gh

środa, 28 października 2015

Rozdział 12 Tajemnice

"Bo wiem, że tobie mogę ufać" jego słowa mnie zaskoczyły...Jest z Sophie może z jeden rok i on jej nie ufa!? Zamiast tego on ufa dziewczynie, która wprowadziła się z jakiś tydzień temu?! Do domu wróciliśmy w ciszy, każdy zajęty był swoimi myślami...Ale mimo to, że tylko szłam obok niego sprawiało mi radość...Dezy otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
 - Co wam się stało!? - nasi rówieśnicy zaczęli zadawać mnóstwo podobnych pytać. Czułek przedstawił im w skrócie co sie stało, ale nie mówił o tym miejscu, po prostu zmyślił jakąś tam historyjkę. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę ze sobą,a potem Michał, Dezy i Sophie musieli wracać. Zostałam sama z Remkiem.
- Co się stało wtedy co byliście z Czułkiem? - spytał czarnowłosy z uśmiechem.
- To co Czułek ci powiedział. Nie słuchałeś? - spytałam znudzona widząc, że ten temat tak szybko się nie skończy...
- Nie znam Dezego od wczoraj, żeby nie skapnąć się, że kłamał. - odpowiedział i się zaśmiał widząc moją minę.
- Mówił prawdę. - powiedziałam z naciskiem. Nie lubiłam takich rozmów.
- Nie mówił. - stwierdził
- Mówił. - uparłam się
- Udowodnij. - powiedział szybko. Ja mam go dość!!
- Zamknij się! - krzyknęłam nie mając nic na obronę i zanim zdążył cokolwiek zrobił pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. To jest tak spieprzone!! Jestem przy nim, ale jednocześnie jestem gdzieś daleko od niego...To jest jak jakiś pojebany film!! Film być może bez szczęśliwego zakończenia...
- Mogę wejść? - usłyszałam głos za drzwiami...Nie odpowiedziałam...Drzwi się otworzyły. Nie musiałam patrzeć by wiedzieć kto to. Poczułam jak koło mnie zapada się łóżko.
- Przepraszam. - powiedział chłopak siedzący obok mnie. Za co mnie przeprasza? Nagle poczułam jak mnie obejmuje, bez słowa odwzajemniłam uścisk. Remek być może czasami jest wredny, ale umie być również kochającym bratem...
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co? - zdziwił się chłopak głaszcząc mnie po włosach.
- Za to, że jesteś. - odpowiedziałam, a jego twarz jakby weselsza uśmiechała się w moją stronę.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko? - spytał. Szczerze to nie wiem...
- Nie. - odpowiedziałam.
- Może po mnie nie widać, ale umiem dochować tajemnicy. Zaufaj mi. - miał rację, może powinnam się komuś wreszcie zwierzyć? Komuś zaufać...
- No więc... - zaczęłam jednak Remik przerwał mi.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz... - no dzięki! Ja chcę, ale się boję! Zaryzykować? Przecież Remek to też człowiek, też popełnia błędy...
- Przysięgasz, że nikomu nie powiesz? - spytałam niepewnie. Obserwowałam jego twarz uważnie i od razu wiedziałam, że nie powie...
- Przysięgam na mały palec. - uśmiechnął się ponownie. Opowiedziałam mu wszystko dosłownie...Opowiedziałam co czuję przy jego przyjacielu, opowiedziałam co się ostatnio działo, nawet powiedziałam, że Dezy pokazał mi to tajemnicze miejsce, ale to nie znaczy, że wydałam gdzie to miejsce jest.
- To jest jak jakiś pojebany film...Wiem, że nigdy z nim nie będę, nie zrobię tego mojej najlepszej przyjaciółce...Nie mogę. - zakończyłam. Oczy moje były pełne łez. Chłopak przytulił mnie.
- Uważaj bo twoja okazja przeminie, twoje marzenia spełnią się... - powiedział. Nie miałam pojęcia co to znaczyło, a to dlatego, bo wtedy nie wiedziałam, że Dezy również zdradził Remkowi tajemnicę...

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 11 Będę chora!!


Kiedy wszyscy już się obudzili zrobiliśmy sobie tosty, które znikły z prędkością światła. Dzisiaj sobota! Juhu! Nie trzeba iść do szkoły.
- Saro mogę cię na chwilę zabrać na spacer? - spytał. Zachowywał się dziwnie. Zgodziłam się czemu nie?
- Słuchaj... - zaczął kiedy byliśmy już z parę metrów od domu. Liście spadały, a wiatr delikatnie podnosił moje włosy. Czekałam zniecierpliwiona, aż Mulciak powie to co chce powiedzieć.
- Kiedy dzisiaj rano Czułek i Soph się pocałowali, to ja nie spałem i ty płakałaś...Czy chodzi o Czułka? Czy on jet tą osobą, w której... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Zamknij się! - krzyknęłam, a z moich oczu poleciały łzy. Stanęłam w miejscu. Nie mogłam iść dalej.
- Przepraszam. - powiedział Michał. Przytuliłam go...Czemu to takie skomplikowane! Ohh! A wy mieliście tak? Mieliście tak, że kiedy ta osoba, która wdaje ci się tym jedynym, przechodzi obok, powie coś, lub przytuli to przechodzą przez was dreszcze, rumienicie się i czujecie coś co łamie wam serce, bo nie możecie z tą osobą być? Bo nie jest "my" tylko cały czas jest "ja". Chciałabym odciąć się od całego świata. Co ukrywać?! Zakochałam się! Dokładnie tak! Przyznaję, że się zakochałam! Kocham jego charakter, wygląd...Kocham wszystko w nim...Co poradzić?! Miłość jest ślepa! Jest tak ślepa, że...Nieważne każdy wie o co chodzi!
- Michał powiedz mi czemu miłość jest tak ślepa i łamie mi serce? - spytałam zdławionym głosem.
- Być może dlatego, bo wie, że jesteś silna i to wytrzymasz...I myślę, że to nie tylko ty się zakochałaś. - w tej chwili zaczęłam się bać. Czyżby Multi się zakochał?
- A kto jeszcze? - spytałam dla upewnienia się.
- Dezy. - odpowiedział bez zastanowienia. No tak przecież on kocha Sophie.
- No on się zakochał w Soph. - odpowiedziałam.
- Nie do końca. - powiedział tajemniczo wcale mi tego nie ułatwiając. Cały czas stałam przytulona do niebieskookiego.
- Jak to? - spytałam, jednak on nie odpowiedział. Postanowiłam dać sobie spokój.
- Możemy już wrócić? - poprosiłam. Chłopak się zgodził. Otworzyłam drzwi, a tam?! Wszyscy leżeli na podłodze. Mieli na rękach jakieś dziwne znaki.
- Remek obudź się! - krzyczałam szarpiąc go...To nie pomagało nie budził sie...Co jest do cholery!? Spojrzałam bezradnie na Michała, a przynajmniej chciałam na niego spojrzeć, jednak jego nie było. Co się dzieje!? Nagle jakiś facet z maską wylazł zza ściany. Ja na prawdę się bałam. Stałam jak sparaliżowana...Nie mogłam złapać tchu. Myśli płynęły tak szybko, że nie nadążałam. Co się dzieje!? Moja psychika nie wytrzymała. Nie byłam świadoma tego co robię. Nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie.
- Gdybyś zobaczyła swoją minę! - powiedział facet z maską....Zaraz!! Multi!!!!!??? Nagle wszyscy wstali z podłogi...To było wredne i chamskie, nawet dla mnie! Patrzyłam na wszystkich ze zdezorientowaniem. Ich to śmieszyło. Śmiali się ze mnie...
- Jak wy mogliście!? - krzyknęłam, a łzy poleciały mi z oczu.
- To tylko żart. - powiedział Remek z uśmiechem i chciał mnie przytulić, ale odepchnęłam go od siebie.
- Ty pedale! Idioto! Debilu! Szmato! Gównie jeden! Ciekawe co ty byś zrobił gdybym ja udawała, że nie żyje! - krzyknęłam ze łzami w oczach. On wzruszył ramionami..
- No tak jasne! Zapomniałam, nikt mnie nie chce! Nie potrzebuje! Jestem ciężarem dla was prawda!? Czemu wszyscy moi przyjaciele zawsze okazują się fałszywi! Musieliście mi to zrobić!? Nienawidzę was! - no dobra może trochę przesadziłam, ale byłam wtedy targana emocją gniewu. Odsunęłam Michała ręką żeby przejść. Nagle znów ktoś mi zagrodził drogę. Nie patrząc kto to z całej siły go odepchnęłam, jednak cała drżałam z emocji i nie miałam tyle siły. On złapał mnie za nadgarstki. Poczułam miły dreszcz. Spojrzałam na jego twarz. No tak to znów ten zielonooki pacan, bo kto by inny?! Próbowałam się wyrwać, ale ten nagle wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę drzwi wyjściowych.
- Puść mnie! Zostaw mnie! Debilu! - to były ciągle powtarzające się słowa z moich ust.  Nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy w lesie. Wtedy mnie postawił.
- Co ty robisz!? - wydarłam się na niego.
- Ratuję cię przed smutkiem, płaczem i samotnością? - powiedział pytająco.
- A może mi to jest potrzebne!! - odpysknęłam ze złością. Nie chciałam mu pokazać, że przez jego oczy mu ulegam, że wtedy rozpuszczam się! CO?!
- A może potrzebny jest ktoś kto cię pocieszy? - odpowiedział...Może ma racje...Spojrzałam w jego oczy i znów się w nich rozpłynęłam...
- Chodź! - powiedział i zaczął biec w głąb lasu. Chwilke się zastanawiałam ale pobiegłam za nim... Nagle chłopak skręcił w lewo prosto w krzaki. Mam zrobić to samo? Przejść przez te rośliny. Zrobiłam to...Za ty gąszczem było jeziorko!! Ale było ukryte! Szukałam wzrokiem mojego przyjaciela, ale nigdzie go nie było. Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi...Dezy wziął mnie na ręce i kręcił się ze mną.
- Puść mnie! - krzyknęłam, jednak wcale tego nie chciałam. Zaczęłam się śmiać...Nie uwierzycie co ten debil zrobił!!?? Ten *****************! Potknął się i wpadliśmy do jeziora!!! On to zrobił specjalnie!!! Szybko wynurzyłam sie z wody zaczerpując powietrza. Czułek już wychodził na brzeg.
- Ty chciałeś mnie kurwa utopić!!!!!!???? - krzyknęłam kiedy wyszłam. Zimny wiatr sprawiał, że zaczęłam kichać...Nie!!! Będę chora!!
- Masz. - powiedział Dezy dając mi bluzę...A on jemu nie będzie zimno? A chuj mu w dupę! Sam to zrobił i naraził mnie na przeziębienie! Zabrałam, a wręcz wyrwałam mu szybko bluzę ze złością w oczach i szybko ją założyłam. Był zachód słońca. Liście i tak już kolorowe stały się jeszcze bardziej piękne niż wcześniej...To miejsce było piękne. Dezy widząc moje błyszczące oczy zaczął mówić.
- Znalazłem to miejsce z rok temu, nikt o nim nie wie oprócz mnie noi ciebie. - powiedział...Jak to?! Czemu pokazał to miejsce mi, a nie swojej dziewczynie?
- Czemu pokazałeś mi to miejsce? - spytałam niepewnie.
- Bo wiem, że tobie mogę ufać. - taka zwykła odpowiedź, a jak dużo wtedy dla mnie znaczyła....

sobota, 3 października 2015

Rozdział 10 Mówię ci zakochałaś się....

 Oczami Sary(tak jest mi pisać wygodniej)
Najpierw podeszła do mnie Sophie.
- Dobrze, że nic ci nie jest. - powiedziała z uśmiechem i mnie przytuliła, potem podszedł Mulciak i również mnie przytulił.
- Mówię ci....Zakochałaś się. - powiedział mi na ucha, a ja się zarumieniłam. Kątem oka spojrzałam na Dezego...Sophie siedziała obok niego, a raczej wtulona w niego...Ech...Czemu to jest tak skomplikowane?! Z zamyśleń wyrwał mnie Remek.
- Nawet nie tęskniłem. - powiedział i się zaśmiał, po chwili przytulił mnie unosząc do góry.
- Tak na prawdę bardzo tęskniłem. - powiedział szeptem, a ja  uśmiechnęłam się z satysfakcją..Miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi.
- Obejrzymy jakiś film? - spytał Czułek, a wszyscy przystali na tę propozycję.
- To może gra o tron? - spytał patrząc na wszystkich.
- Nie! - odpowiedzieli wszyscy chórem, oprócz mnie...Lubiłam ten film, a raczej serial.
- Czemu!? - spytał Dezy z miną smutnego szczeniaczka.
- No właśnie to jest fajne. - powiedziałam stając po jego stronie.
- Saro to jest jego ulubiony serial, każdy odcinek obejrzeliśmy już po tysiąc razy! - powiedział Remek i usiadł na kanapie. Wszyscy poszli w jego ślady, jednak nie wszyscy zmieścili się na kanapie. Ja, Remek i Dezy z Sophie na kolanach się zmieściliśmy, a Mulciak siedział przede mną na podłodze, opierając się o jak to się nazywa? Podstawę kanapy? Chyba może być...Tak więc Mulciak siedział na podłodze oparty o podstawę kanapy, przez co musiałam mieć nogi na meblu, bo kopałabym go. Remek włączył pilotem cda, oczywiście co wybrał? Horror...W sumie to spoko, lubię takie filmy. W połowie Sophie usnęła chyba była zmęczona, przez swoje krzyki i płacz...Na prawdę się bała. Blondyn odniósł dziewczynę do mojego pokoju i wrócił z powrotem, jednak jego miejsce było zajęte.
- Podsiadłem cie! - zaśmiał się Michał. Dezy wzruszył ramionami i położył się na naszych kolanach, równocześnie wszyscy go zrzuciliśmy.
- No dobra już, dobra. - powiedział z śmiechem broniąc się i usiadł przede mną, tak jak niedawno siedział Michał. Przez moje ciało przeszły dreszcze...Takie przyjemne...Patrzyłam na jego włosy, aż chciało by się je poczochrać.. O czym ty myślisz!!?? Krzyknęłam na siebie w myślach i próbowałam skupić się na filmie, jednak nie mogłam...Moje myśli mi nie pozwalały. Czemu on nie może obiecać, że będziemy przyjaciółmi już zawsze? Boi się, że złamie obietnicę czy co? Nagle Dezy wstał i "delikatnie" zwalił śpiącego Michała i Remka na ziemię. Sam rozwalił się na kanapie przewieszając nogi przez oparcie, a głowę kładąc tuż obok mnie, lecz chyba coś mu nie pasiło, bo się wiercił.
- Mogłabyś przysunąć się bliżej? - spytał. Przysunęłam się, a on położył swoją głowę na moich kolanach...
- Ładnie mnie tak wykorzystywać? - spytałam w żartach.
- Tak. Masz wygodne kolana. - odpowiedział z uśmiechem. Postanowiłam poruszyć mniej bezpieczny temat.
- Czemu nie możesz mi obiecać? - spytałam, a jego twarz zrobiła się poważna. Nie lubiłam tego, wtedy nie był sobą...
- Czego? - udaje, że nie wie...Widocznie chce ominąć ten temat! O nie!
- Czemu nie możesz mi obiecać, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytałam cierpliwie..Zaraz co?! Ja cierpliwa? Wyprowadzka tutaj rzeczywiście była dobrym pomysłem.
- Ponieważ życie lubi czasem coś namieszać, czy przekręcić. - odpowiedział, wcale nie wyjaśniając moich myśli.
- Ale co takiego może namieszać? - drążyłam temat...Musiałam wiedzieć! To jest moja wada...Ciekawość.
- Nie wiem. - odpowiedział. Ale on wiedział...On bardzo dobrze wiedział, tylko nie chciał powiedzieć...Dałam spokój kiedy chłopak zmienił temat i zaczęliśmy gadać o śmieszniejszych rzeczach...W końcu i on padł...Usnął na moich kolanach...Jak on mógł!!! I co teraz będę tak musiała siedzieć bez ruchu, by go nie obudzić!? Zapowiada się dłuuuga noc. Patrzyłam na niego, takiego spokojnego...Nagle przewrócił się na drugą stronę i przytulił do mnie...O boże!! Co ja mam zrobić?! Moje serce przyśpieszyło. Mój oddech był szybki. Popatrzyłam na niego jeszcze raz i mimowolnie się uśmiechnęłam...W końcu ja też usnęłam.
- Pobudka!!! - krzyknął ktoś. Otworzyłam oczy i spojrzałam na krzyczącą dziewczynę. To była Wiki. Popatrzyła na mnie i zaczęła się śmiać.
- Co? - spytałam zaspana.
- Ten to dopiero się do ciebie przylepił. - powiedziała tylko, a ja od razu przypomniałam sobie o zielonookim chłopaku, który ciągle był do mnie przytulony. Udałam, że jestem zdziwiona i szybko go zrzuciłam...Tak wiem to było chamskie, ale lepiej żeby wszyscy myśleli, że spaliśmy i nie wiedzieliśmy co robiliśmy...Tak wiem to zabrzmiało zboczenie...Trudno...
- Co się stało? - spytał zdziwiony zwracając się do mnie.
- Zrzuciłam cie, bo się we śnie do mnie przylepiłeś. - powiedziałam. On miał minę typu: Ale przecież ty o tym wiedziałaś...W końcu leżałem na twoich kolanach...Kiedy już miał coś powiedzieć, szybko puściłam mu porozumiewawczo oczko...
- Na prawdę? Sory. - powiedział udając zdziwienie... Uff...
- Dobra gołąbeczki czas obudzić resztę...Dezy idź obudź Sophie...Na serio nie wiem jak ty ją budzisz... - powiedziała dziewczyna.
- To proste...Masz jakieś wiadro? - spytał, a Wiki podała mu wiadro. Dezy znikł za drzwiami łazienki, a po chwili wyszedł.
- Sari sory, ale trochę zamoczę ci łóżko. - powiedział i zaczął pędzić na górę.
- AAAAAAAAAAA!!!! - usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki po chwili. Zobaczyłam jak Czułek zbiega po schodach. Nagle schował się za mną, łapiąc za ramiona i wyglądając co chwila, goniła go Soph cała mokra. Była wściekła. Popatrzyła na mnie, a raczej na osobę która była za mną i zaczęła iść w tą stronę.
- Nie zabijaj mnie. -  błagał Dezy.
- Kiedy indziej się zemszczę. - odpowiedziała z uśmiechem. Wzięła Czułka za kołnierz bluzki i przyciągnęła do siebie całując namiętnie. Czułek to odwzajemnił i złapał ją za biodra, ja z zaszklonymi oczami odwróciłam wzrok i kucnęłam, udając, że chcę po prostu obudzić Michała. Czemu to tak boli!?
- To obrzydliwe. - skomentowała Wiki, a oni oderwali się od siebie z rumieńcami.
- Dobra budźmy resztę. - powiedziała Soph.
- Mam pomysł! - powiedział Dezy i już miał iść do łazienki, ale moja przyjaciółka go zatrzymała.
- To, że ja ci wybaczyłam to nie znaczy, że oni też ci wybaczą...Jeśli obudzisz ich tak jak mnie to jesteś martwy. - ostrzegła ciemnooka, a Dezy przyznał jej rację. Miałam ochotę teraz się wydrzeć i na szczęście mogłam to zrobić. Powiedziałabym, że chciałam po prostu obudzić chłopaków i nikt nie skapnął by się, że tak na prawdę krzyczę po coś innego...Wstałam od Michała udając, że ziewam i dlatego mam zaszklone oczy.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! - wydarłam się i wszyscy od razu wstali.
- Pali się!? - krzyknął wkurzony Remek, a ja się tylko zaśmiałam.
-------------------------------------------------
Pisałam ten rozdział 3 razy, bo mi się nie podobał, ale i tak wyszło gówno...No trudno...Pisać komy!