Remi...W sumie to i tak nie miał zamiaru iść do szkoły, rzadko kiedy tam chodził, no chyba, że była jakaś klasówka, albo coś takiego.
- No dobra. - powiedział Dezy i wszyscy wyszli z pokoju, jednak blondynka nie miała zamiaru iść i sama siedzieć w swoim pokoju nie mogąc zasnąć, a poza tym bardzo polubiła Dezego i Michała.
- Ej przenosimy impre do mnie? - spytała, a oni oczywiście się zgodzili. Wszyscy weszli do małego pokoju co nie było wygodne...I co mają niby teraz robić? O tym Sara nie pomyślała.
- Posiedzimy tu z godzinę, a potem przeniesiemy Remka tutaj, a my pójdziemy do jego pokoju. - przedstawiła swoją propozycję, a reszta na nią przystała. Nie minęło więcej niż 20 minut, a już słyszeli chrapanie Remka.
- Czas wdrożyć w życie nasz plan. - powiedziała z uśmiechem Sara...Zabrzmiało to dziwnie jakby chciała zrobić coś bardzo, bardzo złego... Chłopaki szybko się z tym uwinęli, chociaż trzeba było przyznać, że Remek trochę ważył...Znów przenieśli się do jego pokoju, oczywiście pierwsze co zrobili to wzięli flamastry i zrobili Remikowi makijaż...Po makijażu nie robili nic ciekawego...Napili się tymbarka i tak im odbiło, że po prostu śmiali się tak na prawdę z niczego...Tiaaaa uwierzcie mi, że da się upić tymbarkiem....W końcu Dezy i Michał musieli iść, więc Sara ze smutkiem się pożegnała i również postanowiła iść spać...Oczywiście jej pokój był zajęty, więc musiała spać u Remka. Ułożyła się na łóżku wygodnie i od razu poczuła zapach swojego brata...Mimo to, że sprzeczała się z nim to jego zapach dał jej poczucie bezpieczeństwa. Tak dokładnie poczuła się bezpiecznie.
- Sara czemu spałem u ciebie!? I czemu mam flamastra na mordzie?! - spytał jakby się jeszcze nie domyślił...Był już ranek. Rozejrzał się po swoim pokoju. Kubki leżały na podłodze, podłoga była lepka w niektórych miejscach przez rozlany sok, kamera była w innym miejscu. Sara nie obudziła się. Remek podszedł do kamery i ją włączył. Zobaczył jakiś nowy film. Odtworzył go. Zobaczył jak jego przyjaciele się wygłupiają i śmieją razem z Sarą. Przyjrzał jej się dokładniej. Ona na tym filmie się uśmiechała, była szczęśliwa...Remek prawie zawsze taki jest, ale nie ona...Nie Sara z trudną przeszłością. Remik dopiero teraz zauważył jak pomogła jej przeprowadzka do tego domu. Popatrzył na blondynkę śpiącą w jego łóżku. Była taka spokojna i słodka. Remi uśmiechnął się na ten widok. Co z tego, że są dla siebie trochę nie mili? To są tylko żarty, poza tym to jego siostra taka sama jak Wiki. Chciał tu trochę posprzątać, ale nie chciał jej budzić, więc po prostu wyszedł biorąc ze sobą świeżą koszulkę, spodnie i bieliznę. Poszedł z ubraniami do łazienki i położył je na małej szafeczce, po czym wszedł pod prysznic. To go odprężyło noi zmyło makijaż zrobiony flamastrami. Kiedy wyszedł owinął się ręcznikiem i umył zęby. Kiedy już to zrobił wytarł się dokładnie i ubrał wcześniej przyniesione ciuchy. Poprawił jeszcze grzywkę i wrzucił brudne ciuchy do kosza. Postanowił zajrzeć do Sary.. Tak też zrobił. Kiedy uchylił lekko drzwi dostrzegł, że jej tu nie ma. Pewnie zeszła na dół. Pomyślał i poszedł na dół, by coś zjeść. Miał straszną ochotę na naleśniki z nutellą. Sara siedziała już na dole jedząc kanapki z dżemem. Rozmawiała z Wiki i wcale nie była to przyjemna rozmowa...Przynajmniej dla Sary...Wiki ciągle pytała się o jej przeszłość, Nie wiedziała dlaczego tak bardzo obchodzi ją to co działo się kiedyś, w końcu to już było i nie warto do tego wracać, poza tym ludzi nie ocenia się po przeszłości. Od razu Sara zauważyła, że o wiele lepiej spędza jej się czas z Multim i Czułusiem...Tak nazywała Dezego. Bardzo go polubiła, lecz kiedy usłyszała, że ma dziewczynę zrobiło jej się trochę smutno...Ale dlaczego? Czy ona jest zazdrosna o chłopaka? W przeszłości w podstawówce wszyscy się z niej śmieli. Sara tak jak większość dziewczyn miała skłonność do zauroczeń i mimo to, że tyle razy ją skrzywdzili to ona nadal obdarzała kogoś swoim uczuciem ...Jednak to były tylko zauroczenia, a teraz? Teraz czuła coś innego, większego i silniejszego...Mimo wrednego charakteru Sara szybko przywiązywała się do ludzi i mimo, że nie okazywała tego to w środku wiedziała, że są dla niej ważni...Często miała tak w podstawówce...Zaprzyjaźniała się z kimś, przywiązywała do niego, lecz na końcu zawsze czekało zawiedzenie i żałowanie tego, że się z tą osobą zaprzyjaźniła, dlatego przestała z kimkolwiek gadać. Myślała, że ta skłonność do przywiązywania się dzięki temu minęła, jednak teraz wiedziała, że wcale nie minęła, a powróciła jeszcze w większej ilości i mimo to, że wiedziała, że przyjaźń w końcu się kończy, tak samo jak miłość to i tak się przywiązała do chłopaków.
- Sara a co z twoją mamą co się z nią stało? - spytała Wiki. W tym samym czasie do kuchni wszedł Remek słysząc pytanie swojej siostry. Spojrzał na Sarę. Miała ból w oczach.
- Wiki gdzie wczoraj byłaś? - spytał Remek zmieniając temat.
- Co? - odpowiedziała pytaniem szatynka.
- No wczoraj zamiast pójść z nami do domu po tym wesołym miasteczku to poszłaś gdzieś. - przypomniał jej robiąc sobie kanapkę z serem.
- Aaaa to! Byłam u...k..k..koleżanki! Tak właśnie! - powiedziała. Remek znał ją bardzo dobrze i wiedział, że kłamie, jednak odpuścił i dał jej spokój. Dość szybko Sarze minął czas i po chwili już wychodziła z domu na spotkanie z swoją starą przyjaciółką...
-----------------------------------
Kolejny rozdział za nami :D
- Dobra chłopaki i Saro...Ja muszę już iść spać...W końcu jutro do szkoły. - powiedział Remi...W sumie to i tak nie miał zamiaru iść do szkoły, rzadko kiedy tam chodził, no chyba, że była jakaś klasówka, albo coś takiego.
- No dobra. - powiedział Dezy i wszyscy wyszli z pokoju, jednak blondynka nie miała zamiaru iść i sama siedzieć w swoim pokoju nie mogąc zasnąć, a poza tym bardzo polubiła Dezego i Michała.
- Ej przenosimy impre do mnie? - spytała, a oni oczywiście się zgodzili. Wszyscy weszli do małego pokoju co nie było wygodne...I co mają niby teraz robić? O tym Sara nie pomyślała.
- Posiedzimy tu z godzinę, a potem przeniesiemy Remka tutaj, a my pójdziemy do jego pokoju. - przedstawiła swoją propozycję, a reszta na nią przystała. Nie minęło więcej niż 20 minut, a już słyszeli chrapanie Remka.
- Czas wdrożyć w życie nasz plan. - powiedziała z uśmiechem Sara...Zabrzmiało to dziwnie jakby chciała zrobić coś bardzo, bardzo złego... Chłopaki szybko się z tym uwinęli, chociaż trzeba było przyznać, że Remek trochę ważył...Znów przenieśli się do jego pokoju, oczywiście pierwsze co zrobili to wzięli flamastry i zrobili Remikowi makijaż...Po makijażu nie robili nic ciekawego...Napili się tymbarka i tak im odbiło, że po prostu śmiali się tak na prawdę z niczego...Tiaaaa uwierzcie mi, że da się upić tymbarkiem....W końcu Dezy i Michał musieli iść, więc Sara ze smutkiem się pożegnała i również postanowiła iść spać...Oczywiście jej pokój był zajęty, więc musiała spać u Remka. Ułożyła się na łóżku wygodnie i od razu poczuła zapach swojego brata...Mimo to, że sprzeczała się z nim to jego zapach dał jej poczucie bezpieczeństwa. Tak dokładnie poczuła się bezpiecznie.
- Sara czemu spałem u ciebie!? I czemu mam flamastra na mordzie?! - spytał jakby się jeszcze nie domyślił...Był już ranek. Rozejrzał się po swoim pokoju. Kubki leżały na podłodze, podłoga była lepka w niektórych miejscach przez rozlany sok, kamera była w innym miejscu. Sara nie obudziła się. Remek podszedł do kamery i ją włączył. Zobaczył jakiś nowy film. Odtworzył go. Zobaczył jak jego przyjaciele się wygłupiają i śmieją razem z Sarą. Przyjrzał jej się dokładniej. Ona na tym filmie się uśmiechała, była szczęśliwa...Remek prawie zawsze taki jest, ale nie ona...Nie Sara z trudną przeszłością. Remik dopiero teraz zauważył jak pomogła jej przeprowadzka do tego domu. Popatrzył na blondynkę śpiącą w jego łóżku. Była taka spokojna i słodka. Remi uśmiechnął się na ten widok. Co z tego, że są dla siebie trochę nie mili? To są tylko żarty, poza tym to jego siostra taka sama jak Wiki. Chciał tu trochę posprzątać, ale nie chciał jej budzić, więc po prostu wyszedł biorąc ze sobą świeżą koszulkę, spodnie i bieliznę. Poszedł z ubraniami do łazienki i położył je na małej szafeczce, po czym wszedł pod prysznic. To go odprężyło noi zmyło makijaż zrobiony flamastrami. Kiedy wyszedł owinął się ręcznikiem i umył zęby. Kiedy już to zrobił wytarł się dokładnie i ubrał wcześniej przyniesione ciuchy. Poprawił jeszcze grzywkę i wrzucił brudne ciuchy do kosza. Postanowił zajrzeć do Sary.. Tak też zrobił. Kiedy uchylił lekko drzwi dostrzegł, że jej tu nie ma. Pewnie zeszła na dół. Pomyślał i poszedł na dół, by coś zjeść. Miał straszną ochotę na naleśniki z nutellą. Sara siedziała już na dole jedząc kanapki z dżemem. Rozmawiała z Wiki i wcale nie była to przyjemna rozmowa...Przynajmniej dla Sary...Wiki ciągle pytała się o jej przeszłość, Nie wiedziała dlaczego tak bardzo obchodzi ją to co działo się kiedyś, w końcu to już było i nie warto do tego wracać, poza tym ludzi nie ocenia się po przeszłości. Od razu Sara zauważyła, że o wiele lepiej spędza jej się czas z Multim i Czułusiem...Tak nazywała Dezego. Bardzo go polubiła, lecz kiedy usłyszała, że ma dziewczynę zrobiło jej się trochę smutno...Ale dlaczego? Czy ona jest zazdrosna o chłopaka? W przeszłości w podstawówce wszyscy się z niej śmieli. Sara tak jak większość dziewczyn miała skłonność do zauroczeń i mimo to, że tyle razy ją skrzywdzili to ona nadal obdarzała kogoś swoim uczuciem ...Jednak to były tylko zauroczenia, a teraz? Teraz czuła coś innego, większego i silniejszego...Mimo wrednego charakteru Sara szybko przywiązywała się do ludzi i mimo, że nie okazywała tego to w środku wiedziała, że są dla niej ważni...Często miała tak w podstawówce...Zaprzyjaźniała się z kimś, przywiązywała do niego, lecz na końcu zawsze czekało zawiedzenie i żałowanie tego, że się z tą osobą zaprzyjaźniła, dlatego przestała z kimkolwiek gadać. Myślała, że ta skłonność do przywiązywania się dzięki temu minęła, jednak teraz wiedziała, że wcale nie minęła, a powróciła jeszcze w większej ilości i mimo to, że wiedziała, że przyjaźń w końcu się kończy, tak samo jak miłość to i tak się przywiązała do chłopaków.
- Sara a co z twoją mamą co się z nią stało? - spytała Wiki. W tym samym czasie do kuchni wszedł Remek słysząc pytanie swojej siostry. Spojrzał na Sarę. Miała ból w oczach.
- Wiki gdzie wczoraj byłaś? - spytał Remek zmieniając temat.
- Co? - odpowiedziała pytaniem szatynka.
- No wczoraj zamiast pójść z nami do domu po tym wesołym miasteczku to poszłaś gdzieś. - przypomniał jej robiąc sobie kanapkę z serem.
- Aaaa to! Byłam u...k..k..koleżanki! Tak właśnie! - powiedziała. Remek znał ją bardzo dobrze i wiedział, że kłamie, jednak odpuścił i dał jej spokój. Dość szybko Sarze minął czas i po chwili już wychodziła z domu na spotkanie z swoją starą przyjaciółką...
-----------------------------------
Kolejny rozdział za nami :D
środa, 26 sierpnia 2015
Rozdział 5 Remi nie denelwuj sie...
Sara właśnie wracała z policji...Powiedziała wszystko...Jak na razie opiekę powierzono jej tacie, więc była prawie zadowolona...Gdyby jeszcze pozbyła się tych głupków....Przez całą drogę powrotną patrzyła w okno...Patrzyła jak ludzie wkurzają się na dzieci, które skaczą po równiutkich górach liści...Uśmiechnęła się do siebie. Był to zabawny widok. W końcu dojechała. Wyszła z samochodu i zauważyła, że strasznie się ściemniło. Kiedy weszła do środka ciepłe powietrze buchnęło w jej buzię. Zrzedła jej mina kiedy wchodząc po schodach do swojego pokoju usłyszała krzyki Michała, Remka i Dezyderego...Widocznie wrócili już z Wesołego Miasteczka, ale nie dziwiła im się, bo ile czasu można siedzieć na karuzeli? W sumie to nie wiedziała...Jeszcze nigdy nie była w takim miejscu. Dziewczyna miała iść do swojego pokoju, jednak coś zmusiło ją by zajrzeć do chłopaków. Podeszła po cichu na palcach do drzwi i uchyliła je lekko. Wszyscy siedzieli na podłodze grając w coś na konsoli...
- O Sara! - ucieszył się Michał. Dziewczyna zarumieniła się, jednak szybko się opanowała.
- Czego chcesz? - spytała spoglądając na niego. Po chwili głowy Remka i Deziego też odwróciły się w jej stronę.
- Chciałabyś zagrać? - spytał Remik.
- Nie dzięki...Jakoś nie ciągnie mnie do tych waszych nie mających sensu gierek...Poza ty nie umiem grać. - odpowiedziała i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Trochę żałowała, że się nie zgodziła...W końcu wyładowała by emocje w tej grze i może nawet trochę rozluźniła. Nagle te same drzwi, którymi przed chwilą trzasnęła otworzyły się. To był Michał. Czego on chciał?
- Na pewno nie chcesz...Nauczymy cię. - powiedział przechodząc obok niej.
- Odwal się! - powiedziała ze złością.
- To znaczy tak czy nie, bo ja nie rozumiem? - spytał uśmiechając się. Dziewczyna spojrzała w jego oczy czego nie robiła za często...Miał takie ładne niebieskie patrzałka.
- Ej halo? - powiedział wybudzając ją z transu. Mrugnęła kilka razy i poprawiła sobie grzywkę...
- No dobra zagram... - zgodziła się udając nie chęć.
- To fajnie! - idź do pokoju, a ja zaraz dołączę. Powiedział i pokierował się do łazienki. Blondynka weszła do pokoju i usiadła obok Dieziego...On wydawał jej się trochę bardziej normalniejszy niż Remek.
- O jednak przyszłaś! - powiedzieli z uśmiechem.
- Nooo. - odpowiedziała. Dezy dał jej swojego kontrolera i zaczął tłumaczyć o co chodzi w grze i jak sterować...
- Czyli ten kto zabije wszystkich wygrywa? - spytała.
- Tak. - odpowiedział ciemnowłosy. Po chwili Michał też dołączył i rozgrywka się zaczęła. Sara bardzo dobrze się bawiła i tak samo jak chłopaki zaczęła się drzeć i śmiać.
- Wygrałam!!! - wydarła się.
- Wow. - powiedział Michał pod wrażeniem.
- To co teraz robimy? - spytała Sara znudzona grą...Kompletnie zapomniała o tym jaka na prawdę jest...Czyli jest wredna! Chłopaki wzruszyli ramionami.
- Gdzie mieszkacie? - spytała zwracając się do Michała i Dezyderego...Ciekawiło ją to..
- Ja mieszkam w miejscowości obok. - odpowiedział Multi.
- Ja mieszkałem w Warszawie, ale ze względu na to, że mieszka tu moja druga połówka przeprowadziłem się tutaj. - odparł Czułek... Sara pomyślała, że jego dziewczyna pewnie jest wymalowaną laską, która jest z nim tylko ze względu na jego popularność, jednak się myliła.
- A ja mieszkam tu. - zaśmiał się Rezi.
- Wiesz ja mieszkam obok pokoju takiego jednego debila, który nie umie żartować. - powiedziała i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Ale ci pojechała! - powiedział Multi. Remik spojrzał na Sarę. Ona puściła mu oczko, a on jeszcze bardziej się wkurzył.
- Remi nie denelwuj się. - powiedziała przesłodzonym głosikiem.
- Denerwowanie się szkodzi urodzie, a patrząc na ciebie stwierdzam, że bardzo dużo się denerwowałeś. - powiedziała i wszyscy znów wybuchnęli śmiechem...No oprócz Reziego.
- Stwierdzasz, że jestem brzydki? - spytał ze zdziwieniem, jednak po chwili się opanował i stwierdził, że nie ma się co z nią kłócić..Już jeden raz dostał poduszką w łeb i wołał tego nie powtarzać.
- Dobra...Idę po picie chcecie też? - spytał. Wszyscy pokiwali głowami i po chwili już go nie było.
- W sumie fajnie się z tobą pośmiać. - powiedział Michał, a Dezy przytaknął.
- Dzięki. - odparła. Po chwili Rezi przyszedł z tacą ze szklankami z piciem. Wszyscy wzięli po jednej. Remik pomyślał, że mógłby się odpłacić za te jej dowcipy...Oczywiście nie chciał jej zrobić nic złego, tylko zażartować. Udał, że się potknął i że niby "niechcący" wylał sok na Sarę.
- Ej!! Idiota! - krzyknęła i wylała swój sok na Remika.
- To nowa koszulka! - powiedział ze śmiechem.
- Mogę to pożyczyć? - spytała Sara podchodząc do Michała. Nie czekając na odpowiedź wzięła jego sok i wylała go Remkowi na spodnie.
- O posikałeś się! - krzyknęła i znów wszyscy zaczęli płakli ze śmiechu...Oczywiście prócz Remka, który poszedł do łazienki się przebrać.
------------------------------------------
Czyżby nasza Sara polubiła chłopaków, a szczególnie Michała?
- O Sara! - ucieszył się Michał. Dziewczyna zarumieniła się, jednak szybko się opanowała.
- Czego chcesz? - spytała spoglądając na niego. Po chwili głowy Remka i Deziego też odwróciły się w jej stronę.
- Chciałabyś zagrać? - spytał Remik.
- Nie dzięki...Jakoś nie ciągnie mnie do tych waszych nie mających sensu gierek...Poza ty nie umiem grać. - odpowiedziała i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Trochę żałowała, że się nie zgodziła...W końcu wyładowała by emocje w tej grze i może nawet trochę rozluźniła. Nagle te same drzwi, którymi przed chwilą trzasnęła otworzyły się. To był Michał. Czego on chciał?
- Na pewno nie chcesz...Nauczymy cię. - powiedział przechodząc obok niej.
- Odwal się! - powiedziała ze złością.
- To znaczy tak czy nie, bo ja nie rozumiem? - spytał uśmiechając się. Dziewczyna spojrzała w jego oczy czego nie robiła za często...Miał takie ładne niebieskie patrzałka.
- Ej halo? - powiedział wybudzając ją z transu. Mrugnęła kilka razy i poprawiła sobie grzywkę...
- No dobra zagram... - zgodziła się udając nie chęć.
- To fajnie! - idź do pokoju, a ja zaraz dołączę. Powiedział i pokierował się do łazienki. Blondynka weszła do pokoju i usiadła obok Dieziego...On wydawał jej się trochę bardziej normalniejszy niż Remek.
- O jednak przyszłaś! - powiedzieli z uśmiechem.
- Nooo. - odpowiedziała. Dezy dał jej swojego kontrolera i zaczął tłumaczyć o co chodzi w grze i jak sterować...
- Czyli ten kto zabije wszystkich wygrywa? - spytała.
- Tak. - odpowiedział ciemnowłosy. Po chwili Michał też dołączył i rozgrywka się zaczęła. Sara bardzo dobrze się bawiła i tak samo jak chłopaki zaczęła się drzeć i śmiać.
- Wygrałam!!! - wydarła się.
- Wow. - powiedział Michał pod wrażeniem.
- To co teraz robimy? - spytała Sara znudzona grą...Kompletnie zapomniała o tym jaka na prawdę jest...Czyli jest wredna! Chłopaki wzruszyli ramionami.
- Gdzie mieszkacie? - spytała zwracając się do Michała i Dezyderego...Ciekawiło ją to..
- Ja mieszkam w miejscowości obok. - odpowiedział Multi.
- Ja mieszkałem w Warszawie, ale ze względu na to, że mieszka tu moja druga połówka przeprowadziłem się tutaj. - odparł Czułek... Sara pomyślała, że jego dziewczyna pewnie jest wymalowaną laską, która jest z nim tylko ze względu na jego popularność, jednak się myliła.
- A ja mieszkam tu. - zaśmiał się Rezi.
- Wiesz ja mieszkam obok pokoju takiego jednego debila, który nie umie żartować. - powiedziała i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Ale ci pojechała! - powiedział Multi. Remik spojrzał na Sarę. Ona puściła mu oczko, a on jeszcze bardziej się wkurzył.
- Remi nie denelwuj się. - powiedziała przesłodzonym głosikiem.
- Denerwowanie się szkodzi urodzie, a patrząc na ciebie stwierdzam, że bardzo dużo się denerwowałeś. - powiedziała i wszyscy znów wybuchnęli śmiechem...No oprócz Reziego.
- Stwierdzasz, że jestem brzydki? - spytał ze zdziwieniem, jednak po chwili się opanował i stwierdził, że nie ma się co z nią kłócić..Już jeden raz dostał poduszką w łeb i wołał tego nie powtarzać.
- Dobra...Idę po picie chcecie też? - spytał. Wszyscy pokiwali głowami i po chwili już go nie było.
- W sumie fajnie się z tobą pośmiać. - powiedział Michał, a Dezy przytaknął.
- Dzięki. - odparła. Po chwili Rezi przyszedł z tacą ze szklankami z piciem. Wszyscy wzięli po jednej. Remik pomyślał, że mógłby się odpłacić za te jej dowcipy...Oczywiście nie chciał jej zrobić nic złego, tylko zażartować. Udał, że się potknął i że niby "niechcący" wylał sok na Sarę.
- Ej!! Idiota! - krzyknęła i wylała swój sok na Remika.
- To nowa koszulka! - powiedział ze śmiechem.
- Mogę to pożyczyć? - spytała Sara podchodząc do Michała. Nie czekając na odpowiedź wzięła jego sok i wylała go Remkowi na spodnie.
- O posikałeś się! - krzyknęła i znów wszyscy zaczęli płakli ze śmiechu...Oczywiście prócz Remka, który poszedł do łazienki się przebrać.
------------------------------------------
Czyżby nasza Sara polubiła chłopaków, a szczególnie Michała?
wtorek, 25 sierpnia 2015
Rozdział 4 Jutro o tej samej godzinie, w tym miejscu!
Kiedy popołudniowe promienie słońca wpadały do pokoju Sary obudziła się. Zaskoczona usiadła na łóżku i poprawiła sobie bluzkę.
- Jednak trochę pospałam. - powiedziała przeciągle. Przeciągnęła się i wstała z łóżka... Była leniem, ale jakoś nie chciało jej się leżeć bezczynnie w łóżku. Podeszła do jeszcze nie wypakowanych ubrań, które gniotły się w torbie i wyjęła rurki, sweterek z 3/4 rękawkami i poszła do łazienki. Wzięła dłuuugą kąpiel.
- Saro jesteś!? - krzyknął ktoś za drzwiami. Była to jej mama? Można chyba ją tak nazwać.
- Tak, a co? - odpowiedziała wlewając jeszcze więcej płynu do kąpieli. Po raz pierwszy była tak odprężona.
- Dzisiaj o szesnastej jedziemy na policję. - powiedziała. Sara nie chciała tam jechać, ale i tak prędzej czy później będzie musiała, więc po co to odkładać. O jakiejś czternastej wyszła z wanny, wytarła się i założyła ubrania, które wcześniej przyniosła. Stanęła przed lustrem i związała włosy w kitkę. Miała jakieś dwie godziny do spotkania z policją, więc postanowiła się przejść. Tym razem świat wydawał jej się jakby trochę lepszy. Zimny wiatr wymazał jej parę wspomnień...To dziwne uczucie...Uczucie jakby szczęścia? Było jej tu dobrze, ale nie mogła nikomu zaufać...Bała się, że ktoś ją skrzywdzi, że ludzie nadal są tacy jak ona myśli... Szła dalej, a liście szeleściły pod nią. Zobaczyła ławeczkę. Usiadła tam...Zaczęła myśleć. Wspomnienia znów wracały. Dziewczyna spuściła głowę w dół, a słone łzy powoli spływały po jej buzi. Nagle ktoś do niej podszedł...Ktoś kto sprawiał, że Sara się uśmiechała. Blondynka spojrzała na tego kogoś.
- Sara? - spytała zdziwiona dziewczyna patrząc na Sarę. Blondynka nie wiedziała o co chodzi. Przymrużyła oczy przyglądając się uważnie. Spojrzała na jej oczy... Tak bardzo znajome, wesołe oczy. Wiedziała już kto to był. Wytrzeszczyła oczy.
- Sophie! - krzyknęła Sara podnosząc się. Kiedy miały po 13 lat zaprzyjaźniły się. Tylko Sophie umiała sprawić, że na buzi Sary pojawiał się uśmiech. Rok przyjaźni później blondynka jak zwykle szła do domu Sophie. Dom był zamknięty, więc zajrzała przez okno z nadzieją, że zaraz ujrzy uśmiechniętą Sophie...Niestety zobaczyła tam całkowicie puste pomieszczenie. Sophie...Ona zostawiła Sarę...Zostawiła ją samą bez słowa, bez pożegnania...Tak po prostu. Sara nadal patrzyła w jej oczy. Dostrzegła tam tęsknotę. Teraz Sophie wyglądała inaczej. Zamiast pięknych kasztanowych włosów teraz były one niebiesko-zielone. Zazwyczaj była niska, a teraz była wyższa od Sary. Ubrana była na czarno...To też do niej nie pasowało...Zazwyczaj ubierała się kolorowo... Wyglądała tak.
Jej oczy jednak były takie same...Jak czarne węgielki.
- Tęskniłam. - powiedziała z uśmiechem i łzami w oczach chcąc się przytulić. Blondynka bardzo się chciała do niej przytulić, jednak jej zasady tego zabraniały.
- Odwal się! - powiedziała Sara odpychając lekko Sophie i kierując się w stronę domu. Czarnooka szybko ją dogoniła.
- Sara ja cię przepraszam, że cię zostawiłam, ale nie miałam wyboru...Rodzice tak zadecydowali. - powiedziała szybko. Blondynka jednak nadal szła niewzruszona przed siebie.
- Saro proszę wybacz mi. - mówiła, jednak ta nadal szła.
- Saro! - krzyknęła Sophie będąc już trochę w tyle. Niebieskooka zatrzymała się...Chciała iść dalej, ale coś jej na to nie pozwalało.
- Słuchaj chciałam się pożegnać, ale nie mogłam...Mama mi zabroniła! - mówiła Sophie.
- Nie obchodzi mnie to! - krzyknęła Sara. Złość znów wróciła. Blondynka coraz bardziej się oddalała.
- Jutro o tej samej godzinie w tym miejscu! - krzyknęła jeszcze czarnooka po czym dała sobie spokój. Niebieskooka wróciła do domu. Wszystko w niej buzowało. Trzasnęła drzwiami kiedy weszła do domu. Była godzina 15 00... Trzeba zacząć się szykować. Pomyślała Sara i poszła do siebie na górę. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że w domu jest strasznie cicho...Mimo tego, że mieszkała tu dopiero jedną noc to wiedziała, że nie powinno tak być...Zaraz przecież Remik pojechał do tego miasteczka...Wiki pewnie też. Dziewczyna weszła do pokoju Remka i rozejrzała się.
- Jestem jego siostrą, więc chyba mogę tu się rozejrzeć... - powiedziała do siebie. Zaczęła wszystko oglądać i dotykać. Kiedy poruszyła myszką kompa zobaczyła jakiś filmik, który chyba jeszcze do końca nie był zmontowany. Sara odtworzyła go.
- Boże z jakim ja debilem mieszkam. - powiedziała do siebie mimo tego, że film jej się podobał. W końcu kiedy było za dziesięć 16 00 zeszła na dół i razem z mamą i tatą pojechała do tej głupiej policji...
-------------------------------------
Cóż nowa postać :D
- Jednak trochę pospałam. - powiedziała przeciągle. Przeciągnęła się i wstała z łóżka... Była leniem, ale jakoś nie chciało jej się leżeć bezczynnie w łóżku. Podeszła do jeszcze nie wypakowanych ubrań, które gniotły się w torbie i wyjęła rurki, sweterek z 3/4 rękawkami i poszła do łazienki. Wzięła dłuuugą kąpiel.
- Saro jesteś!? - krzyknął ktoś za drzwiami. Była to jej mama? Można chyba ją tak nazwać.
- Tak, a co? - odpowiedziała wlewając jeszcze więcej płynu do kąpieli. Po raz pierwszy była tak odprężona.
- Dzisiaj o szesnastej jedziemy na policję. - powiedziała. Sara nie chciała tam jechać, ale i tak prędzej czy później będzie musiała, więc po co to odkładać. O jakiejś czternastej wyszła z wanny, wytarła się i założyła ubrania, które wcześniej przyniosła. Stanęła przed lustrem i związała włosy w kitkę. Miała jakieś dwie godziny do spotkania z policją, więc postanowiła się przejść. Tym razem świat wydawał jej się jakby trochę lepszy. Zimny wiatr wymazał jej parę wspomnień...To dziwne uczucie...Uczucie jakby szczęścia? Było jej tu dobrze, ale nie mogła nikomu zaufać...Bała się, że ktoś ją skrzywdzi, że ludzie nadal są tacy jak ona myśli... Szła dalej, a liście szeleściły pod nią. Zobaczyła ławeczkę. Usiadła tam...Zaczęła myśleć. Wspomnienia znów wracały. Dziewczyna spuściła głowę w dół, a słone łzy powoli spływały po jej buzi. Nagle ktoś do niej podszedł...Ktoś kto sprawiał, że Sara się uśmiechała. Blondynka spojrzała na tego kogoś.
- Sara? - spytała zdziwiona dziewczyna patrząc na Sarę. Blondynka nie wiedziała o co chodzi. Przymrużyła oczy przyglądając się uważnie. Spojrzała na jej oczy... Tak bardzo znajome, wesołe oczy. Wiedziała już kto to był. Wytrzeszczyła oczy.
- Sophie! - krzyknęła Sara podnosząc się. Kiedy miały po 13 lat zaprzyjaźniły się. Tylko Sophie umiała sprawić, że na buzi Sary pojawiał się uśmiech. Rok przyjaźni później blondynka jak zwykle szła do domu Sophie. Dom był zamknięty, więc zajrzała przez okno z nadzieją, że zaraz ujrzy uśmiechniętą Sophie...Niestety zobaczyła tam całkowicie puste pomieszczenie. Sophie...Ona zostawiła Sarę...Zostawiła ją samą bez słowa, bez pożegnania...Tak po prostu. Sara nadal patrzyła w jej oczy. Dostrzegła tam tęsknotę. Teraz Sophie wyglądała inaczej. Zamiast pięknych kasztanowych włosów teraz były one niebiesko-zielone. Zazwyczaj była niska, a teraz była wyższa od Sary. Ubrana była na czarno...To też do niej nie pasowało...Zazwyczaj ubierała się kolorowo... Wyglądała tak.
Jej oczy jednak były takie same...Jak czarne węgielki.
- Tęskniłam. - powiedziała z uśmiechem i łzami w oczach chcąc się przytulić. Blondynka bardzo się chciała do niej przytulić, jednak jej zasady tego zabraniały.
- Odwal się! - powiedziała Sara odpychając lekko Sophie i kierując się w stronę domu. Czarnooka szybko ją dogoniła.
- Sara ja cię przepraszam, że cię zostawiłam, ale nie miałam wyboru...Rodzice tak zadecydowali. - powiedziała szybko. Blondynka jednak nadal szła niewzruszona przed siebie.
- Saro proszę wybacz mi. - mówiła, jednak ta nadal szła.
- Saro! - krzyknęła Sophie będąc już trochę w tyle. Niebieskooka zatrzymała się...Chciała iść dalej, ale coś jej na to nie pozwalało.
- Słuchaj chciałam się pożegnać, ale nie mogłam...Mama mi zabroniła! - mówiła Sophie.
- Nie obchodzi mnie to! - krzyknęła Sara. Złość znów wróciła. Blondynka coraz bardziej się oddalała.
- Jutro o tej samej godzinie w tym miejscu! - krzyknęła jeszcze czarnooka po czym dała sobie spokój. Niebieskooka wróciła do domu. Wszystko w niej buzowało. Trzasnęła drzwiami kiedy weszła do domu. Była godzina 15 00... Trzeba zacząć się szykować. Pomyślała Sara i poszła do siebie na górę. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że w domu jest strasznie cicho...Mimo tego, że mieszkała tu dopiero jedną noc to wiedziała, że nie powinno tak być...Zaraz przecież Remik pojechał do tego miasteczka...Wiki pewnie też. Dziewczyna weszła do pokoju Remka i rozejrzała się.
- Jestem jego siostrą, więc chyba mogę tu się rozejrzeć... - powiedziała do siebie. Zaczęła wszystko oglądać i dotykać. Kiedy poruszyła myszką kompa zobaczyła jakiś filmik, który chyba jeszcze do końca nie był zmontowany. Sara odtworzyła go.
- Boże z jakim ja debilem mieszkam. - powiedziała do siebie mimo tego, że film jej się podobał. W końcu kiedy było za dziesięć 16 00 zeszła na dół i razem z mamą i tatą pojechała do tej głupiej policji...
-------------------------------------
Cóż nowa postać :D
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział 3 Fuuuuuuuuuck!!!
- Więc co cię do nas sprowadza? - spytała się kobieta Sary.
- A tak przyjechałam w odwiedziny... - odpowiedziała podnosząc głos.
- Proszę daj sobie pomóc, czemu do nas przyjechałaś? - spytała nadal spokojnie kobieta.
- Och!! Po prostu przyjechałam w odwiedziny do braciszka! - powiedziała jeszcze głośniej...Nie chciała opowiadać o swoim ojcu. To sprawiało, że tamte wspomnienia wracały i bolały jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Nie mówisz nam prawdy... - odezwał się mąż kobiety.
- A czemu tak myślisz? - spytała obojętnie blondynka.
- Jestem twoim ojcem i wiem kiedy kłamiesz. - powiedział i spojrzał jej prosto w oczy...Ta rozmowa strasznie męczyła Sarę i chciała ją jak najszybciej zakończyć.
- To gdzie mogłabym spać? - spytała jak gdyby nigdy nic.
- Najpierw powiedz nam z jakiego powodu tu przyjechałaś. - powiedział mężczyzna z naciskiem, jednak jego ton był łagodny. Niebieskooka dziewczyna miała na prawdę dość i pragnęła tylko miękkiego łóżka, w którym mogłaby zasnąć choćby na kilka godzin.
- Powiedzmy, że nie mam dobrych relacji z moim ojce...Ojczymem...Ok!? - krzyknęła zdenerwowana podnosząc się z fotelu.
- On robi ci krzywdę? Powiedz...Zadzwonimy po policję. - powiedział jej tata patrząc na nią poważnie.
- Nic się nie dzieje!! Policja nie jest potrzebna! - powiedziała zdenerwowała...Gdyby tylko była u siebie pewnie z nerwów stłukła by jakiś wazon.
- W takim razie musimy odwieźć cię do domu...Nie mam uprawnień byś mogła z nami mieszkać. - powiedział tata wstając z kanapy.
- Nie! No dobra...Ojczym się nade mną znęca...Kiedy wraca z pracy on mnie...Zresztą nieważne! - nawet nie zauważyła kiedy z jej oczu poleciały słone łzy.
- Masz jakieś dowody? Jutro pojedziemy na policję. - powiedziała kobieta również wstając z kanapy.
- Nie za bardzo. - odpowiedziała patrząc uporczywie w podłogę.
- Trudno i tak zrobimy wszystko byś mieszkała z nami, ale będziesz musiała się zmienić...Nie możesz być taka...wredna dla każdego...Są dobrzy ludzie, którzy na pewno ci pomogą. - powiedziała kobieta przytulając Sarę. Blondynka szybko odsunęła się... Nie lubiła się przytulać to tylko przypominało jej o tym co ojczym jej robił...
- Chodź zaprowadzę cię do tymczasowego pokoju. - powiedział mężczyzna i zaprowadził ją do małego pokoiku na strychu. Był to pokój gościnny. Ściany pomalowane były na karmelowy kolor, a nad łóżkiem znajdowało się podwójne okno i jak na razie znajdowało się tam tylko łóżko i szafa, ale dziewczynie to odpowiadało...Nie żyła w jakiś luksusach...
- Póki co będziesz tu nocować, ale nie martw się za tydzień będę miał wypłatę to załatwimy ci jakieś meble. Po lewej stronie jest po pokój Remka, za pokojem Remka jest pokój Wiktorii, a po prawej stronie jest łazienka, na dole jest salon, kuchnia oraz pokój gdzie Remik trzyma ten cały sprzęt do nagrywania filmików... - powiedział z uśmiechem i wyszedł z pokoju zostawiając ją samą..Zastanawiała się o co chodzi ze sprzętem do nagrywania...Remik jest jakimś kamerzystą czy coś? Westchnęła i zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy, których na prawdę było niewiele. Przebrała się w piżamę i ułożyła wygodnie na łóżku. Była tak bardzo zmęczona, ale nie mogła zasnąć. Nagle usłyszała kroki i rozmowy.
- Lepiej będzie jak już pojedziecie do domu. - powiedział poważnie Remek...
- Ale...- odezwał się Michał chcąc zaprzeczyć.
- Wiesz co już późno może rzeczywiście powinniśmy iść. - przerwał Dezy czując, że ta rozmowa nie będzie miała sensu.
- No to cześć, ale pamiętaj, że jutro jedziemy do tego wesołego miasteczka. - dodał Michał i oboje zaczęli iść w stronę drzwi wyjściowych. Remek milcząc zamknął drzwi od swojego pokoju. Sarze zrobiło się jakoś przykro. Wiedziała, że ci idioci bardzo się ze sobą przyjaźnią...To było widać od razu, a tu taka jakby kłótnia... Zaraz? Czy jej właśnie jest przykro z powodu czyjejś przyjaźni? Dobrze im tak...Wreszcie się nauczą, że coś takiego jak przyjaźń nie istnieje... Przekonała się o tym na własnej skórze...Jej najlepsza przyjaciółka zostawiła ją, samą i to jeszcze wtedy kiedy Sara właśnie jej potrzebowała, ale o tym napiszę innym razem..
- Fuuuuuuuck!!! - usłyszała głos Remka. Czego ten dureń się tak drze? Chociaż bardzo jej się nie chciało to jednak wstała i pokierowała się do jego pokoju. Pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Widocznie chłopak jej nie słyszał, bo cały czas patrzył w ekran komputera. Zauważyła, że miał pełno jakiś dziwnych urządzeń.
- Dzisiaj niemiła sytuacja mnie spotkała, więc mogę być trochę smutny, ale nie martwcie się o mnie... - powiedział patrząc na kamerkę.
- AAaaaaaa!! - zaczął się drzeć. Blondynka nie wytrzymała tego.
- Zamknij tą mordę!! - krzyknęła jeszcze głośniej od niego. Remik odwrócił się natychmiast.
- Ej no nagrywam! - powiedział z wyrzutem.
- Co niby nagrywasz!? Program o darciu mordy?! - zakpiła z niego.
- Nie. Nagrywam odcinek z GTA V na yt. - powiedział spokojnie.
- Masz to przerwać!! - powiedziała ze złością.
- A czemu to niby?! Jesteś gorsza od Wiki! Masz stąd wyjść. - powiedział ostro. Dziewczyna wiedziała, że on się nie podda. Wzięła, więc poduszkę i z całej siły rzuciła nią w niego, po czym wyszła z jego pokoju trzaskając drzwiami.
- Teraz to już na pewno nie zasnę. - powiedziała zdenerwowana i usiadła na łóżku patrząc w okno.
----------------------------
Kolejny rozdział, który jak na złość nie chciał się napisać XD
- A tak przyjechałam w odwiedziny... - odpowiedziała podnosząc głos.
- Proszę daj sobie pomóc, czemu do nas przyjechałaś? - spytała nadal spokojnie kobieta.
- Och!! Po prostu przyjechałam w odwiedziny do braciszka! - powiedziała jeszcze głośniej...Nie chciała opowiadać o swoim ojcu. To sprawiało, że tamte wspomnienia wracały i bolały jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Nie mówisz nam prawdy... - odezwał się mąż kobiety.
- A czemu tak myślisz? - spytała obojętnie blondynka.
- Jestem twoim ojcem i wiem kiedy kłamiesz. - powiedział i spojrzał jej prosto w oczy...Ta rozmowa strasznie męczyła Sarę i chciała ją jak najszybciej zakończyć.
- To gdzie mogłabym spać? - spytała jak gdyby nigdy nic.
- Najpierw powiedz nam z jakiego powodu tu przyjechałaś. - powiedział mężczyzna z naciskiem, jednak jego ton był łagodny. Niebieskooka dziewczyna miała na prawdę dość i pragnęła tylko miękkiego łóżka, w którym mogłaby zasnąć choćby na kilka godzin.
- Powiedzmy, że nie mam dobrych relacji z moim ojce...Ojczymem...Ok!? - krzyknęła zdenerwowana podnosząc się z fotelu.
- On robi ci krzywdę? Powiedz...Zadzwonimy po policję. - powiedział jej tata patrząc na nią poważnie.
- Nic się nie dzieje!! Policja nie jest potrzebna! - powiedziała zdenerwowała...Gdyby tylko była u siebie pewnie z nerwów stłukła by jakiś wazon.
- W takim razie musimy odwieźć cię do domu...Nie mam uprawnień byś mogła z nami mieszkać. - powiedział tata wstając z kanapy.
- Nie! No dobra...Ojczym się nade mną znęca...Kiedy wraca z pracy on mnie...Zresztą nieważne! - nawet nie zauważyła kiedy z jej oczu poleciały słone łzy.
- Masz jakieś dowody? Jutro pojedziemy na policję. - powiedziała kobieta również wstając z kanapy.
- Nie za bardzo. - odpowiedziała patrząc uporczywie w podłogę.
- Trudno i tak zrobimy wszystko byś mieszkała z nami, ale będziesz musiała się zmienić...Nie możesz być taka...wredna dla każdego...Są dobrzy ludzie, którzy na pewno ci pomogą. - powiedziała kobieta przytulając Sarę. Blondynka szybko odsunęła się... Nie lubiła się przytulać to tylko przypominało jej o tym co ojczym jej robił...
- Chodź zaprowadzę cię do tymczasowego pokoju. - powiedział mężczyzna i zaprowadził ją do małego pokoiku na strychu. Był to pokój gościnny. Ściany pomalowane były na karmelowy kolor, a nad łóżkiem znajdowało się podwójne okno i jak na razie znajdowało się tam tylko łóżko i szafa, ale dziewczynie to odpowiadało...Nie żyła w jakiś luksusach...
- Póki co będziesz tu nocować, ale nie martw się za tydzień będę miał wypłatę to załatwimy ci jakieś meble. Po lewej stronie jest po pokój Remka, za pokojem Remka jest pokój Wiktorii, a po prawej stronie jest łazienka, na dole jest salon, kuchnia oraz pokój gdzie Remik trzyma ten cały sprzęt do nagrywania filmików... - powiedział z uśmiechem i wyszedł z pokoju zostawiając ją samą..Zastanawiała się o co chodzi ze sprzętem do nagrywania...Remik jest jakimś kamerzystą czy coś? Westchnęła i zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy, których na prawdę było niewiele. Przebrała się w piżamę i ułożyła wygodnie na łóżku. Była tak bardzo zmęczona, ale nie mogła zasnąć. Nagle usłyszała kroki i rozmowy.
- Lepiej będzie jak już pojedziecie do domu. - powiedział poważnie Remek...
- Ale...- odezwał się Michał chcąc zaprzeczyć.
- Wiesz co już późno może rzeczywiście powinniśmy iść. - przerwał Dezy czując, że ta rozmowa nie będzie miała sensu.
- No to cześć, ale pamiętaj, że jutro jedziemy do tego wesołego miasteczka. - dodał Michał i oboje zaczęli iść w stronę drzwi wyjściowych. Remek milcząc zamknął drzwi od swojego pokoju. Sarze zrobiło się jakoś przykro. Wiedziała, że ci idioci bardzo się ze sobą przyjaźnią...To było widać od razu, a tu taka jakby kłótnia... Zaraz? Czy jej właśnie jest przykro z powodu czyjejś przyjaźni? Dobrze im tak...Wreszcie się nauczą, że coś takiego jak przyjaźń nie istnieje... Przekonała się o tym na własnej skórze...Jej najlepsza przyjaciółka zostawiła ją, samą i to jeszcze wtedy kiedy Sara właśnie jej potrzebowała, ale o tym napiszę innym razem..
- Fuuuuuuuck!!! - usłyszała głos Remka. Czego ten dureń się tak drze? Chociaż bardzo jej się nie chciało to jednak wstała i pokierowała się do jego pokoju. Pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Widocznie chłopak jej nie słyszał, bo cały czas patrzył w ekran komputera. Zauważyła, że miał pełno jakiś dziwnych urządzeń.
- Dzisiaj niemiła sytuacja mnie spotkała, więc mogę być trochę smutny, ale nie martwcie się o mnie... - powiedział patrząc na kamerkę.
- AAaaaaaa!! - zaczął się drzeć. Blondynka nie wytrzymała tego.
- Zamknij tą mordę!! - krzyknęła jeszcze głośniej od niego. Remik odwrócił się natychmiast.
- Ej no nagrywam! - powiedział z wyrzutem.
- Co niby nagrywasz!? Program o darciu mordy?! - zakpiła z niego.
- Nie. Nagrywam odcinek z GTA V na yt. - powiedział spokojnie.
- Masz to przerwać!! - powiedziała ze złością.
- A czemu to niby?! Jesteś gorsza od Wiki! Masz stąd wyjść. - powiedział ostro. Dziewczyna wiedziała, że on się nie podda. Wzięła, więc poduszkę i z całej siły rzuciła nią w niego, po czym wyszła z jego pokoju trzaskając drzwiami.
- Teraz to już na pewno nie zasnę. - powiedziała zdenerwowana i usiadła na łóżku patrząc w okno.
----------------------------
Kolejny rozdział, który jak na złość nie chciał się napisać XD
niedziela, 16 sierpnia 2015
Rozdział 2 Co się z nim dzieje?!
Sara zamknęła drzwi od łazienki i obsunęła się po nich. Ze złości zacisnęła pięści i uderzyła nimi o podłogę...Po raz kolejny z jej oczu spływały łzy. Nie liczyła na to, że jej brat będzie jej pomagał...Chciała tylko znaleźć dach nad głową bez jej ojca. Coraz więcej łez płynęło z jej niebieskich oczu przez co przygryzła dolną wargę. Martyna siedziała dalej na swoim miejscu...Martyna wiedziała, że Sara musi pobyć teraz sama, chociaż bardzo ciekawiła ją ta sytuacja..
W końcu blondynka postanowiła wyjść z łazienki. Znalazła gdzieś miejsce z tyłu i tam już została. Po chwili po oknie zaczęło spływać mnóstwo kropel wody...Uroki jesieni. Czas w pociągu szybko jej minął i była na miejscu. Wstała z miejsca i poprawiła torbę na swoim ramieniu. W końcu wyszła z maszyny. Deszcz nadal padał, jednak dziewczyna szła przed siebie obojętnie. Patrzyła jak to zwykle bywało w chodnik...Wiedziała gdzie iść, gdyż w pociągu rozłożyła mapę, by przyjrzeć się drodze. Miała nadzieję, że nie spotka tej całej Martyny...Ta szatynka na serio działała jej na nerwy.... Mijała wiele budynków, które z dodatkiem deszczu wyglądały bardzo ponuro. W końcu dotarła na miejsce...Westchnęła i jak to miała w zwyczaju bez pukania weszła do środka. Zdjęła buty w przedpokoju i pokierowała się dalej. Nagle z jakiegoś pomieszczenia wyszła postać kobiety.
- Dzień Dobry. Mogę wiedzieć kim jesteś? - spytała sympatycznie.
- A co pani do tego? Przyszłam do niejakiego Remigiusza. - powiedziała niecierpliwiąc się. Kobieta zdziwiona zachowaniem dziewczyny krzyknęła na cały dom.
- Remik!!! - Sara ledwo co powstrzymała się od uszczypliwej uwagi na temat darcia się. Po chwili na dół zszedł czarnowłosy chłopak o piwnych oczach.
- Co tam mamo? - spytał nie zauważając blondynki.
- Masz gościa. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Remek podszedł do blondynki.
- Sory, ale ja cię nie znam. - powiedział Remik widocznie trochę zmieszany.
- Gówno mnie to obchodzi braciszku. - odpowiedziała niewzruszona.
- Nie jestem twoim bratem o co ci chodzi? - spytał dziewczyny patrząc w jej puste oczy.
- Jesteś moim bratem.... - stwierdziła...Remek wiedział, że jest to rozmowa na dłuższą chwilę, a przecież zostawił u siebie w pokoju gości i to takich gości, którzy mogą mu tam wszystko rozjebać.
- Chłopaki!!! - krzyknął.
- Będę pierwszy!!! - krzyknął jakiś chłopak.
- Jeszcze zobaczymy. - odpowiedział inny siadając na poręczy i zjeżdżając na sam dół na końcu wywalając się na twarz. Po chwili ze schodów zbiegł pierwszy chłopak, a że nie zauważył chłopaka leżącego na podłodze potknął się o niego i również się wywalił.
- Serio Dezy musiałeś tu leżeć!? - spytał chłopak, który się o niego potknął. Dezy wzruszył ramionami i wstał.
- Ten co wstał to Dezydery, a ten drugi z mopem na głowie to Michał. - przedstawił Remek śmiejąc się z nich.
- Nie obchodzą mnie te debile!! Chodzi nas!! Chodzi o to, że jestem twoją siostrą! - krzyknęła na prawdę wkurzona.
- Nie jesteś moją siostrą! Mogę zawołać rodziców to ci to udowodnią. - powiedział. Dwójka chłopaków podeszła do niego.
- To twoja siostra? - spytał Michał ze zdziwieniem. Remek potrząsnął głową i zaprowadził Sarę do salonu gdzie siedzieli jego rodzice.
- Mamo, ona mówi, że jest moją siostrą..Wytłumaczcie jej, że to jakaś pomyłka. - powiedział Remek wskazując na blondynkę...Dostrzegł, że jego mama i tata spojrzeli na siebie kiwając głowami...Nagle oboje wstali i podeszli do chłopaka...
- To nie jest pomyłka... - zaczęła mama patrząc na niego.
- Jak to?! - spytał domagając się odpowiedzi. Nagle do pokoju weszli Dezy i Michał.
- Wzięliśmy tylko batony. Ominęło nas coś? - spytali siadając na kanapie i otwierając batony.
- Słuchaj kochanie to było jeszcze kiedy nie znałam twojego taty...Przespał się on z jakąś pijaną kobietą...Ta nie mogąc patrzeć na ciebie oddała cię tacie...Pół roku potem poznałam tatę, a dwa lata później wzięliśmy ślub i zaszłam w ciążę z Wiki...Ta kobieta, która oddała cię twojemu tacie miała później córkę...Ta dziewczyna i ty pochodzicie od tej samej mamy. - wytłumaczyła...Remik usiał na kanapie myśląc nad tym wszystkim...
- Na prawdę dobry ten batonik. - wtrącił Michał przez co dostał łokciem Dezyderego w brzuch...
- Ała! Chcesz żebym zwymiotował ten na prawdę dobry batonik? - spytał...On nigdy nie umiał zachować powagi..
- Ale czemu powiedzieliście mi to dopiero teraz kiedy moja siostra się pojawiła...Zamierzaliście to ukrywać do końca mojego życia? - spytał Remik z wyrzutem...Rodzice milczeli dając również znak, że tak jest...
- Stary, przecież się dowiedziałeś...Wszystko będzie w porządku... - powiedział Dezy kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Nie. Nic nie będzie już tak samo...ty nie rozumiesz. - powiedział Remik...Czułek na prawdę nie rozumiał czemu się tak załamał..Przecież teraz już wie, że ma siostrę i wszystko się jakoś ułoży... Sara stała cały czas w wejściu do salonu.
- Masz rację nie rozumiem, ale
- Nie rozumiesz, więc się nie wtrącaj. - przerwał Czułkowi i wyszedł z pokoju. Po chwili dało się też usłyszeć trzask zamykających się drzwi od domu..
- Dezy, Michał idźcie go poszukać...Mam nadzieję, że nie zdążył zrobić nic głupiego. - powiedziała jego mama martwiąc się o Remka... Chłopcy pokiwali głowami i wyszli, a Sara została z rodzicami Remika..
- Więc co cię do nas sprowadza? - spytała mama Sary...
- Jak myślisz gdzie on mógł pójść? - spytał Dezy...
- Myślę, że nad jezioro...Często tam chodzimy. - odpowiedział Michał i razem pokierowali się w stronę jeziora...Powoli zapadł zmrok i robiło się coraz bardziej zimno...
- Tam jest!! - krzyknął Michał wskazując na punkt, który szedł środkiem ulicy. Było tu cicho, więc rzadko kiedy przejeżdżały tu samochody, szczególnie, że ta ulica była strasznie wąska...Nagle od strony chłopaków zaczęło jechać auto..
- Ej to auto go przejedzie! - krzyknął Michał, a Dezy zaczął wołać Remka, ale nic z tego...On miał słuchawki na uszach i to nastawione bardzo głośno. Chłopaki zaczęli biec.
- Stary nie ma szans, ten samochód go nie zobaczy! - krzyknął Michał sapiąc z wysiłku. Kiedy samochód zaczął przejeżdżać obok nich Dezy rzucił kamieniem w szybę. Szyba potłukła się na szczęście nie robiąc krzywdy kierowcy. Tak jak Dezy myślał samochód zatrzymał się. Zdenerwowany kierowca wyszedł z auta podchodząc do chłopaków.
- Co w gnoje! Zabawy wam się zachciało !? Czemu żeście to zrobili!? - spytał drąc się na cały głos.
- Przepraszam bardzo za szybę, ale tam jest chłopak widzi go pan? - spytał Dezy wskazując mu Remika. Mężczyzna przyjrzał się i rzeczywiście zobaczył coś chodzącego.
- Gdybym nie rzucił kamieniem to pan pojechałby dalej i mógłby go pan nie zauważyć. - mówił Czułek wyjmując z kieszeni jakiegoś tysiaka.
- Tylko tyle pieniędzy mam. - powiedział..
- Tyle powinno wystarczyć...Radzę wam dogonić tego koleżkę i go ostrzec...Może spowodować na prawdę duży wypadek. - powiedział, a chłopaki kiwając głowami i przepraszając pobiegli w jego stronę.
- Dezy ja już nie mogę. - mówił zdyszany Michał zwalniając.
- Oj no chodź już niedaleko, poza tym musimy mu to powiedzieć zanim kolejne auto będzie przejeżdżać. - odpowiedział z przerwami na oddech. W końcu dogonili go. Czułek szybko złapał go za rękaw bluzy kierując na pobocze. Remek wyjął słuchawki...
- Stary o co ci chodzi?! - spytał zdenerwowany piwnooki. W tym czasie Multi przybiegł już strasznie dysząc.
- Rezi o mało co nie przejechał cię samochód!! A i zapomniałbym jesteś mi winny tysiaka!! - mówił na prawdę zdenerwowany zielonooki.
- Może mnie przejechać nawet i sto samochodów... - warknął.
- O co ci chodzi?! Co z tego, że twoja mama jest jednak twoją macochą?! Co z tego!? - wtrącił Michał.
- Nie wiecie jak to jest być cały czas okłamywanym nawet o tym nie wiedząc. - odpowiedział nawet nie patrząc na nich.
- Może i nie wiemy, ale martwimy się o ciebie!! Co jeśli to auto by cię przejechało? Co z twoją rodziną, przyjaciółmi i youtubem!? - krzyknął Czułek łapiąc go za ramiona i zmuszając by się na niego popatrzył.
- No właśnie! Bez ciebie to już nie byłoby to samo. - przyznał Michał.
- Słuchajcie rodzina by sobie na pewno poradziła beze mnie, wy zresztą też, a jeśli chodzi o youtube to mój login brzmi ****, a Hasło *****...Zróbcie sobie z tym kanałem co chcecie. - powiedział i wyszarpnął się z rąk Dezyderego. Poszedł dalej.
- Ja nie rozumiem... Co się z nim dzieje? Jeszcze nigdy nie miał takiej załamki. - powiedział zdziwiony Michał patrząc na Czułka...
----------------------------------
Jest kolejny rozdział!! Pisałam go z jakieś 3 razy, bo po prostu ciągle coś mi się nie podobało i nadal mi się nie podoba, ale trudno już nie mam do tego rozdziału sił XD Obiecuję, że przy następnych bardziej się postaram...
W końcu blondynka postanowiła wyjść z łazienki. Znalazła gdzieś miejsce z tyłu i tam już została. Po chwili po oknie zaczęło spływać mnóstwo kropel wody...Uroki jesieni. Czas w pociągu szybko jej minął i była na miejscu. Wstała z miejsca i poprawiła torbę na swoim ramieniu. W końcu wyszła z maszyny. Deszcz nadal padał, jednak dziewczyna szła przed siebie obojętnie. Patrzyła jak to zwykle bywało w chodnik...Wiedziała gdzie iść, gdyż w pociągu rozłożyła mapę, by przyjrzeć się drodze. Miała nadzieję, że nie spotka tej całej Martyny...Ta szatynka na serio działała jej na nerwy.... Mijała wiele budynków, które z dodatkiem deszczu wyglądały bardzo ponuro. W końcu dotarła na miejsce...Westchnęła i jak to miała w zwyczaju bez pukania weszła do środka. Zdjęła buty w przedpokoju i pokierowała się dalej. Nagle z jakiegoś pomieszczenia wyszła postać kobiety.
- Dzień Dobry. Mogę wiedzieć kim jesteś? - spytała sympatycznie.
- A co pani do tego? Przyszłam do niejakiego Remigiusza. - powiedziała niecierpliwiąc się. Kobieta zdziwiona zachowaniem dziewczyny krzyknęła na cały dom.
- Remik!!! - Sara ledwo co powstrzymała się od uszczypliwej uwagi na temat darcia się. Po chwili na dół zszedł czarnowłosy chłopak o piwnych oczach.
- Co tam mamo? - spytał nie zauważając blondynki.
- Masz gościa. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Remek podszedł do blondynki.
- Sory, ale ja cię nie znam. - powiedział Remik widocznie trochę zmieszany.
- Gówno mnie to obchodzi braciszku. - odpowiedziała niewzruszona.
- Nie jestem twoim bratem o co ci chodzi? - spytał dziewczyny patrząc w jej puste oczy.
- Jesteś moim bratem.... - stwierdziła...Remek wiedział, że jest to rozmowa na dłuższą chwilę, a przecież zostawił u siebie w pokoju gości i to takich gości, którzy mogą mu tam wszystko rozjebać.
- Chłopaki!!! - krzyknął.
- Będę pierwszy!!! - krzyknął jakiś chłopak.
- Jeszcze zobaczymy. - odpowiedział inny siadając na poręczy i zjeżdżając na sam dół na końcu wywalając się na twarz. Po chwili ze schodów zbiegł pierwszy chłopak, a że nie zauważył chłopaka leżącego na podłodze potknął się o niego i również się wywalił.
- Serio Dezy musiałeś tu leżeć!? - spytał chłopak, który się o niego potknął. Dezy wzruszył ramionami i wstał.
- Ten co wstał to Dezydery, a ten drugi z mopem na głowie to Michał. - przedstawił Remek śmiejąc się z nich.
- Nie obchodzą mnie te debile!! Chodzi nas!! Chodzi o to, że jestem twoją siostrą! - krzyknęła na prawdę wkurzona.
- Nie jesteś moją siostrą! Mogę zawołać rodziców to ci to udowodnią. - powiedział. Dwójka chłopaków podeszła do niego.
- To twoja siostra? - spytał Michał ze zdziwieniem. Remek potrząsnął głową i zaprowadził Sarę do salonu gdzie siedzieli jego rodzice.
- Mamo, ona mówi, że jest moją siostrą..Wytłumaczcie jej, że to jakaś pomyłka. - powiedział Remek wskazując na blondynkę...Dostrzegł, że jego mama i tata spojrzeli na siebie kiwając głowami...Nagle oboje wstali i podeszli do chłopaka...
- To nie jest pomyłka... - zaczęła mama patrząc na niego.
- Jak to?! - spytał domagając się odpowiedzi. Nagle do pokoju weszli Dezy i Michał.
- Wzięliśmy tylko batony. Ominęło nas coś? - spytali siadając na kanapie i otwierając batony.
- Słuchaj kochanie to było jeszcze kiedy nie znałam twojego taty...Przespał się on z jakąś pijaną kobietą...Ta nie mogąc patrzeć na ciebie oddała cię tacie...Pół roku potem poznałam tatę, a dwa lata później wzięliśmy ślub i zaszłam w ciążę z Wiki...Ta kobieta, która oddała cię twojemu tacie miała później córkę...Ta dziewczyna i ty pochodzicie od tej samej mamy. - wytłumaczyła...Remik usiał na kanapie myśląc nad tym wszystkim...
- Na prawdę dobry ten batonik. - wtrącił Michał przez co dostał łokciem Dezyderego w brzuch...
- Ała! Chcesz żebym zwymiotował ten na prawdę dobry batonik? - spytał...On nigdy nie umiał zachować powagi..
- Ale czemu powiedzieliście mi to dopiero teraz kiedy moja siostra się pojawiła...Zamierzaliście to ukrywać do końca mojego życia? - spytał Remik z wyrzutem...Rodzice milczeli dając również znak, że tak jest...
- Stary, przecież się dowiedziałeś...Wszystko będzie w porządku... - powiedział Dezy kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Nie. Nic nie będzie już tak samo...ty nie rozumiesz. - powiedział Remik...Czułek na prawdę nie rozumiał czemu się tak załamał..Przecież teraz już wie, że ma siostrę i wszystko się jakoś ułoży... Sara stała cały czas w wejściu do salonu.
- Masz rację nie rozumiem, ale
- Nie rozumiesz, więc się nie wtrącaj. - przerwał Czułkowi i wyszedł z pokoju. Po chwili dało się też usłyszeć trzask zamykających się drzwi od domu..
- Dezy, Michał idźcie go poszukać...Mam nadzieję, że nie zdążył zrobić nic głupiego. - powiedziała jego mama martwiąc się o Remka... Chłopcy pokiwali głowami i wyszli, a Sara została z rodzicami Remika..
- Więc co cię do nas sprowadza? - spytała mama Sary...
- Jak myślisz gdzie on mógł pójść? - spytał Dezy...
- Myślę, że nad jezioro...Często tam chodzimy. - odpowiedział Michał i razem pokierowali się w stronę jeziora...Powoli zapadł zmrok i robiło się coraz bardziej zimno...
- Tam jest!! - krzyknął Michał wskazując na punkt, który szedł środkiem ulicy. Było tu cicho, więc rzadko kiedy przejeżdżały tu samochody, szczególnie, że ta ulica była strasznie wąska...Nagle od strony chłopaków zaczęło jechać auto..
- Ej to auto go przejedzie! - krzyknął Michał, a Dezy zaczął wołać Remka, ale nic z tego...On miał słuchawki na uszach i to nastawione bardzo głośno. Chłopaki zaczęli biec.
- Stary nie ma szans, ten samochód go nie zobaczy! - krzyknął Michał sapiąc z wysiłku. Kiedy samochód zaczął przejeżdżać obok nich Dezy rzucił kamieniem w szybę. Szyba potłukła się na szczęście nie robiąc krzywdy kierowcy. Tak jak Dezy myślał samochód zatrzymał się. Zdenerwowany kierowca wyszedł z auta podchodząc do chłopaków.
- Co w gnoje! Zabawy wam się zachciało !? Czemu żeście to zrobili!? - spytał drąc się na cały głos.
- Przepraszam bardzo za szybę, ale tam jest chłopak widzi go pan? - spytał Dezy wskazując mu Remika. Mężczyzna przyjrzał się i rzeczywiście zobaczył coś chodzącego.
- Gdybym nie rzucił kamieniem to pan pojechałby dalej i mógłby go pan nie zauważyć. - mówił Czułek wyjmując z kieszeni jakiegoś tysiaka.
- Tylko tyle pieniędzy mam. - powiedział..
- Tyle powinno wystarczyć...Radzę wam dogonić tego koleżkę i go ostrzec...Może spowodować na prawdę duży wypadek. - powiedział, a chłopaki kiwając głowami i przepraszając pobiegli w jego stronę.
- Dezy ja już nie mogę. - mówił zdyszany Michał zwalniając.
- Oj no chodź już niedaleko, poza tym musimy mu to powiedzieć zanim kolejne auto będzie przejeżdżać. - odpowiedział z przerwami na oddech. W końcu dogonili go. Czułek szybko złapał go za rękaw bluzy kierując na pobocze. Remek wyjął słuchawki...
- Stary o co ci chodzi?! - spytał zdenerwowany piwnooki. W tym czasie Multi przybiegł już strasznie dysząc.
- Rezi o mało co nie przejechał cię samochód!! A i zapomniałbym jesteś mi winny tysiaka!! - mówił na prawdę zdenerwowany zielonooki.
- Może mnie przejechać nawet i sto samochodów... - warknął.
- O co ci chodzi?! Co z tego, że twoja mama jest jednak twoją macochą?! Co z tego!? - wtrącił Michał.
- Nie wiecie jak to jest być cały czas okłamywanym nawet o tym nie wiedząc. - odpowiedział nawet nie patrząc na nich.
- Może i nie wiemy, ale martwimy się o ciebie!! Co jeśli to auto by cię przejechało? Co z twoją rodziną, przyjaciółmi i youtubem!? - krzyknął Czułek łapiąc go za ramiona i zmuszając by się na niego popatrzył.
- No właśnie! Bez ciebie to już nie byłoby to samo. - przyznał Michał.
- Słuchajcie rodzina by sobie na pewno poradziła beze mnie, wy zresztą też, a jeśli chodzi o youtube to mój login brzmi ****, a Hasło *****...Zróbcie sobie z tym kanałem co chcecie. - powiedział i wyszarpnął się z rąk Dezyderego. Poszedł dalej.
- Ja nie rozumiem... Co się z nim dzieje? Jeszcze nigdy nie miał takiej załamki. - powiedział zdziwiony Michał patrząc na Czułka...
----------------------------------
Jest kolejny rozdział!! Pisałam go z jakieś 3 razy, bo po prostu ciągle coś mi się nie podobało i nadal mi się nie podoba, ale trudno już nie mam do tego rozdziału sił XD Obiecuję, że przy następnych bardziej się postaram...
środa, 12 sierpnia 2015
Rozdział 1 On jest moją jedyną rodziną, która być może mi pomoże!
Sara popatrzyła jeszcze raz na fotografię...
- Czemu mnie opuściłaś! - krzyknęła dziewczyna i rzuciła fotografią o ścianę. Szkło ramki rozbiło się na milion kawałków. Zdjęcie wypadło z szkła. Dziewczyna dojrzała na odwrocie zdjęcia jakiś napis. Przykucnęła przy rozbitej ramce i wzięła zdjęcie. Na odwrocie pisało:
- Czemu mnie opuściłaś! - krzyknęła dziewczyna i rzuciła fotografią o ścianę. Szkło ramki rozbiło się na milion kawałków. Zdjęcie wypadło z szkła. Dziewczyna dojrzała na odwrocie zdjęcia jakiś napis. Przykucnęła przy rozbitej ramce i wzięła zdjęcie. Na odwrocie pisało:
Cieszę się Saro, że znalazłaś ten list...
Bo widzisz muszę ci coś powiedzieć...
Teraz kiedy to czytasz pewnie już nie żyję...Bo widzisz ja miałam raka... Dali mi tylko jeszcze 3 lata życia...Cóż chciałam powiedzieć, że bardzo cię kocham...Muszę się również przyznać do czegoś...Dwa lata przed twoimi urodzinami poszłam na imprezę i się upiłam i zaszłam w ciążę z jakimś facetem. Urodziłam dziecko, jednak natychmiast mu je oddałam...Tak masz brata...Pamiętam, że jego nazwisko brzmiało Wierzgoń...Pewnie zastanawiasz się po co to mówię...Po prostu chcę być z tobą szczera....
Kocham Cię
Mama
Czyli, że jej mama i tak i tak by umarła...Niebieskooką zainteresowało jednak to, że ma rodzeństwo...
- Czyli, że ja jednak mam rodzinę! - ucieszyła się. Z jej oczu zaczęło płynąć coraz więcej łez. Nie mogła w to uwierzyć. Obejrzała się jeszcze w lustrze...Takie piękne, głębokie oczy wciąż płakały, ale teraz z szczęścia. Już wolała mieszkać z swoim bratem niż z tym ćpunem...Tak jej ojciec też pił. Dziewczyna przeczytała list jeszcze raz...Nie wiedziała co ma zrobić...Jak go odszukać. Po raz pierwszy od tak wielu lat miała do czegoś chęć, zapał i o dziwo nie było to nic złego...Wiedziała, że ludzie kłamią i krzywdzą, ale może jej brat nie będzie krzywdził jej aż tak bardzo jak ojciec...Sara nie mogła uspokoić emocji. Cały czas płakała i mówiła coś pod nosem...Coś czego nie dało się zrozumieć...Usiadła pod drzwiami na podłodze i czekała...Czekała aż nadejdzie następny dzień...Dzień, w którym jej życie się odmieni, w którym nadzieja na nowo zabłyśnie. Dziewczyna była szczęśliwa, ale nadal nie wiedziała co to znaczy miłość i nie chciała wiedzieć. Sara oparła głowę o ścianę i popatrzyła w sufit. Po niedługiej chwili usnęła. Obudził ją dźwięk zamykanych drzwi...Jej ojciec poszedł do pracy. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Ze zdziwieniem stwierdziła, że była to łazienka. Po chwili wszystkie wspomnienia z poprzedniego dnia wróciły.
- K*rwa muszę się pospieszyć! - blondynka szybko wstała i wyszła z łazienki. Uderzyło ją ciepłe powietrze z salonu. Szybko pobiegła do swojego pokoju. Przebrała się w pierwsze lepsze ciuchy, spakowała najważniejsze rzeczy i weszła do gabinetu jakże ukochanego tatusia. Była tu tylko jeden raz, ale było to dawno. Pokój był granatowy, a w rogu stało biurko z jasnego drewna. Niebieskooka podeszła do niego i zaczeła przeszukiwać szuflady...Nagle natrafiła na coś. Było to zdjęcie mamy i taty...Byli razem, trzymali się za ręce, a za nimi piękny las...
- Czemu matka wyszła za tego ********** - powiedziała do siebie Sara...Zgniotła zdjęcie i rzuciła w kąt...Szukała dalej...W końcu znalazła! były to pieniądze.
- 2 000 powinno wystarczyć. - powiedziała i wyszła z pokoju. Wzięła jeszcze zdjęcie, na którym był napisany ten list i wyszła z domu. Mimo, że słońce mocno świeciło to był chłodny wiaterek. Pierwszy krok Sary to biblioteka. Nienawidziła książek, ale nie o to chodziło. W bibliotece były komputery....Dzięki nim może uda jej się wyszukać tego Wierzgonia... Postanowiła iść najkrótszą drogą, czyli przez park. Było tam pięknie. Złote, czerwone, pomarańczowe liście przykryły zieloniutką trawę...Drzewa mimo to, że gołe i tak pięknie pasowały. Do tego jeszcze staw na środku...Sara przeszła obok tego wszystkiego z miną obojętną...Szła szybkim krokiem...Zatrzymała się dopiero w bibliotece. Niestety wszystkie komputery były zajęte. Podeszła do jakiegoś dzieciaka, który grał w grę, mimo tego, że było to zabronione...Z komputerów korzystać można było tylko wtedy kiedy chcemy znaleźć jakieś informacje na dany temat.
- Zjeżdżaj !- powiedziała do niego ostro.
- Ale ja gram. - odpowiedział wpatrzony w komputer. Dziewczyna złapała za oparcie fotela i podniosła do góry. Chłopak spadł.
- Ała! - krzyknął, jednak ona nie zwróciła na to uwagi, tylko postawiła fotel i usiadła na nim. Włączyła drugą kartę w internecie i wpisała " Wierzgoń" Pierwsze co wyskoczyło to Remigiusz Jakub Wierzgoń facebook. Weszła na tę stronę. Zobaczyła zdjęcia czarnowłosego chłopaka...
- Ale debil!! I to ma być mój brat? - spytała obrażona. Dowiedziała się, że mieszka on w Wodzisławiu Śląskim...
- Ale dziura!! Wodzisław Śląski? - powiedziała do siebie... Wydrukowała sobie mapę do tego miejsca i wyszła z biblioteki.
Szła już z pół godziny zmęczona widokiem par, które trzymają się za ręce, lub małych dzieci bawiących się za sobą, które jeszcze nie wiedzą co to znaczy ból w sercu...Dziewczyna bardzo im zazdrościła, jednak wmawiała sobie, że jej obojętna na ten widok, że ją to nie obchodzi.. W końcu dotarła na peron...Zapłaciła za bilet i weszła do środka siadając na pierwszym lepszym miejscu. Oparła głowę o szybę i znudzona wszystkim powoli usypiała. Nagle usłyszała przyjazny głos.
- Mogę się dosiąść? - spytała sympatycznie jakaś dziewczyna. "Kolejna pusta laska udająca miłą dziewczynę" pomyślała Sara. Niezadowolona mruknęła tylko pod nosem. Na nieszczęście Sary dziewczyna odebrała to jako "Tak" i usiadła obok.
- Cześć nazywam się Martyna Musiolik. - przedstawiła się dziewczyna. Sara popatrzyła na nią z obojętnością. Była szczupła, miała długie brązowe włosy i niebieskie oczy. Miała lekki makijaż, ale nie było go prawie widać. Była uśmiechnięta.
- Sara Warulik - odpowiedziała Sara znudzona.
- Dokąd jedziesz? - spytała Martyna cały czas uśmiechając się...
- A co ci do tego? - warknęła blondynka odwracając głowę.
- A tak z ciekawości pytam...Wiesz, ja jadę do Wodzisławia Śląskiego. - powiedziała szatynka mając nadzieję, że Sara jej odpowie. Mimo to, że blondynka miała odwróconą głowę to i tak czuła na sobie przenikliwy wzrok Martyny. W końcu nie wytrzymała.
- Powiedzmy, że ja też tam jadę. - mruknęła niezadowolona.
- Słuchaj dzisiaj piękny dzień. Czemu jesteś taka smutna? - spytała Martyna.
- Ponieważ jadę do mojego prawdopodobnie rodzonego brata, którego nawet nie znam! - powiedziała wkurzona. Martyna nie zraziła się z tym.
- Rozumiem cię...Rozwód rodziców? - powiedziała pewnie.
- Ciekawe jak mają się rozwodzić?! Na cmentarzu? - odpysknęła Sara i założyła ręce.
- Przepraszam nie wiedziałam! Słuchaj pomogę ci poznać tego brata...Znam dużo osób z tej miejscowości. - powiedziała zadowolona Martyna.
- Nie chcę pomocy! - odpowiedziała Sara. Miała dość tej Martyny...Czemu ona się wpieprzała w jej osobiste sprawy!?
- A mogę wiedzieć jak ma na imię twój brat? - spytała spokojnie dziewczyna.
- Słuchaj! Odwal się ode mnie! Po co ci to do wiadomości!? Moje życie co nie? No właśnie, więc przestań się w nie wtrącać!! - wybuchła blondynka i popatrzyła głęboko w oczy Martyny...One przenikały ją jakby na wylot...Jakby wiedziały już wszystko o jej życiu. Sara nie wytrzymała spojrzenia tych oczu...
- Ma na imię Remigiusz Jakub Wierzgoń...O ile się nie mylę. - odpowiedziała Sara patrząc obojętnie w fotel przed sobą...Był w kratkę...
- Remik to mój chłopak...Właśnie do niego jadę, ale on ma jedną siostrę, która nazywa się Wiktoria i jego rodzice żyją... - powiedziała Martyna patrząc ze zdziwieniem na blondynkę.
- Nie obchodzi mnie to!!! Nie rozumiesz, że to moja jedyna szansa na lepsze życie...Że on jest moją jedyną rodziną, która być może mi pomoże!! - powiedziała Sara...Z jej oczu płynęły łzy. Wstała z siedzenia i pobiegła gdzieś...Pewnie do łazienki...
-----------------------------------------------------------------
1 rozdział za nami...Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale przy następnych rozdziałach bardziej się postaram....
Szła już z pół godziny zmęczona widokiem par, które trzymają się za ręce, lub małych dzieci bawiących się za sobą, które jeszcze nie wiedzą co to znaczy ból w sercu...Dziewczyna bardzo im zazdrościła, jednak wmawiała sobie, że jej obojętna na ten widok, że ją to nie obchodzi.. W końcu dotarła na peron...Zapłaciła za bilet i weszła do środka siadając na pierwszym lepszym miejscu. Oparła głowę o szybę i znudzona wszystkim powoli usypiała. Nagle usłyszała przyjazny głos.
- Mogę się dosiąść? - spytała sympatycznie jakaś dziewczyna. "Kolejna pusta laska udająca miłą dziewczynę" pomyślała Sara. Niezadowolona mruknęła tylko pod nosem. Na nieszczęście Sary dziewczyna odebrała to jako "Tak" i usiadła obok.
- Cześć nazywam się Martyna Musiolik. - przedstawiła się dziewczyna. Sara popatrzyła na nią z obojętnością. Była szczupła, miała długie brązowe włosy i niebieskie oczy. Miała lekki makijaż, ale nie było go prawie widać. Była uśmiechnięta.
- Sara Warulik - odpowiedziała Sara znudzona.
- Dokąd jedziesz? - spytała Martyna cały czas uśmiechając się...
- A co ci do tego? - warknęła blondynka odwracając głowę.
- A tak z ciekawości pytam...Wiesz, ja jadę do Wodzisławia Śląskiego. - powiedziała szatynka mając nadzieję, że Sara jej odpowie. Mimo to, że blondynka miała odwróconą głowę to i tak czuła na sobie przenikliwy wzrok Martyny. W końcu nie wytrzymała.
- Powiedzmy, że ja też tam jadę. - mruknęła niezadowolona.
- Słuchaj dzisiaj piękny dzień. Czemu jesteś taka smutna? - spytała Martyna.
- Ponieważ jadę do mojego prawdopodobnie rodzonego brata, którego nawet nie znam! - powiedziała wkurzona. Martyna nie zraziła się z tym.
- Rozumiem cię...Rozwód rodziców? - powiedziała pewnie.
- Ciekawe jak mają się rozwodzić?! Na cmentarzu? - odpysknęła Sara i założyła ręce.
- Przepraszam nie wiedziałam! Słuchaj pomogę ci poznać tego brata...Znam dużo osób z tej miejscowości. - powiedziała zadowolona Martyna.
- Nie chcę pomocy! - odpowiedziała Sara. Miała dość tej Martyny...Czemu ona się wpieprzała w jej osobiste sprawy!?
- A mogę wiedzieć jak ma na imię twój brat? - spytała spokojnie dziewczyna.
- Słuchaj! Odwal się ode mnie! Po co ci to do wiadomości!? Moje życie co nie? No właśnie, więc przestań się w nie wtrącać!! - wybuchła blondynka i popatrzyła głęboko w oczy Martyny...One przenikały ją jakby na wylot...Jakby wiedziały już wszystko o jej życiu. Sara nie wytrzymała spojrzenia tych oczu...
- Ma na imię Remigiusz Jakub Wierzgoń...O ile się nie mylę. - odpowiedziała Sara patrząc obojętnie w fotel przed sobą...Był w kratkę...
- Remik to mój chłopak...Właśnie do niego jadę, ale on ma jedną siostrę, która nazywa się Wiktoria i jego rodzice żyją... - powiedziała Martyna patrząc ze zdziwieniem na blondynkę.
- Nie obchodzi mnie to!!! Nie rozumiesz, że to moja jedyna szansa na lepsze życie...Że on jest moją jedyną rodziną, która być może mi pomoże!! - powiedziała Sara...Z jej oczu płynęły łzy. Wstała z siedzenia i pobiegła gdzieś...Pewnie do łazienki...
-----------------------------------------------------------------
1 rozdział za nami...Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale przy następnych rozdziałach bardziej się postaram....
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Prolog
Zwykła blondynka przechadzała się ulicami miasta, które pokryte były kolorowymi liśćmi. Dziewczyna miała spuszczoną głowę, a ręce schowane w kieszeniach czarnej bluzy. Była szczupła i miała średni wzrost. Widać było, że nie jest zadowolona, jednak kiedy ona była chociaż trochę szczęśliwa? Nagle jakiś przechodzeń niechcący na nią wpadł.
- Uważaj debilu jak łazisz! - warknęła blondynka. Wyminęła go i poszła dalej przyspieszając tempo. Nie lubiła mężczyzn...Bała się ich i brzydziła się nimi...Nic dziwnego skoro jej ojciec ją wykorzystywał, a przynajmniej próbował to zrobić. Niebieskooka brzydziła się również miłości, być może, dlatego, gdyż nie wiedziała co to jest. Nigdy nie doznała miłości. Nie rozumiała tego kiedy jakaś para ufała sobie bezgranicznie...Przecież ludzie krzywdzą i kłamią... Każdy ma jakiś sekret... Sara szła dalej tym samym tempem. Nie chciała tam wracać, ale musiała...Nie było wyjścia..To jej dom. Ale czemu nie chciała tam wracać? To przecież dom..Bezpieczny, przytulny i po prostu taki nam znany...To jest nasze miejsce gdzie się wychowywaliśmy, gdzie spędziliśmy lepsze i dobre chwile, gdzie zawsze znajdzie się dla nas miejsce. Jej oczom ukazał się jednopiętrowy domek. Weszła do niego... Przedpokój prowadził do salonu, który połączony był z kuchnią i jadalnią. W salonie znajdowały się również drzwi do innych pokoi. Sara weszła do kuchni i naszykowała sobie kanapkę, którą bardzo szybko zjadła...Była głodna. Nagle w domu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Do salonu wszedł wysoki brunet z niebieskimi oczami. Dziewczyna wystraszyła się. Szybko zaczęła się cofać.
- O ty szmato zachciało się do domu wrócić?! - krzyknął do niej. Sara miała w oczach strach...Bała się go, bała się własnego ojca. Z jej oczu zaczęły lać się łzy. Spanikowała. Mężczyzna podszedł do niej i przyparł do ściany tak, że nie mogła się poruszyć.
- Zostaw! - krzyczała resztkami sił.
- O nie ty razem ci nie odpuszczę! - krzyknął. Sara nie wiedziała co zrobić. Jej psychika była bardzo naruszona...Stała się przez to wredna, zamknięta, nie ufna i bała się być z kimkolwiek bliżej...Wszystkich traktowała tak samo...Czyli jak śmieci, jak wrogów. Mężczyzna jedną ręką przytrzymał jej mocno nadgarstki, a drugą zaczął zdejmować bluzkę...Chyba każdy wie co chciał zrobić. Sara kopnęła go jak najmocniej w brzuch. Ten puścił ją, a Sara nie oglądając się za siebie pobiegła do łazienki zamykając się na klucz. Obsunęła się po ścianie na podłogę. Schowała głowę w ręce i szlochała...Bała się wyjść, czy nawet wyjrzeć. Podniosła się z podłogi już trochę uspokojona i spojrzała w lustro. Blond włosy potargane, ubrania podarte, a oczy całe czerwone od płaczu...Widać było w nich ból i wszystko to co przeżyła...Na rękach miała kilka siniaków tak samo i na nogach... Na swój żałosny widok znów gorzko zapłakała.Wyjęła z szafeczki zdjęcie kobiety z blond włosami i niebieskimi oczami. Była uśmiechnięta i piękna. Gdyby tu była może wszystko byłoby inaczej?
- Mamo tak tęsknie! - powiedziała niewyraźnie płacząc.
***
16 lat wcześniej:
- Kochanie tak się cieszę...To nasza córeczka! - powiedziała uradowana niebieskooka kobieta.
- Tak.. - odparł wysoki brunet uśmiechnięty... Oboje patrzyli się na małą dziewczynkę...Wcześniej doznali wielkiego bólu, ponieważ Aneta(mama Sary) zaszła w ciążę z jakimś facetem...Była wtedy pijana...Nie mogła patrzeć na to dziecko, dlatego oddali malucha prawdziwemu ojcu...Na szczęście pojawiła się ona. Mała kochana gwiazdeczka.
2 lata później:
- Artur mam nadzieję, że sobie poradzisz...Wyjeżdżam tylko na dwa dni do mojej mamy. - powiedziała uśmiechnięta kobieta.
- Papa Saro...Niedługo wrócę. - powiedziała i ucałowała dwuletnią dziewczynkę w czoło, po czym wyszła z domu. Kobieta odpaliła samochód i pojechała. Miała z 3 godziny jazdy przed sobą. Po drodze skręciła jeszcze do sklepu...Kiedy z niego wyszła i pokierowała się do samochodu srebrne BMW wjechało w nią...Okazało się, że facet prowadzący auto był pod wpływem alkoholu. Kobieta niestety nie przeżyła. Po tym ojciec zwariował...Zaczął mścić się na Sarze, a kiedy podrosła robić gorsze rzeczy....
--------------------------------------------
Cześć i czołem!! Prolog za nami!! Podoba się!?
Sara:
Ma 16 lat. Jest blondynką o niebieskich oczach...Umie grać na gitarze, którą dostała od kuzyna i pięknie śpiewa...Jej mama umarła gdy miała 2 lata, a ojciec sfiksował po tym...Reszty dowiecie się podczas opowieści....A i bardzo mało się uśmiecha....
- Uważaj debilu jak łazisz! - warknęła blondynka. Wyminęła go i poszła dalej przyspieszając tempo. Nie lubiła mężczyzn...Bała się ich i brzydziła się nimi...Nic dziwnego skoro jej ojciec ją wykorzystywał, a przynajmniej próbował to zrobić. Niebieskooka brzydziła się również miłości, być może, dlatego, gdyż nie wiedziała co to jest. Nigdy nie doznała miłości. Nie rozumiała tego kiedy jakaś para ufała sobie bezgranicznie...Przecież ludzie krzywdzą i kłamią... Każdy ma jakiś sekret... Sara szła dalej tym samym tempem. Nie chciała tam wracać, ale musiała...Nie było wyjścia..To jej dom. Ale czemu nie chciała tam wracać? To przecież dom..Bezpieczny, przytulny i po prostu taki nam znany...To jest nasze miejsce gdzie się wychowywaliśmy, gdzie spędziliśmy lepsze i dobre chwile, gdzie zawsze znajdzie się dla nas miejsce. Jej oczom ukazał się jednopiętrowy domek. Weszła do niego... Przedpokój prowadził do salonu, który połączony był z kuchnią i jadalnią. W salonie znajdowały się również drzwi do innych pokoi. Sara weszła do kuchni i naszykowała sobie kanapkę, którą bardzo szybko zjadła...Była głodna. Nagle w domu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Do salonu wszedł wysoki brunet z niebieskimi oczami. Dziewczyna wystraszyła się. Szybko zaczęła się cofać.
- O ty szmato zachciało się do domu wrócić?! - krzyknął do niej. Sara miała w oczach strach...Bała się go, bała się własnego ojca. Z jej oczu zaczęły lać się łzy. Spanikowała. Mężczyzna podszedł do niej i przyparł do ściany tak, że nie mogła się poruszyć.
- Zostaw! - krzyczała resztkami sił.
- O nie ty razem ci nie odpuszczę! - krzyknął. Sara nie wiedziała co zrobić. Jej psychika była bardzo naruszona...Stała się przez to wredna, zamknięta, nie ufna i bała się być z kimkolwiek bliżej...Wszystkich traktowała tak samo...Czyli jak śmieci, jak wrogów. Mężczyzna jedną ręką przytrzymał jej mocno nadgarstki, a drugą zaczął zdejmować bluzkę...Chyba każdy wie co chciał zrobić. Sara kopnęła go jak najmocniej w brzuch. Ten puścił ją, a Sara nie oglądając się za siebie pobiegła do łazienki zamykając się na klucz. Obsunęła się po ścianie na podłogę. Schowała głowę w ręce i szlochała...Bała się wyjść, czy nawet wyjrzeć. Podniosła się z podłogi już trochę uspokojona i spojrzała w lustro. Blond włosy potargane, ubrania podarte, a oczy całe czerwone od płaczu...Widać było w nich ból i wszystko to co przeżyła...Na rękach miała kilka siniaków tak samo i na nogach... Na swój żałosny widok znów gorzko zapłakała.Wyjęła z szafeczki zdjęcie kobiety z blond włosami i niebieskimi oczami. Była uśmiechnięta i piękna. Gdyby tu była może wszystko byłoby inaczej?
- Mamo tak tęsknie! - powiedziała niewyraźnie płacząc.
***
16 lat wcześniej:
- Kochanie tak się cieszę...To nasza córeczka! - powiedziała uradowana niebieskooka kobieta.
- Tak.. - odparł wysoki brunet uśmiechnięty... Oboje patrzyli się na małą dziewczynkę...Wcześniej doznali wielkiego bólu, ponieważ Aneta(mama Sary) zaszła w ciążę z jakimś facetem...Była wtedy pijana...Nie mogła patrzeć na to dziecko, dlatego oddali malucha prawdziwemu ojcu...Na szczęście pojawiła się ona. Mała kochana gwiazdeczka.
2 lata później:
- Artur mam nadzieję, że sobie poradzisz...Wyjeżdżam tylko na dwa dni do mojej mamy. - powiedziała uśmiechnięta kobieta.
- Papa Saro...Niedługo wrócę. - powiedziała i ucałowała dwuletnią dziewczynkę w czoło, po czym wyszła z domu. Kobieta odpaliła samochód i pojechała. Miała z 3 godziny jazdy przed sobą. Po drodze skręciła jeszcze do sklepu...Kiedy z niego wyszła i pokierowała się do samochodu srebrne BMW wjechało w nią...Okazało się, że facet prowadzący auto był pod wpływem alkoholu. Kobieta niestety nie przeżyła. Po tym ojciec zwariował...Zaczął mścić się na Sarze, a kiedy podrosła robić gorsze rzeczy....
--------------------------------------------
Cześć i czołem!! Prolog za nami!! Podoba się!?
Sara:
Ma 16 lat. Jest blondynką o niebieskich oczach...Umie grać na gitarze, którą dostała od kuzyna i pięknie śpiewa...Jej mama umarła gdy miała 2 lata, a ojciec sfiksował po tym...Reszty dowiecie się podczas opowieści....A i bardzo mało się uśmiecha....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

