gh

sobota, 5 listopada 2016

Przeprosiny?

K*rwa, ostatni rozdział dodałam praktycznie rok temu...Tak mi wstyd. Aktualnie nie prowadzę żadnego z moich blogów...Po prostu nic. Teraz kiedy czytam moje opowiadanie o Sarze czuję nowy przypływ weny. Może jeszcze wszystko da się uratować? Może w końcu ogarnęłabym się i dodawała regularnie? Co wy na to? Co jeśli znów stracę wenę, bo zawsze jest to ryzyko? Daję wam do wyboru: Kontynuuję to opowiadanie, albo robię nowe. Nowe, ale bohaterka pozostanie ta sama, jej historia też mniej więcej pozostanie. Po prostu wiem, że mogę napisać to lepiej, więc decydujcie! Myślę, że tydzień wam wystarczy...Troszkę się boję, bo bardzo możliwe, że nikt już tego nie czyta...Cóż nawet bym się zbytnio nie zdziwiła...
Czekam...

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 14 Tylko jak!?

Nie mogłam wysiedzieć w miejscu, mimo tego, że dopiero co weszliśmy do klasy. Usiadłam na samym końcu w rzędzie przy oknie. Będę miała sie gdzie patrzyć.
- Witaj i spadaj. - to był ten samo wkurwiający i głupi koleś co przed klasą. Serio chodzi ze mną do klasy? Poważnie!?
- A czemuż to niby? - spytałam z udawanym uśmieszkiem. Chciałam doprowadzić go do szału, wkurzyć tak, by mnie popamiętał.
- Bo to moje miejsce. - warknął pod nosem. Boże Sara! Kolejny wróg...To nie za dobrze, ale ten chłopak nie zrobi mi nic więcej oprócz głupiej gadki i tyle.
- To miejsce nie jest twoje, ponieważ teraz ja tu siedzę. - powiedziałam na prawdę wesoło i wyszczerzyłam się do niego. Jego wkurzona mina była moim trumfem i zwycięstwem.
- Weź spadaj! - powiedział do mnie i podszedł bliżej.
- Proszę pani nie mam gdzie siedzieć. Mogę tutaj? - spytałam. Ławki były jednoosobowe, więc chłopak się do mnie na bank nie dosiądzie, bo niby jak?
- Oczywiście. - powiedziała.
- Tomaszu czy masz jakiś problem? - spytała nauczycielka zwracając się do tego skurwiela. Tomek? Już nienawidzę tego imienia. Tomek pokręcił głową i usiadł w drugiej ławce. Zaśmiałam się pod nosem.
- A więc zaczynamy następny temat, ale przed tym panna Wierzgoń nam się przedstawi. Proszę kochana wyjdź na środek. - mówiła strasznie przesłodzonym głosem. Mus to mus. Wstałam i wyszłam na środek patrząc na szyderczą morde Tomka. Nienawidziałam go i mam nadzieje że sie ode mnie odczepi.
- No więc mam na imie Sara Wierzgoń. Mam 17 lat i w sumie to tyle. - powiedziałam wzruszając ramionami. Pani kiwnęła głową dając pozwolenie na wrócenie do ławki. Poszłam więc do ostatniego stolika i usiadłam na swoje miejsce. Gdy tylko pani coś gadała ja zaczynałam bawić się ołówkiem obracając go w ręku lub też patrzyłam przez okno. Zaczęłam zastanawiać się nad Wiktorią. W końcu to też jakby moja siostra, a tak na prawdę to je prawie nie znam. Niestety na razie nie będę miała szansy jej poznać, bo przeprowadziła się do swojego wuja. Bardzo chciała iść do tej szkoły i to dlatego. Nagle moje myśli zaczęły obracać się wokół Dezego. Co on w sobie takiego ma, że na widok jego miękną mi kolana, rumieńce wyskakują na twarz, a ręce zaczynają się trząść? Mam tego dość...Czasami mam ochotę pójść do niego i powiedzieć do czuję, ale kiedy tylko go zobaczę cała odwaga ulatnia się. Wreszcie dzwonek! Ugh...To dopiero pierwsza lekcja nie ma co się cieszyć. Postanowiłam zaszyć się w szatni. Poszłam do niej i tak jak myślałam nikogo nie było, być może dlatego, że w tym pomieszczeniu jest strasznie duszno. Usiadłam na ławce, a z moich oczu popłynęły łzy. Chciałam po prostu wyrzucić wszystkie swoje smutki. Nagle ujrzałam dziewczynę obok mnie. 
- Hej. - powiedziała niepewnie Martyna siadając koło mnie. Przytuliła mnie mocno. Ta dziewczyna na prawdę jest bardzo miła.
- Cześć. - odpowiedziałam ocierając łzy z policzków. 
- Może nie powinnam o to pytać, ale czemu płaczesz? - spytała z małym zmartwieniem. 
- Nikomu nie powiesz? - spytałam kłócąc się w środku ze sobą. Umysł podpowiadał by jej niczego nie mówić i by tłumić to uczucie, być może zgaśnie. Zresztą tak mówił codziennie. Niestety kiedy próbuję nie czuć nic, czuję to bardziej (masło maślane).
- Obiecuję, poza tym komu miałabym mówić? - powiedziała z uśmiechem. Widocznie była zadowolona, że chciałam się przed nią otworzyć. Pomogła mi z samego początku w tym pociągu i to nie dlatego bo jestem siostrą jej chłopaka, wtedy nawet o tym nie wiedziała. 
- No więc...Czuję coś do pewnego chłopaka, ale on ma dziewczynę. Kompletnie go nie rozumiem. Kiedy kazałam mu obiecać, że będziemy przyjaciółmi już na zawsze, on nie obiecał. Myślałam, że mnie nie lubi, ale on powiedział, że życie płata figle. Czy to jakiś znak czy się ze mnie nabija? Poza tym ciągle jest z tą dziewczyną, całuje się z nią...Nie wiem co robić. Nie wiem...Boję sie, że jeśli mu nie powiem tego co czuję to będę tego żałować, ale jeśli powiem mu prawdę i on tego nie czuje i w dodatku zniszczy sie nasza przyjaźń to też będę żałować. Nie wiem czemu to akurat on, ale jego zielone oczy są po prostu piękne tak jak on cały. Jego charakter też jest super. - te ostatnie zdania miały zostać tylko moimi myślami, ale trudno.
- Ktoś tu się zakochał w Dezym. - zaśmiała sie dziewczyna. Skąd?! Jak?! Popatrzyłam na nią pytająco, a ona rozbawionym głosem zaczęła mi tłumaczyć.
- Ma dziewczynę, jeśli nie byłby przyjacielem mojego chłopaka to pewnie nawet nie próbowałabyś go poznać no i jeszcze zielone oczy. Poza tym on do swojej dziewczyny nic nie czuje. Tak mi się przynajmniej wydaje. Sophie zdradziła mi, że ich związek był zupełnie przypadkowy. Stało się to w Warszawie. Ona przyjechała do rodziny, on tam mieszkał. - wsłuchiwałam się w każde jej słowo i nie przerywałam.
- Sophie sie w nim zakochała i udawała ideał wymarzonej dziewczyny Dezego, którą wcale nie była. Dezydery pokochał ją, bo ona udawała. Kiedy już byli razem, a Dezy przeprowadził się tutaj Soph poczuła się pewnie i przestała udawać. To widać, że miłość Dezego do niej gaśnie, ale Sophie wręcz przeciwnie. Nawet powiedziała mi, że jest o ciebie zazdrosna. Czuje się zagrożona. Ona teraz znów pewnie będzie udawać ten ideał, żeby go zatrzymać. Musisz wywołać w nim zazdrość, walczyć o niego! - powiedziała i akurat kiedy skończyła zadzwonił dzwonek. Ona poszła, a ja za nią. Poszłam w swoją stronę. Na salę matematyczną chyba. Na lekcji mieliśmy dużo teorii, więc zamyśliłam się. Myślałam nad tym wszystkim. Soph zazdrosna o mnie? Ona udawała? Dezy jej nie kocha? Muszę walczyć?! Tylko jak!?

środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 13 Szkolne problemy...

Obudziłam się dość wcześnie, bo przecie do szkoły iść trzeba! Plecak spakowany, ja ubrana, uczesana, drugie śniadanie jest, buty szkolne są, buty sportowe są! Tym razem mama Remka nas zawiozła co mi polepszyło humor, nie chciałam znów iść tą drogą co szliśmy wcześniej. Wyjątkowo miałam dobry humor.
- Widzę, że ktoś tu jest zadowolony. - zaśmiał sie Remik. Kocham go, ale to nie byłabym ja gdybym nie odpowiedziała mu jakimś brzydkim słówkiem.
- Spierdalaj. - mruknęłam uśmiechając się pod nosem. Wszystko nabrało tempa. Wszystko jest lepsze i piękniejsze, ale nie do końca...Boję się...Ja coś czuję do Dezego...To jest złe. On ma dziewczynę, chociaż przyznam, że odpowiada dwuznacznie tak jakby tą dwuznacznością chciał mi przekazać zaszyfrowaną wiadomość. Nie. To tylko moja chora wyobraźnia.
- Chodź Sara oprowadzę cię po szkole. - dopiero teraz wyrwałam się z zamyślenia. Ta jazda samochodem trwała co najwięcej trzy sekundy, to nie możliwe, że zamyśliłam się tak bardzo...Whatever. Wysiadłam z samochodu i stanęłam na przeciwko ogromnego żółtego budynku. To tu mam się uczyć. Obok mojej szkoły był drugi budynek, to była szkoła Remika, Dezego i Michała. Oprowadzanie po szkole nie było ciekawe i tak pewnie nie zapamiętam gdzie co jest. Najważniejsze, że wiem w której sali rozpoczyna się moja pierwsza lekcja.
- Muszę lecieć bo się spóźnię. - powiedział czarnowłosy posyłając mi uśmiech, po czym pobiegł do wyjścia. Usiadłam na ławce czekając na dzwonek. Dopóki mi nikt nie przeszkadza jest okey. Jest na prawdę spoko.
- Cześć. Widzę, że jesteś nowa. Jestem przewodniczącą szkoły i mam na imię Jolanta Szenk, miło mi, że przyszłaś do naszej szkoły. - zobaczyłam blondynkę w okularach, które były tylko na pokazówę. Od razu było widać, że to zerówki. Na jej mordzie zobaczyłam więcej tapety niż na ścianie w moim pokoju. Jej głosik był taki słodki, że chciało mi się rzygać. Po prostu żenadix jak to mówi Mulciak.
- Nie miło cię poznać. Nie obchodzi mnie to, że jesteś przewodniczącą, po prostu się odczep ok? - spytałam retorycznie. Niech wypierdala kurwa! Nie zamierzam wdawać się w przyjaźnie z sztuczną laską.
- Saro ja tu rządzę, więc lepiej uważaj. - powiedziała parskając śmiechem. Jak przywalę jej w ryj to już taka rozbawiona nie będzie!!!
- Nie mam zamiaru uważać na osobę twojego pokroju. Jesteś pustakiem, więc nie mam się czego bać! - odpowiedziałam jej z satysfakcją na twarzy. Każdy z uczniów przyglądał się naszej rozmowie. Niech się odpierdolą! Co ludzie nie macie się na co patrzeć!?
- Uważaj sobie, mnie sie nie obraża. - gówno mnie to obchodzi. Już chciałam do niej podejść, ale ktoś odciągnął mnie od niej. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować byłam już w szatni.
- Ja pierdziele! Mogłam jej przywalić! - powiedziałam oburzona patrząc na tego kto mnie tu zaprowadził.
- Sara ja wiem, że nie lubisz sobą pomiatać, ale lepiej odpuść. to suka jakich mało. Jeśli ktoś będzie stawał jej na drodze to ma przerąbane i ty też już masz. - to była ta dziewczyna z pociągu...Jak ona miała?! Magda...Marlena? Nie! Martyna!!
- Nie zamierzam jej odpuścić. - powiedziałam twardo.
- No dobra...Tak w ogóle to miło cię znowu widzieć. - uśmiechnęła się w moją stronę. Jej uśmiech był szczery nie tak jak tamtej laski. Nie miałam najmniejszej ochoty jej odpowiadać, ale w szkole nie można mieć tylko wrogów, dobrze jest mieć kogoś kto zna tą szkołę i nie jest pustakiem z tapetą na mordzie!
- Ta mi też miło. - odpowiedziałam trochę bez przekonania.
- Jak tam ci się układa? Mam nadzieje, że Remik o ciebie dba. - powiedziała. W sumie to nie wiem czemu tak źle sie wobec niej zachowuje. Jest bardzo miła i widać, że chce sie ze mną zakolegować...Chyba...
- Jest okey, a Remek jest bardzo dobrym bratem. - postanowiłam być dla niej miła. Może wreszcie wrócę do starej mnie sprzed laty i przestanę udawać wredną dziewczynę, chociaż i tak ta moja wredota zostanie...Stare nawyki trudno wykorzenić.
- Cieszę się. Muszę już iść, bo obiecałam, że spotkam się jeszcze ze znajomą, chce spisać ode mnie lekcje, więc jest to sprawa, którą trzeba szybko załatwić. Mam nadzieję, że się dzisiaj spotkamy jeszcze. - powiedziała uśmiechając się. Wyminęła mnie, a ja odprowadziłam ją wzrokiem widząc jak macha do mnie. Odmachałam jej i uśmiechnęłam się pod nosem. Poszłam pod klasę i czekałam na dzwonek. W duchu miałam nadzieje, że nikt mnie nie zaczepi, ale nadzieja jest matką głupich.
- Witaj piękna jak ci na imię? - szatyn usiadł obok mnie. Był wysoki, umięśniony, przystojny, miał uroczy uśmiech i mocne rysy twarzy...Kompletnie nie mój typ...Patrząc w jego czarne oczy pomyślałam o tym, że Dezy ma sto razy ładniejsze...Mają zielony kolor, a przy źrenicach są brązowe...Jak ja to zapamiętałam!? Zazwyczaj nie pamiętałam takich rzeczy.
- Odpierdol się okey? Nie jestem tak jak wszystkie laski, które wzdychają na twój widok, więc spadaj!! - krzyknęłam na niego, a on sie tylko tryumfalnie uśmiechnął. Ja pierdziele niech stąd się wynosi!!
- Ależ ty niedostępna. - zakpił ze mnie. Zaczęłam się zastanawiać ile dziewczyn przede mną podrywał. Pewnie było tak już z milion.
- Nie jestem niedostępna po prostu jesteś kolejnym bezmózgim idiotą, który ślini się na widok co drugiej blondynki z wielkimi balonami i tapetą na mordzie! - wygarnęłam mu to co myślałam.
- Ale i tak ci się podobam. - powiedział, a ja spojrzałam na niego zdenerwowana.
- Ale słodko wyglądasz kiedy sie złościsz. - O nie!!!! Tego za wiele!
- Ja słodka!? Spierdalaj stąd zanim dostaniesz moją nogą w klejnoty! - powiedziałam. On na prawdę działał mi na nerwy i serio miałam ochotę kopnąć go w tamto miejsce...
- E tam. Dziewczyny są miękkie i słabe. Nie lubią krzywdzić innych. - stwierdził. Wstałam i kopnęłam go z całej siły w tamto miejsce. On zwinął się z bólu.
- Pożałujesz tego. - powiedział krzywiąc się.
- Jakoś mam to w dupie! - powiedziałam i nagle zadzwonił dzwonek. Cała roztrzęsiona i wkurzona weszłam do sali.

środa, 28 października 2015

Rozdział 12 Tajemnice

"Bo wiem, że tobie mogę ufać" jego słowa mnie zaskoczyły...Jest z Sophie może z jeden rok i on jej nie ufa!? Zamiast tego on ufa dziewczynie, która wprowadziła się z jakiś tydzień temu?! Do domu wróciliśmy w ciszy, każdy zajęty był swoimi myślami...Ale mimo to, że tylko szłam obok niego sprawiało mi radość...Dezy otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
 - Co wam się stało!? - nasi rówieśnicy zaczęli zadawać mnóstwo podobnych pytać. Czułek przedstawił im w skrócie co sie stało, ale nie mówił o tym miejscu, po prostu zmyślił jakąś tam historyjkę. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę ze sobą,a potem Michał, Dezy i Sophie musieli wracać. Zostałam sama z Remkiem.
- Co się stało wtedy co byliście z Czułkiem? - spytał czarnowłosy z uśmiechem.
- To co Czułek ci powiedział. Nie słuchałeś? - spytałam znudzona widząc, że ten temat tak szybko się nie skończy...
- Nie znam Dezego od wczoraj, żeby nie skapnąć się, że kłamał. - odpowiedział i się zaśmiał widząc moją minę.
- Mówił prawdę. - powiedziałam z naciskiem. Nie lubiłam takich rozmów.
- Nie mówił. - stwierdził
- Mówił. - uparłam się
- Udowodnij. - powiedział szybko. Ja mam go dość!!
- Zamknij się! - krzyknęłam nie mając nic na obronę i zanim zdążył cokolwiek zrobił pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. To jest tak spieprzone!! Jestem przy nim, ale jednocześnie jestem gdzieś daleko od niego...To jest jak jakiś pojebany film!! Film być może bez szczęśliwego zakończenia...
- Mogę wejść? - usłyszałam głos za drzwiami...Nie odpowiedziałam...Drzwi się otworzyły. Nie musiałam patrzeć by wiedzieć kto to. Poczułam jak koło mnie zapada się łóżko.
- Przepraszam. - powiedział chłopak siedzący obok mnie. Za co mnie przeprasza? Nagle poczułam jak mnie obejmuje, bez słowa odwzajemniłam uścisk. Remek być może czasami jest wredny, ale umie być również kochającym bratem...
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co? - zdziwił się chłopak głaszcząc mnie po włosach.
- Za to, że jesteś. - odpowiedziałam, a jego twarz jakby weselsza uśmiechała się w moją stronę.
- Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko? - spytał. Szczerze to nie wiem...
- Nie. - odpowiedziałam.
- Może po mnie nie widać, ale umiem dochować tajemnicy. Zaufaj mi. - miał rację, może powinnam się komuś wreszcie zwierzyć? Komuś zaufać...
- No więc... - zaczęłam jednak Remik przerwał mi.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz... - no dzięki! Ja chcę, ale się boję! Zaryzykować? Przecież Remek to też człowiek, też popełnia błędy...
- Przysięgasz, że nikomu nie powiesz? - spytałam niepewnie. Obserwowałam jego twarz uważnie i od razu wiedziałam, że nie powie...
- Przysięgam na mały palec. - uśmiechnął się ponownie. Opowiedziałam mu wszystko dosłownie...Opowiedziałam co czuję przy jego przyjacielu, opowiedziałam co się ostatnio działo, nawet powiedziałam, że Dezy pokazał mi to tajemnicze miejsce, ale to nie znaczy, że wydałam gdzie to miejsce jest.
- To jest jak jakiś pojebany film...Wiem, że nigdy z nim nie będę, nie zrobię tego mojej najlepszej przyjaciółce...Nie mogę. - zakończyłam. Oczy moje były pełne łez. Chłopak przytulił mnie.
- Uważaj bo twoja okazja przeminie, twoje marzenia spełnią się... - powiedział. Nie miałam pojęcia co to znaczyło, a to dlatego, bo wtedy nie wiedziałam, że Dezy również zdradził Remkowi tajemnicę...

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 11 Będę chora!!


Kiedy wszyscy już się obudzili zrobiliśmy sobie tosty, które znikły z prędkością światła. Dzisiaj sobota! Juhu! Nie trzeba iść do szkoły.
- Saro mogę cię na chwilę zabrać na spacer? - spytał. Zachowywał się dziwnie. Zgodziłam się czemu nie?
- Słuchaj... - zaczął kiedy byliśmy już z parę metrów od domu. Liście spadały, a wiatr delikatnie podnosił moje włosy. Czekałam zniecierpliwiona, aż Mulciak powie to co chce powiedzieć.
- Kiedy dzisiaj rano Czułek i Soph się pocałowali, to ja nie spałem i ty płakałaś...Czy chodzi o Czułka? Czy on jet tą osobą, w której... - zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
- Zamknij się! - krzyknęłam, a z moich oczu poleciały łzy. Stanęłam w miejscu. Nie mogłam iść dalej.
- Przepraszam. - powiedział Michał. Przytuliłam go...Czemu to takie skomplikowane! Ohh! A wy mieliście tak? Mieliście tak, że kiedy ta osoba, która wdaje ci się tym jedynym, przechodzi obok, powie coś, lub przytuli to przechodzą przez was dreszcze, rumienicie się i czujecie coś co łamie wam serce, bo nie możecie z tą osobą być? Bo nie jest "my" tylko cały czas jest "ja". Chciałabym odciąć się od całego świata. Co ukrywać?! Zakochałam się! Dokładnie tak! Przyznaję, że się zakochałam! Kocham jego charakter, wygląd...Kocham wszystko w nim...Co poradzić?! Miłość jest ślepa! Jest tak ślepa, że...Nieważne każdy wie o co chodzi!
- Michał powiedz mi czemu miłość jest tak ślepa i łamie mi serce? - spytałam zdławionym głosem.
- Być może dlatego, bo wie, że jesteś silna i to wytrzymasz...I myślę, że to nie tylko ty się zakochałaś. - w tej chwili zaczęłam się bać. Czyżby Multi się zakochał?
- A kto jeszcze? - spytałam dla upewnienia się.
- Dezy. - odpowiedział bez zastanowienia. No tak przecież on kocha Sophie.
- No on się zakochał w Soph. - odpowiedziałam.
- Nie do końca. - powiedział tajemniczo wcale mi tego nie ułatwiając. Cały czas stałam przytulona do niebieskookiego.
- Jak to? - spytałam, jednak on nie odpowiedział. Postanowiłam dać sobie spokój.
- Możemy już wrócić? - poprosiłam. Chłopak się zgodził. Otworzyłam drzwi, a tam?! Wszyscy leżeli na podłodze. Mieli na rękach jakieś dziwne znaki.
- Remek obudź się! - krzyczałam szarpiąc go...To nie pomagało nie budził sie...Co jest do cholery!? Spojrzałam bezradnie na Michała, a przynajmniej chciałam na niego spojrzeć, jednak jego nie było. Co się dzieje!? Nagle jakiś facet z maską wylazł zza ściany. Ja na prawdę się bałam. Stałam jak sparaliżowana...Nie mogłam złapać tchu. Myśli płynęły tak szybko, że nie nadążałam. Co się dzieje!? Moja psychika nie wytrzymała. Nie byłam świadoma tego co robię. Nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie.
- Gdybyś zobaczyła swoją minę! - powiedział facet z maską....Zaraz!! Multi!!!!!??? Nagle wszyscy wstali z podłogi...To było wredne i chamskie, nawet dla mnie! Patrzyłam na wszystkich ze zdezorientowaniem. Ich to śmieszyło. Śmiali się ze mnie...
- Jak wy mogliście!? - krzyknęłam, a łzy poleciały mi z oczu.
- To tylko żart. - powiedział Remek z uśmiechem i chciał mnie przytulić, ale odepchnęłam go od siebie.
- Ty pedale! Idioto! Debilu! Szmato! Gównie jeden! Ciekawe co ty byś zrobił gdybym ja udawała, że nie żyje! - krzyknęłam ze łzami w oczach. On wzruszył ramionami..
- No tak jasne! Zapomniałam, nikt mnie nie chce! Nie potrzebuje! Jestem ciężarem dla was prawda!? Czemu wszyscy moi przyjaciele zawsze okazują się fałszywi! Musieliście mi to zrobić!? Nienawidzę was! - no dobra może trochę przesadziłam, ale byłam wtedy targana emocją gniewu. Odsunęłam Michała ręką żeby przejść. Nagle znów ktoś mi zagrodził drogę. Nie patrząc kto to z całej siły go odepchnęłam, jednak cała drżałam z emocji i nie miałam tyle siły. On złapał mnie za nadgarstki. Poczułam miły dreszcz. Spojrzałam na jego twarz. No tak to znów ten zielonooki pacan, bo kto by inny?! Próbowałam się wyrwać, ale ten nagle wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę drzwi wyjściowych.
- Puść mnie! Zostaw mnie! Debilu! - to były ciągle powtarzające się słowa z moich ust.  Nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy w lesie. Wtedy mnie postawił.
- Co ty robisz!? - wydarłam się na niego.
- Ratuję cię przed smutkiem, płaczem i samotnością? - powiedział pytająco.
- A może mi to jest potrzebne!! - odpysknęłam ze złością. Nie chciałam mu pokazać, że przez jego oczy mu ulegam, że wtedy rozpuszczam się! CO?!
- A może potrzebny jest ktoś kto cię pocieszy? - odpowiedział...Może ma racje...Spojrzałam w jego oczy i znów się w nich rozpłynęłam...
- Chodź! - powiedział i zaczął biec w głąb lasu. Chwilke się zastanawiałam ale pobiegłam za nim... Nagle chłopak skręcił w lewo prosto w krzaki. Mam zrobić to samo? Przejść przez te rośliny. Zrobiłam to...Za ty gąszczem było jeziorko!! Ale było ukryte! Szukałam wzrokiem mojego przyjaciela, ale nigdzie go nie było. Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi...Dezy wziął mnie na ręce i kręcił się ze mną.
- Puść mnie! - krzyknęłam, jednak wcale tego nie chciałam. Zaczęłam się śmiać...Nie uwierzycie co ten debil zrobił!!?? Ten *****************! Potknął się i wpadliśmy do jeziora!!! On to zrobił specjalnie!!! Szybko wynurzyłam sie z wody zaczerpując powietrza. Czułek już wychodził na brzeg.
- Ty chciałeś mnie kurwa utopić!!!!!!???? - krzyknęłam kiedy wyszłam. Zimny wiatr sprawiał, że zaczęłam kichać...Nie!!! Będę chora!!
- Masz. - powiedział Dezy dając mi bluzę...A on jemu nie będzie zimno? A chuj mu w dupę! Sam to zrobił i naraził mnie na przeziębienie! Zabrałam, a wręcz wyrwałam mu szybko bluzę ze złością w oczach i szybko ją założyłam. Był zachód słońca. Liście i tak już kolorowe stały się jeszcze bardziej piękne niż wcześniej...To miejsce było piękne. Dezy widząc moje błyszczące oczy zaczął mówić.
- Znalazłem to miejsce z rok temu, nikt o nim nie wie oprócz mnie noi ciebie. - powiedział...Jak to?! Czemu pokazał to miejsce mi, a nie swojej dziewczynie?
- Czemu pokazałeś mi to miejsce? - spytałam niepewnie.
- Bo wiem, że tobie mogę ufać. - taka zwykła odpowiedź, a jak dużo wtedy dla mnie znaczyła....

sobota, 3 października 2015

Rozdział 10 Mówię ci zakochałaś się....

 Oczami Sary(tak jest mi pisać wygodniej)
Najpierw podeszła do mnie Sophie.
- Dobrze, że nic ci nie jest. - powiedziała z uśmiechem i mnie przytuliła, potem podszedł Mulciak i również mnie przytulił.
- Mówię ci....Zakochałaś się. - powiedział mi na ucha, a ja się zarumieniłam. Kątem oka spojrzałam na Dezego...Sophie siedziała obok niego, a raczej wtulona w niego...Ech...Czemu to jest tak skomplikowane?! Z zamyśleń wyrwał mnie Remek.
- Nawet nie tęskniłem. - powiedział i się zaśmiał, po chwili przytulił mnie unosząc do góry.
- Tak na prawdę bardzo tęskniłem. - powiedział szeptem, a ja  uśmiechnęłam się z satysfakcją..Miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi.
- Obejrzymy jakiś film? - spytał Czułek, a wszyscy przystali na tę propozycję.
- To może gra o tron? - spytał patrząc na wszystkich.
- Nie! - odpowiedzieli wszyscy chórem, oprócz mnie...Lubiłam ten film, a raczej serial.
- Czemu!? - spytał Dezy z miną smutnego szczeniaczka.
- No właśnie to jest fajne. - powiedziałam stając po jego stronie.
- Saro to jest jego ulubiony serial, każdy odcinek obejrzeliśmy już po tysiąc razy! - powiedział Remek i usiadł na kanapie. Wszyscy poszli w jego ślady, jednak nie wszyscy zmieścili się na kanapie. Ja, Remek i Dezy z Sophie na kolanach się zmieściliśmy, a Mulciak siedział przede mną na podłodze, opierając się o jak to się nazywa? Podstawę kanapy? Chyba może być...Tak więc Mulciak siedział na podłodze oparty o podstawę kanapy, przez co musiałam mieć nogi na meblu, bo kopałabym go. Remek włączył pilotem cda, oczywiście co wybrał? Horror...W sumie to spoko, lubię takie filmy. W połowie Sophie usnęła chyba była zmęczona, przez swoje krzyki i płacz...Na prawdę się bała. Blondyn odniósł dziewczynę do mojego pokoju i wrócił z powrotem, jednak jego miejsce było zajęte.
- Podsiadłem cie! - zaśmiał się Michał. Dezy wzruszył ramionami i położył się na naszych kolanach, równocześnie wszyscy go zrzuciliśmy.
- No dobra już, dobra. - powiedział z śmiechem broniąc się i usiadł przede mną, tak jak niedawno siedział Michał. Przez moje ciało przeszły dreszcze...Takie przyjemne...Patrzyłam na jego włosy, aż chciało by się je poczochrać.. O czym ty myślisz!!?? Krzyknęłam na siebie w myślach i próbowałam skupić się na filmie, jednak nie mogłam...Moje myśli mi nie pozwalały. Czemu on nie może obiecać, że będziemy przyjaciółmi już zawsze? Boi się, że złamie obietnicę czy co? Nagle Dezy wstał i "delikatnie" zwalił śpiącego Michała i Remka na ziemię. Sam rozwalił się na kanapie przewieszając nogi przez oparcie, a głowę kładąc tuż obok mnie, lecz chyba coś mu nie pasiło, bo się wiercił.
- Mogłabyś przysunąć się bliżej? - spytał. Przysunęłam się, a on położył swoją głowę na moich kolanach...
- Ładnie mnie tak wykorzystywać? - spytałam w żartach.
- Tak. Masz wygodne kolana. - odpowiedział z uśmiechem. Postanowiłam poruszyć mniej bezpieczny temat.
- Czemu nie możesz mi obiecać? - spytałam, a jego twarz zrobiła się poważna. Nie lubiłam tego, wtedy nie był sobą...
- Czego? - udaje, że nie wie...Widocznie chce ominąć ten temat! O nie!
- Czemu nie możesz mi obiecać, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytałam cierpliwie..Zaraz co?! Ja cierpliwa? Wyprowadzka tutaj rzeczywiście była dobrym pomysłem.
- Ponieważ życie lubi czasem coś namieszać, czy przekręcić. - odpowiedział, wcale nie wyjaśniając moich myśli.
- Ale co takiego może namieszać? - drążyłam temat...Musiałam wiedzieć! To jest moja wada...Ciekawość.
- Nie wiem. - odpowiedział. Ale on wiedział...On bardzo dobrze wiedział, tylko nie chciał powiedzieć...Dałam spokój kiedy chłopak zmienił temat i zaczęliśmy gadać o śmieszniejszych rzeczach...W końcu i on padł...Usnął na moich kolanach...Jak on mógł!!! I co teraz będę tak musiała siedzieć bez ruchu, by go nie obudzić!? Zapowiada się dłuuuga noc. Patrzyłam na niego, takiego spokojnego...Nagle przewrócił się na drugą stronę i przytulił do mnie...O boże!! Co ja mam zrobić?! Moje serce przyśpieszyło. Mój oddech był szybki. Popatrzyłam na niego jeszcze raz i mimowolnie się uśmiechnęłam...W końcu ja też usnęłam.
- Pobudka!!! - krzyknął ktoś. Otworzyłam oczy i spojrzałam na krzyczącą dziewczynę. To była Wiki. Popatrzyła na mnie i zaczęła się śmiać.
- Co? - spytałam zaspana.
- Ten to dopiero się do ciebie przylepił. - powiedziała tylko, a ja od razu przypomniałam sobie o zielonookim chłopaku, który ciągle był do mnie przytulony. Udałam, że jestem zdziwiona i szybko go zrzuciłam...Tak wiem to było chamskie, ale lepiej żeby wszyscy myśleli, że spaliśmy i nie wiedzieliśmy co robiliśmy...Tak wiem to zabrzmiało zboczenie...Trudno...
- Co się stało? - spytał zdziwiony zwracając się do mnie.
- Zrzuciłam cie, bo się we śnie do mnie przylepiłeś. - powiedziałam. On miał minę typu: Ale przecież ty o tym wiedziałaś...W końcu leżałem na twoich kolanach...Kiedy już miał coś powiedzieć, szybko puściłam mu porozumiewawczo oczko...
- Na prawdę? Sory. - powiedział udając zdziwienie... Uff...
- Dobra gołąbeczki czas obudzić resztę...Dezy idź obudź Sophie...Na serio nie wiem jak ty ją budzisz... - powiedziała dziewczyna.
- To proste...Masz jakieś wiadro? - spytał, a Wiki podała mu wiadro. Dezy znikł za drzwiami łazienki, a po chwili wyszedł.
- Sari sory, ale trochę zamoczę ci łóżko. - powiedział i zaczął pędzić na górę.
- AAAAAAAAAAA!!!! - usłyszeliśmy głos mojej przyjaciółki po chwili. Zobaczyłam jak Czułek zbiega po schodach. Nagle schował się za mną, łapiąc za ramiona i wyglądając co chwila, goniła go Soph cała mokra. Była wściekła. Popatrzyła na mnie, a raczej na osobę która była za mną i zaczęła iść w tą stronę.
- Nie zabijaj mnie. -  błagał Dezy.
- Kiedy indziej się zemszczę. - odpowiedziała z uśmiechem. Wzięła Czułka za kołnierz bluzki i przyciągnęła do siebie całując namiętnie. Czułek to odwzajemnił i złapał ją za biodra, ja z zaszklonymi oczami odwróciłam wzrok i kucnęłam, udając, że chcę po prostu obudzić Michała. Czemu to tak boli!?
- To obrzydliwe. - skomentowała Wiki, a oni oderwali się od siebie z rumieńcami.
- Dobra budźmy resztę. - powiedziała Soph.
- Mam pomysł! - powiedział Dezy i już miał iść do łazienki, ale moja przyjaciółka go zatrzymała.
- To, że ja ci wybaczyłam to nie znaczy, że oni też ci wybaczą...Jeśli obudzisz ich tak jak mnie to jesteś martwy. - ostrzegła ciemnooka, a Dezy przyznał jej rację. Miałam ochotę teraz się wydrzeć i na szczęście mogłam to zrobić. Powiedziałabym, że chciałam po prostu obudzić chłopaków i nikt nie skapnął by się, że tak na prawdę krzyczę po coś innego...Wstałam od Michała udając, że ziewam i dlatego mam zaszklone oczy.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!! - wydarłam się i wszyscy od razu wstali.
- Pali się!? - krzyknął wkurzony Remek, a ja się tylko zaśmiałam.
-------------------------------------------------
Pisałam ten rozdział 3 razy, bo mi się nie podobał, ale i tak wyszło gówno...No trudno...Pisać komy!

sobota, 26 września 2015

Rozdział 9 Nie mogę tego obiecać.

Biegła przed siebie...Wiedziała, że wszyscy będą ją gonić, dlatego skręciła w boczną uliczkę i zaczęła biec lasem zbaczając z dróżki i zagłębiając się w drzewa...Nie mogli jej widzieć...tu nikt jej nie znajdzie, jednak na wszelki wypadek wspięła się na drzewo i została na grubej gałęzi....Wspięła się bardzo wysoko i tak szczerze to nie miała pojęcia jak stąd zejść....najgorsze było to, że miała lęk wysokości.
- Idiotka. - powiedziała do siebie. Zaczęła się wiercić chcąc opracować bezpieczną trasę do zejścia i wtedy usłyszała trzask...Trzask drewna...Trzask tej gałęzi, na której siedziała. Czuła, że niedługo gałąź się załamie. Serce podeszło jej do gardła, a z oczu leciało coraz więcej łez. Znów usłyszała trzask.
- AAAA! - zaczęła krzyczeć. Gałąź się nie załamała...Na szczęście. Sara siedziała na niej okrakiem nie wiedząc co zrobić. Słyszała, że w drewnie cały czas coś trzeszczy.
- Sara gdzie jesteś?!! - ledwo to usłyszała, ale jednak!! Być może jej przyjaciele usłyszą ją!!
- Kuźwa skąd mam to wiedzieć!!! Jestem na jakimś drzewie i zaraz spadnę!! - odkrzyknęła coraz bardziej się bojąc. Była blisko załamania nerwowego. Gałąź załamała się..
- AAA!! - krzyknęła Sara spadając, jednak udało jej się złapać, którejś gałęzi. Była w strasznym szoku, jednak jak najmocniej trzymała się chropowatego drewna...jednak i tak w końcu spadnie.
- Sari!! - krzyczał ktoś. Rozpoznała, że był to głos Dezyderego i że był gdzieś blisko.
- Tutaj!! - krzyknęła jak najgłośniej potrafiła. Ręce strasznie zaczęły ją boleć. Nagle zobaczyła pod sobą Dezego.
- Boże Sari!! Trzymaj się już po ciebie idę! - krzyknął zrzucając z ramion plecak na ziemię i podbiegając do drzewa.
- Nie wytrzymam. - powiedziała blondynka.
- Wytrzymaj, proszę cię...Jeśli się puścisz to gałęzie porozcinają ci skórę... - powiedział wysilając się na spokojny ton. Miał rację..Sara już miała rozciętą skórę w niektórych miejscach, ale gdyby się puściła byłoby jeszcze gorzej. Dezy był tuż pod nią.
- Puść się! Ja cię złapię! - powiedział, jednak dziewczyna za bardzo się bała.
- A co jeśli nie złapiesz? - spytała dziewczyna pełna obaw.
- Obiecuję, że cię złapię...Nie mogę wejść tam do ciebie, bo ta gałąź się złamie i oboje spadniemy. - powiedział spokojnym tonem. Dziewczyna ufała mu i puściła się.
- AAA! - krzyczała, jednak po chwili było po wszystkim. Chłopak trzymając ją zszedł z drzewa. Kiedy byli na dole Sara przywarła do chłopaka i zaczęła płakać...Słyszała jak jego serce szybko bije...
- Już dobrze...Jesteś na dole...Jesteś bezpieczna. - szeptał jej do ucha.
- Chodź...Odnajdziemy resztę i wrócimy do domu opatrzyć ci rany. - szepnął po dłuższej chwili. Niebieskooka już się uspokoiła, mimo to Dezy i tak wziął ją na ręce.
- Puść mnie! Mam nogi i sobie poradzę. - powiedziała...Nie chciała mu pokazywać, że jest słaba.
- Nigdy cię nie puszczę...Księżniczko. - odpowiedział...Praktyczne przez całą drogę się kłócili o to żeby ją puścił, ale nie zrobił tego...Była niesiona do końca i szczerze to było dla niej wygodne. Byli już w domu Sary i dopiero teraz chłopak przypomniał sobie o Sophie, Remku i Michale, którzy szukali Sary w lesie...Szybko wysłał im SMS'a, że Sara jest w domu.
- Obiecujesz, że już zawsze będziemy przyjaciółmi? - spytała blondynka...Może i czuła coś do niego, ale on był z Sophie, a ona nie miała zamiaru im tego  psuć.
- Nie mogę tego obiecać. - powiedział po dłuższej chwili. Sarę to bardzo zdziwiło ale nie zdążyła się zapytać o co chodzi, bo do domu wparowali Remek, Sophie i Mulciak.