Sara właśnie wracała z policji...Powiedziała wszystko...Jak na razie opiekę powierzono jej tacie, więc była prawie zadowolona...Gdyby jeszcze pozbyła się tych głupków....Przez całą drogę powrotną patrzyła w okno...Patrzyła jak ludzie wkurzają się na dzieci, które skaczą po równiutkich górach liści...Uśmiechnęła się do siebie. Był to zabawny widok. W końcu dojechała. Wyszła z samochodu i zauważyła, że strasznie się ściemniło. Kiedy weszła do środka ciepłe powietrze buchnęło w jej buzię. Zrzedła jej mina kiedy wchodząc po schodach do swojego pokoju usłyszała krzyki Michała, Remka i Dezyderego...Widocznie wrócili już z Wesołego Miasteczka, ale nie dziwiła im się, bo ile czasu można siedzieć na karuzeli? W sumie to nie wiedziała...Jeszcze nigdy nie była w takim miejscu. Dziewczyna miała iść do swojego pokoju, jednak coś zmusiło ją by zajrzeć do chłopaków. Podeszła po cichu na palcach do drzwi i uchyliła je lekko. Wszyscy siedzieli na podłodze grając w coś na konsoli...
- O Sara! - ucieszył się Michał. Dziewczyna zarumieniła się, jednak szybko się opanowała.
- Czego chcesz? - spytała spoglądając na niego. Po chwili głowy Remka i Deziego też odwróciły się w jej stronę.
- Chciałabyś zagrać? - spytał Remik.
- Nie dzięki...Jakoś nie ciągnie mnie do tych waszych nie mających sensu gierek...Poza ty nie umiem grać. - odpowiedziała i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Trochę żałowała, że się nie zgodziła...W końcu wyładowała by emocje w tej grze i może nawet trochę rozluźniła. Nagle te same drzwi, którymi przed chwilą trzasnęła otworzyły się. To był Michał. Czego on chciał?
- Na pewno nie chcesz...Nauczymy cię. - powiedział przechodząc obok niej.
- Odwal się! - powiedziała ze złością.
- To znaczy tak czy nie, bo ja nie rozumiem? - spytał uśmiechając się. Dziewczyna spojrzała w jego oczy czego nie robiła za często...Miał takie ładne niebieskie patrzałka.
- Ej halo? - powiedział wybudzając ją z transu. Mrugnęła kilka razy i poprawiła sobie grzywkę...
- No dobra zagram... - zgodziła się udając nie chęć.
- To fajnie! - idź do pokoju, a ja zaraz dołączę. Powiedział i pokierował się do łazienki. Blondynka weszła do pokoju i usiadła obok Dieziego...On wydawał jej się trochę bardziej normalniejszy niż Remek.
- O jednak przyszłaś! - powiedzieli z uśmiechem.
- Nooo. - odpowiedziała. Dezy dał jej swojego kontrolera i zaczął tłumaczyć o co chodzi w grze i jak sterować...
- Czyli ten kto zabije wszystkich wygrywa? - spytała.
- Tak. - odpowiedział ciemnowłosy. Po chwili Michał też dołączył i rozgrywka się zaczęła. Sara bardzo dobrze się bawiła i tak samo jak chłopaki zaczęła się drzeć i śmiać.
- Wygrałam!!! - wydarła się.
- Wow. - powiedział Michał pod wrażeniem.
- To co teraz robimy? - spytała Sara znudzona grą...Kompletnie zapomniała o tym jaka na prawdę jest...Czyli jest wredna! Chłopaki wzruszyli ramionami.
- Gdzie mieszkacie? - spytała zwracając się do Michała i Dezyderego...Ciekawiło ją to..
- Ja mieszkam w miejscowości obok. - odpowiedział Multi.
- Ja mieszkałem w Warszawie, ale ze względu na to, że mieszka tu moja druga połówka przeprowadziłem się tutaj. - odparł Czułek... Sara pomyślała, że jego dziewczyna pewnie jest wymalowaną laską, która jest z nim tylko ze względu na jego popularność, jednak się myliła.
- A ja mieszkam tu. - zaśmiał się Rezi.
- Wiesz ja mieszkam obok pokoju takiego jednego debila, który nie umie żartować. - powiedziała i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Ale ci pojechała! - powiedział Multi. Remik spojrzał na Sarę. Ona puściła mu oczko, a on jeszcze bardziej się wkurzył.
- Remi nie denelwuj się. - powiedziała przesłodzonym głosikiem.
- Denerwowanie się szkodzi urodzie, a patrząc na ciebie stwierdzam, że bardzo dużo się denerwowałeś. - powiedziała i wszyscy znów wybuchnęli śmiechem...No oprócz Reziego.
- Stwierdzasz, że jestem brzydki? - spytał ze zdziwieniem, jednak po chwili się opanował i stwierdził, że nie ma się co z nią kłócić..Już jeden raz dostał poduszką w łeb i wołał tego nie powtarzać.
- Dobra...Idę po picie chcecie też? - spytał. Wszyscy pokiwali głowami i po chwili już go nie było.
- W sumie fajnie się z tobą pośmiać. - powiedział Michał, a Dezy przytaknął.
- Dzięki. - odparła. Po chwili Rezi przyszedł z tacą ze szklankami z piciem. Wszyscy wzięli po jednej. Remik pomyślał, że mógłby się odpłacić za te jej dowcipy...Oczywiście nie chciał jej zrobić nic złego, tylko zażartować. Udał, że się potknął i że niby "niechcący" wylał sok na Sarę.
- Ej!! Idiota! - krzyknęła i wylała swój sok na Remika.
- To nowa koszulka! - powiedział ze śmiechem.
- Mogę to pożyczyć? - spytała Sara podchodząc do Michała. Nie czekając na odpowiedź wzięła jego sok i wylała go Remkowi na spodnie.
- O posikałeś się! - krzyknęła i znów wszyscy zaczęli płakli ze śmiechu...Oczywiście prócz Remka, który poszedł do łazienki się przebrać.
------------------------------------------
Czyżby nasza Sara polubiła chłopaków, a szczególnie Michała?
gh
środa, 26 sierpnia 2015
wtorek, 25 sierpnia 2015
Rozdział 4 Jutro o tej samej godzinie, w tym miejscu!
Kiedy popołudniowe promienie słońca wpadały do pokoju Sary obudziła się. Zaskoczona usiadła na łóżku i poprawiła sobie bluzkę.
- Jednak trochę pospałam. - powiedziała przeciągle. Przeciągnęła się i wstała z łóżka... Była leniem, ale jakoś nie chciało jej się leżeć bezczynnie w łóżku. Podeszła do jeszcze nie wypakowanych ubrań, które gniotły się w torbie i wyjęła rurki, sweterek z 3/4 rękawkami i poszła do łazienki. Wzięła dłuuugą kąpiel.
- Saro jesteś!? - krzyknął ktoś za drzwiami. Była to jej mama? Można chyba ją tak nazwać.
- Tak, a co? - odpowiedziała wlewając jeszcze więcej płynu do kąpieli. Po raz pierwszy była tak odprężona.
- Dzisiaj o szesnastej jedziemy na policję. - powiedziała. Sara nie chciała tam jechać, ale i tak prędzej czy później będzie musiała, więc po co to odkładać. O jakiejś czternastej wyszła z wanny, wytarła się i założyła ubrania, które wcześniej przyniosła. Stanęła przed lustrem i związała włosy w kitkę. Miała jakieś dwie godziny do spotkania z policją, więc postanowiła się przejść. Tym razem świat wydawał jej się jakby trochę lepszy. Zimny wiatr wymazał jej parę wspomnień...To dziwne uczucie...Uczucie jakby szczęścia? Było jej tu dobrze, ale nie mogła nikomu zaufać...Bała się, że ktoś ją skrzywdzi, że ludzie nadal są tacy jak ona myśli... Szła dalej, a liście szeleściły pod nią. Zobaczyła ławeczkę. Usiadła tam...Zaczęła myśleć. Wspomnienia znów wracały. Dziewczyna spuściła głowę w dół, a słone łzy powoli spływały po jej buzi. Nagle ktoś do niej podszedł...Ktoś kto sprawiał, że Sara się uśmiechała. Blondynka spojrzała na tego kogoś.
- Sara? - spytała zdziwiona dziewczyna patrząc na Sarę. Blondynka nie wiedziała o co chodzi. Przymrużyła oczy przyglądając się uważnie. Spojrzała na jej oczy... Tak bardzo znajome, wesołe oczy. Wiedziała już kto to był. Wytrzeszczyła oczy.
- Sophie! - krzyknęła Sara podnosząc się. Kiedy miały po 13 lat zaprzyjaźniły się. Tylko Sophie umiała sprawić, że na buzi Sary pojawiał się uśmiech. Rok przyjaźni później blondynka jak zwykle szła do domu Sophie. Dom był zamknięty, więc zajrzała przez okno z nadzieją, że zaraz ujrzy uśmiechniętą Sophie...Niestety zobaczyła tam całkowicie puste pomieszczenie. Sophie...Ona zostawiła Sarę...Zostawiła ją samą bez słowa, bez pożegnania...Tak po prostu. Sara nadal patrzyła w jej oczy. Dostrzegła tam tęsknotę. Teraz Sophie wyglądała inaczej. Zamiast pięknych kasztanowych włosów teraz były one niebiesko-zielone. Zazwyczaj była niska, a teraz była wyższa od Sary. Ubrana była na czarno...To też do niej nie pasowało...Zazwyczaj ubierała się kolorowo... Wyglądała tak.
Jej oczy jednak były takie same...Jak czarne węgielki.
- Tęskniłam. - powiedziała z uśmiechem i łzami w oczach chcąc się przytulić. Blondynka bardzo się chciała do niej przytulić, jednak jej zasady tego zabraniały.
- Odwal się! - powiedziała Sara odpychając lekko Sophie i kierując się w stronę domu. Czarnooka szybko ją dogoniła.
- Sara ja cię przepraszam, że cię zostawiłam, ale nie miałam wyboru...Rodzice tak zadecydowali. - powiedziała szybko. Blondynka jednak nadal szła niewzruszona przed siebie.
- Saro proszę wybacz mi. - mówiła, jednak ta nadal szła.
- Saro! - krzyknęła Sophie będąc już trochę w tyle. Niebieskooka zatrzymała się...Chciała iść dalej, ale coś jej na to nie pozwalało.
- Słuchaj chciałam się pożegnać, ale nie mogłam...Mama mi zabroniła! - mówiła Sophie.
- Nie obchodzi mnie to! - krzyknęła Sara. Złość znów wróciła. Blondynka coraz bardziej się oddalała.
- Jutro o tej samej godzinie w tym miejscu! - krzyknęła jeszcze czarnooka po czym dała sobie spokój. Niebieskooka wróciła do domu. Wszystko w niej buzowało. Trzasnęła drzwiami kiedy weszła do domu. Była godzina 15 00... Trzeba zacząć się szykować. Pomyślała Sara i poszła do siebie na górę. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że w domu jest strasznie cicho...Mimo tego, że mieszkała tu dopiero jedną noc to wiedziała, że nie powinno tak być...Zaraz przecież Remik pojechał do tego miasteczka...Wiki pewnie też. Dziewczyna weszła do pokoju Remka i rozejrzała się.
- Jestem jego siostrą, więc chyba mogę tu się rozejrzeć... - powiedziała do siebie. Zaczęła wszystko oglądać i dotykać. Kiedy poruszyła myszką kompa zobaczyła jakiś filmik, który chyba jeszcze do końca nie był zmontowany. Sara odtworzyła go.
- Boże z jakim ja debilem mieszkam. - powiedziała do siebie mimo tego, że film jej się podobał. W końcu kiedy było za dziesięć 16 00 zeszła na dół i razem z mamą i tatą pojechała do tej głupiej policji...
-------------------------------------
Cóż nowa postać :D
- Jednak trochę pospałam. - powiedziała przeciągle. Przeciągnęła się i wstała z łóżka... Była leniem, ale jakoś nie chciało jej się leżeć bezczynnie w łóżku. Podeszła do jeszcze nie wypakowanych ubrań, które gniotły się w torbie i wyjęła rurki, sweterek z 3/4 rękawkami i poszła do łazienki. Wzięła dłuuugą kąpiel.
- Saro jesteś!? - krzyknął ktoś za drzwiami. Była to jej mama? Można chyba ją tak nazwać.
- Tak, a co? - odpowiedziała wlewając jeszcze więcej płynu do kąpieli. Po raz pierwszy była tak odprężona.
- Dzisiaj o szesnastej jedziemy na policję. - powiedziała. Sara nie chciała tam jechać, ale i tak prędzej czy później będzie musiała, więc po co to odkładać. O jakiejś czternastej wyszła z wanny, wytarła się i założyła ubrania, które wcześniej przyniosła. Stanęła przed lustrem i związała włosy w kitkę. Miała jakieś dwie godziny do spotkania z policją, więc postanowiła się przejść. Tym razem świat wydawał jej się jakby trochę lepszy. Zimny wiatr wymazał jej parę wspomnień...To dziwne uczucie...Uczucie jakby szczęścia? Było jej tu dobrze, ale nie mogła nikomu zaufać...Bała się, że ktoś ją skrzywdzi, że ludzie nadal są tacy jak ona myśli... Szła dalej, a liście szeleściły pod nią. Zobaczyła ławeczkę. Usiadła tam...Zaczęła myśleć. Wspomnienia znów wracały. Dziewczyna spuściła głowę w dół, a słone łzy powoli spływały po jej buzi. Nagle ktoś do niej podszedł...Ktoś kto sprawiał, że Sara się uśmiechała. Blondynka spojrzała na tego kogoś.
- Sara? - spytała zdziwiona dziewczyna patrząc na Sarę. Blondynka nie wiedziała o co chodzi. Przymrużyła oczy przyglądając się uważnie. Spojrzała na jej oczy... Tak bardzo znajome, wesołe oczy. Wiedziała już kto to był. Wytrzeszczyła oczy.
- Sophie! - krzyknęła Sara podnosząc się. Kiedy miały po 13 lat zaprzyjaźniły się. Tylko Sophie umiała sprawić, że na buzi Sary pojawiał się uśmiech. Rok przyjaźni później blondynka jak zwykle szła do domu Sophie. Dom był zamknięty, więc zajrzała przez okno z nadzieją, że zaraz ujrzy uśmiechniętą Sophie...Niestety zobaczyła tam całkowicie puste pomieszczenie. Sophie...Ona zostawiła Sarę...Zostawiła ją samą bez słowa, bez pożegnania...Tak po prostu. Sara nadal patrzyła w jej oczy. Dostrzegła tam tęsknotę. Teraz Sophie wyglądała inaczej. Zamiast pięknych kasztanowych włosów teraz były one niebiesko-zielone. Zazwyczaj była niska, a teraz była wyższa od Sary. Ubrana była na czarno...To też do niej nie pasowało...Zazwyczaj ubierała się kolorowo... Wyglądała tak.
Jej oczy jednak były takie same...Jak czarne węgielki.
- Tęskniłam. - powiedziała z uśmiechem i łzami w oczach chcąc się przytulić. Blondynka bardzo się chciała do niej przytulić, jednak jej zasady tego zabraniały.
- Odwal się! - powiedziała Sara odpychając lekko Sophie i kierując się w stronę domu. Czarnooka szybko ją dogoniła.
- Sara ja cię przepraszam, że cię zostawiłam, ale nie miałam wyboru...Rodzice tak zadecydowali. - powiedziała szybko. Blondynka jednak nadal szła niewzruszona przed siebie.
- Saro proszę wybacz mi. - mówiła, jednak ta nadal szła.
- Saro! - krzyknęła Sophie będąc już trochę w tyle. Niebieskooka zatrzymała się...Chciała iść dalej, ale coś jej na to nie pozwalało.
- Słuchaj chciałam się pożegnać, ale nie mogłam...Mama mi zabroniła! - mówiła Sophie.
- Nie obchodzi mnie to! - krzyknęła Sara. Złość znów wróciła. Blondynka coraz bardziej się oddalała.
- Jutro o tej samej godzinie w tym miejscu! - krzyknęła jeszcze czarnooka po czym dała sobie spokój. Niebieskooka wróciła do domu. Wszystko w niej buzowało. Trzasnęła drzwiami kiedy weszła do domu. Była godzina 15 00... Trzeba zacząć się szykować. Pomyślała Sara i poszła do siebie na górę. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że w domu jest strasznie cicho...Mimo tego, że mieszkała tu dopiero jedną noc to wiedziała, że nie powinno tak być...Zaraz przecież Remik pojechał do tego miasteczka...Wiki pewnie też. Dziewczyna weszła do pokoju Remka i rozejrzała się.
- Jestem jego siostrą, więc chyba mogę tu się rozejrzeć... - powiedziała do siebie. Zaczęła wszystko oglądać i dotykać. Kiedy poruszyła myszką kompa zobaczyła jakiś filmik, który chyba jeszcze do końca nie był zmontowany. Sara odtworzyła go.
- Boże z jakim ja debilem mieszkam. - powiedziała do siebie mimo tego, że film jej się podobał. W końcu kiedy było za dziesięć 16 00 zeszła na dół i razem z mamą i tatą pojechała do tej głupiej policji...
-------------------------------------
Cóż nowa postać :D
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział 3 Fuuuuuuuuuck!!!
- Więc co cię do nas sprowadza? - spytała się kobieta Sary.
- A tak przyjechałam w odwiedziny... - odpowiedziała podnosząc głos.
- Proszę daj sobie pomóc, czemu do nas przyjechałaś? - spytała nadal spokojnie kobieta.
- Och!! Po prostu przyjechałam w odwiedziny do braciszka! - powiedziała jeszcze głośniej...Nie chciała opowiadać o swoim ojcu. To sprawiało, że tamte wspomnienia wracały i bolały jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Nie mówisz nam prawdy... - odezwał się mąż kobiety.
- A czemu tak myślisz? - spytała obojętnie blondynka.
- Jestem twoim ojcem i wiem kiedy kłamiesz. - powiedział i spojrzał jej prosto w oczy...Ta rozmowa strasznie męczyła Sarę i chciała ją jak najszybciej zakończyć.
- To gdzie mogłabym spać? - spytała jak gdyby nigdy nic.
- Najpierw powiedz nam z jakiego powodu tu przyjechałaś. - powiedział mężczyzna z naciskiem, jednak jego ton był łagodny. Niebieskooka dziewczyna miała na prawdę dość i pragnęła tylko miękkiego łóżka, w którym mogłaby zasnąć choćby na kilka godzin.
- Powiedzmy, że nie mam dobrych relacji z moim ojce...Ojczymem...Ok!? - krzyknęła zdenerwowana podnosząc się z fotelu.
- On robi ci krzywdę? Powiedz...Zadzwonimy po policję. - powiedział jej tata patrząc na nią poważnie.
- Nic się nie dzieje!! Policja nie jest potrzebna! - powiedziała zdenerwowała...Gdyby tylko była u siebie pewnie z nerwów stłukła by jakiś wazon.
- W takim razie musimy odwieźć cię do domu...Nie mam uprawnień byś mogła z nami mieszkać. - powiedział tata wstając z kanapy.
- Nie! No dobra...Ojczym się nade mną znęca...Kiedy wraca z pracy on mnie...Zresztą nieważne! - nawet nie zauważyła kiedy z jej oczu poleciały słone łzy.
- Masz jakieś dowody? Jutro pojedziemy na policję. - powiedziała kobieta również wstając z kanapy.
- Nie za bardzo. - odpowiedziała patrząc uporczywie w podłogę.
- Trudno i tak zrobimy wszystko byś mieszkała z nami, ale będziesz musiała się zmienić...Nie możesz być taka...wredna dla każdego...Są dobrzy ludzie, którzy na pewno ci pomogą. - powiedziała kobieta przytulając Sarę. Blondynka szybko odsunęła się... Nie lubiła się przytulać to tylko przypominało jej o tym co ojczym jej robił...
- Chodź zaprowadzę cię do tymczasowego pokoju. - powiedział mężczyzna i zaprowadził ją do małego pokoiku na strychu. Był to pokój gościnny. Ściany pomalowane były na karmelowy kolor, a nad łóżkiem znajdowało się podwójne okno i jak na razie znajdowało się tam tylko łóżko i szafa, ale dziewczynie to odpowiadało...Nie żyła w jakiś luksusach...
- Póki co będziesz tu nocować, ale nie martw się za tydzień będę miał wypłatę to załatwimy ci jakieś meble. Po lewej stronie jest po pokój Remka, za pokojem Remka jest pokój Wiktorii, a po prawej stronie jest łazienka, na dole jest salon, kuchnia oraz pokój gdzie Remik trzyma ten cały sprzęt do nagrywania filmików... - powiedział z uśmiechem i wyszedł z pokoju zostawiając ją samą..Zastanawiała się o co chodzi ze sprzętem do nagrywania...Remik jest jakimś kamerzystą czy coś? Westchnęła i zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy, których na prawdę było niewiele. Przebrała się w piżamę i ułożyła wygodnie na łóżku. Była tak bardzo zmęczona, ale nie mogła zasnąć. Nagle usłyszała kroki i rozmowy.
- Lepiej będzie jak już pojedziecie do domu. - powiedział poważnie Remek...
- Ale...- odezwał się Michał chcąc zaprzeczyć.
- Wiesz co już późno może rzeczywiście powinniśmy iść. - przerwał Dezy czując, że ta rozmowa nie będzie miała sensu.
- No to cześć, ale pamiętaj, że jutro jedziemy do tego wesołego miasteczka. - dodał Michał i oboje zaczęli iść w stronę drzwi wyjściowych. Remek milcząc zamknął drzwi od swojego pokoju. Sarze zrobiło się jakoś przykro. Wiedziała, że ci idioci bardzo się ze sobą przyjaźnią...To było widać od razu, a tu taka jakby kłótnia... Zaraz? Czy jej właśnie jest przykro z powodu czyjejś przyjaźni? Dobrze im tak...Wreszcie się nauczą, że coś takiego jak przyjaźń nie istnieje... Przekonała się o tym na własnej skórze...Jej najlepsza przyjaciółka zostawiła ją, samą i to jeszcze wtedy kiedy Sara właśnie jej potrzebowała, ale o tym napiszę innym razem..
- Fuuuuuuuck!!! - usłyszała głos Remka. Czego ten dureń się tak drze? Chociaż bardzo jej się nie chciało to jednak wstała i pokierowała się do jego pokoju. Pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Widocznie chłopak jej nie słyszał, bo cały czas patrzył w ekran komputera. Zauważyła, że miał pełno jakiś dziwnych urządzeń.
- Dzisiaj niemiła sytuacja mnie spotkała, więc mogę być trochę smutny, ale nie martwcie się o mnie... - powiedział patrząc na kamerkę.
- AAaaaaaa!! - zaczął się drzeć. Blondynka nie wytrzymała tego.
- Zamknij tą mordę!! - krzyknęła jeszcze głośniej od niego. Remik odwrócił się natychmiast.
- Ej no nagrywam! - powiedział z wyrzutem.
- Co niby nagrywasz!? Program o darciu mordy?! - zakpiła z niego.
- Nie. Nagrywam odcinek z GTA V na yt. - powiedział spokojnie.
- Masz to przerwać!! - powiedziała ze złością.
- A czemu to niby?! Jesteś gorsza od Wiki! Masz stąd wyjść. - powiedział ostro. Dziewczyna wiedziała, że on się nie podda. Wzięła, więc poduszkę i z całej siły rzuciła nią w niego, po czym wyszła z jego pokoju trzaskając drzwiami.
- Teraz to już na pewno nie zasnę. - powiedziała zdenerwowana i usiadła na łóżku patrząc w okno.
----------------------------
Kolejny rozdział, który jak na złość nie chciał się napisać XD
- A tak przyjechałam w odwiedziny... - odpowiedziała podnosząc głos.
- Proszę daj sobie pomóc, czemu do nas przyjechałaś? - spytała nadal spokojnie kobieta.
- Och!! Po prostu przyjechałam w odwiedziny do braciszka! - powiedziała jeszcze głośniej...Nie chciała opowiadać o swoim ojcu. To sprawiało, że tamte wspomnienia wracały i bolały jeszcze mocniej niż wcześniej.
- Nie mówisz nam prawdy... - odezwał się mąż kobiety.
- A czemu tak myślisz? - spytała obojętnie blondynka.
- Jestem twoim ojcem i wiem kiedy kłamiesz. - powiedział i spojrzał jej prosto w oczy...Ta rozmowa strasznie męczyła Sarę i chciała ją jak najszybciej zakończyć.
- To gdzie mogłabym spać? - spytała jak gdyby nigdy nic.
- Najpierw powiedz nam z jakiego powodu tu przyjechałaś. - powiedział mężczyzna z naciskiem, jednak jego ton był łagodny. Niebieskooka dziewczyna miała na prawdę dość i pragnęła tylko miękkiego łóżka, w którym mogłaby zasnąć choćby na kilka godzin.
- Powiedzmy, że nie mam dobrych relacji z moim ojce...Ojczymem...Ok!? - krzyknęła zdenerwowana podnosząc się z fotelu.
- On robi ci krzywdę? Powiedz...Zadzwonimy po policję. - powiedział jej tata patrząc na nią poważnie.
- Nic się nie dzieje!! Policja nie jest potrzebna! - powiedziała zdenerwowała...Gdyby tylko była u siebie pewnie z nerwów stłukła by jakiś wazon.
- W takim razie musimy odwieźć cię do domu...Nie mam uprawnień byś mogła z nami mieszkać. - powiedział tata wstając z kanapy.
- Nie! No dobra...Ojczym się nade mną znęca...Kiedy wraca z pracy on mnie...Zresztą nieważne! - nawet nie zauważyła kiedy z jej oczu poleciały słone łzy.
- Masz jakieś dowody? Jutro pojedziemy na policję. - powiedziała kobieta również wstając z kanapy.
- Nie za bardzo. - odpowiedziała patrząc uporczywie w podłogę.
- Trudno i tak zrobimy wszystko byś mieszkała z nami, ale będziesz musiała się zmienić...Nie możesz być taka...wredna dla każdego...Są dobrzy ludzie, którzy na pewno ci pomogą. - powiedziała kobieta przytulając Sarę. Blondynka szybko odsunęła się... Nie lubiła się przytulać to tylko przypominało jej o tym co ojczym jej robił...
- Chodź zaprowadzę cię do tymczasowego pokoju. - powiedział mężczyzna i zaprowadził ją do małego pokoiku na strychu. Był to pokój gościnny. Ściany pomalowane były na karmelowy kolor, a nad łóżkiem znajdowało się podwójne okno i jak na razie znajdowało się tam tylko łóżko i szafa, ale dziewczynie to odpowiadało...Nie żyła w jakiś luksusach...
- Póki co będziesz tu nocować, ale nie martw się za tydzień będę miał wypłatę to załatwimy ci jakieś meble. Po lewej stronie jest po pokój Remka, za pokojem Remka jest pokój Wiktorii, a po prawej stronie jest łazienka, na dole jest salon, kuchnia oraz pokój gdzie Remik trzyma ten cały sprzęt do nagrywania filmików... - powiedział z uśmiechem i wyszedł z pokoju zostawiając ją samą..Zastanawiała się o co chodzi ze sprzętem do nagrywania...Remik jest jakimś kamerzystą czy coś? Westchnęła i zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy, których na prawdę było niewiele. Przebrała się w piżamę i ułożyła wygodnie na łóżku. Była tak bardzo zmęczona, ale nie mogła zasnąć. Nagle usłyszała kroki i rozmowy.
- Lepiej będzie jak już pojedziecie do domu. - powiedział poważnie Remek...
- Ale...- odezwał się Michał chcąc zaprzeczyć.
- Wiesz co już późno może rzeczywiście powinniśmy iść. - przerwał Dezy czując, że ta rozmowa nie będzie miała sensu.
- No to cześć, ale pamiętaj, że jutro jedziemy do tego wesołego miasteczka. - dodał Michał i oboje zaczęli iść w stronę drzwi wyjściowych. Remek milcząc zamknął drzwi od swojego pokoju. Sarze zrobiło się jakoś przykro. Wiedziała, że ci idioci bardzo się ze sobą przyjaźnią...To było widać od razu, a tu taka jakby kłótnia... Zaraz? Czy jej właśnie jest przykro z powodu czyjejś przyjaźni? Dobrze im tak...Wreszcie się nauczą, że coś takiego jak przyjaźń nie istnieje... Przekonała się o tym na własnej skórze...Jej najlepsza przyjaciółka zostawiła ją, samą i to jeszcze wtedy kiedy Sara właśnie jej potrzebowała, ale o tym napiszę innym razem..
- Fuuuuuuuck!!! - usłyszała głos Remka. Czego ten dureń się tak drze? Chociaż bardzo jej się nie chciało to jednak wstała i pokierowała się do jego pokoju. Pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Widocznie chłopak jej nie słyszał, bo cały czas patrzył w ekran komputera. Zauważyła, że miał pełno jakiś dziwnych urządzeń.
- Dzisiaj niemiła sytuacja mnie spotkała, więc mogę być trochę smutny, ale nie martwcie się o mnie... - powiedział patrząc na kamerkę.
- AAaaaaaa!! - zaczął się drzeć. Blondynka nie wytrzymała tego.
- Zamknij tą mordę!! - krzyknęła jeszcze głośniej od niego. Remik odwrócił się natychmiast.
- Ej no nagrywam! - powiedział z wyrzutem.
- Co niby nagrywasz!? Program o darciu mordy?! - zakpiła z niego.
- Nie. Nagrywam odcinek z GTA V na yt. - powiedział spokojnie.
- Masz to przerwać!! - powiedziała ze złością.
- A czemu to niby?! Jesteś gorsza od Wiki! Masz stąd wyjść. - powiedział ostro. Dziewczyna wiedziała, że on się nie podda. Wzięła, więc poduszkę i z całej siły rzuciła nią w niego, po czym wyszła z jego pokoju trzaskając drzwiami.
- Teraz to już na pewno nie zasnę. - powiedziała zdenerwowana i usiadła na łóżku patrząc w okno.
----------------------------
Kolejny rozdział, który jak na złość nie chciał się napisać XD
niedziela, 16 sierpnia 2015
Rozdział 2 Co się z nim dzieje?!
Sara zamknęła drzwi od łazienki i obsunęła się po nich. Ze złości zacisnęła pięści i uderzyła nimi o podłogę...Po raz kolejny z jej oczu spływały łzy. Nie liczyła na to, że jej brat będzie jej pomagał...Chciała tylko znaleźć dach nad głową bez jej ojca. Coraz więcej łez płynęło z jej niebieskich oczu przez co przygryzła dolną wargę. Martyna siedziała dalej na swoim miejscu...Martyna wiedziała, że Sara musi pobyć teraz sama, chociaż bardzo ciekawiła ją ta sytuacja..
W końcu blondynka postanowiła wyjść z łazienki. Znalazła gdzieś miejsce z tyłu i tam już została. Po chwili po oknie zaczęło spływać mnóstwo kropel wody...Uroki jesieni. Czas w pociągu szybko jej minął i była na miejscu. Wstała z miejsca i poprawiła torbę na swoim ramieniu. W końcu wyszła z maszyny. Deszcz nadal padał, jednak dziewczyna szła przed siebie obojętnie. Patrzyła jak to zwykle bywało w chodnik...Wiedziała gdzie iść, gdyż w pociągu rozłożyła mapę, by przyjrzeć się drodze. Miała nadzieję, że nie spotka tej całej Martyny...Ta szatynka na serio działała jej na nerwy.... Mijała wiele budynków, które z dodatkiem deszczu wyglądały bardzo ponuro. W końcu dotarła na miejsce...Westchnęła i jak to miała w zwyczaju bez pukania weszła do środka. Zdjęła buty w przedpokoju i pokierowała się dalej. Nagle z jakiegoś pomieszczenia wyszła postać kobiety.
- Dzień Dobry. Mogę wiedzieć kim jesteś? - spytała sympatycznie.
- A co pani do tego? Przyszłam do niejakiego Remigiusza. - powiedziała niecierpliwiąc się. Kobieta zdziwiona zachowaniem dziewczyny krzyknęła na cały dom.
- Remik!!! - Sara ledwo co powstrzymała się od uszczypliwej uwagi na temat darcia się. Po chwili na dół zszedł czarnowłosy chłopak o piwnych oczach.
- Co tam mamo? - spytał nie zauważając blondynki.
- Masz gościa. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Remek podszedł do blondynki.
- Sory, ale ja cię nie znam. - powiedział Remik widocznie trochę zmieszany.
- Gówno mnie to obchodzi braciszku. - odpowiedziała niewzruszona.
- Nie jestem twoim bratem o co ci chodzi? - spytał dziewczyny patrząc w jej puste oczy.
- Jesteś moim bratem.... - stwierdziła...Remek wiedział, że jest to rozmowa na dłuższą chwilę, a przecież zostawił u siebie w pokoju gości i to takich gości, którzy mogą mu tam wszystko rozjebać.
- Chłopaki!!! - krzyknął.
- Będę pierwszy!!! - krzyknął jakiś chłopak.
- Jeszcze zobaczymy. - odpowiedział inny siadając na poręczy i zjeżdżając na sam dół na końcu wywalając się na twarz. Po chwili ze schodów zbiegł pierwszy chłopak, a że nie zauważył chłopaka leżącego na podłodze potknął się o niego i również się wywalił.
- Serio Dezy musiałeś tu leżeć!? - spytał chłopak, który się o niego potknął. Dezy wzruszył ramionami i wstał.
- Ten co wstał to Dezydery, a ten drugi z mopem na głowie to Michał. - przedstawił Remek śmiejąc się z nich.
- Nie obchodzą mnie te debile!! Chodzi nas!! Chodzi o to, że jestem twoją siostrą! - krzyknęła na prawdę wkurzona.
- Nie jesteś moją siostrą! Mogę zawołać rodziców to ci to udowodnią. - powiedział. Dwójka chłopaków podeszła do niego.
- To twoja siostra? - spytał Michał ze zdziwieniem. Remek potrząsnął głową i zaprowadził Sarę do salonu gdzie siedzieli jego rodzice.
- Mamo, ona mówi, że jest moją siostrą..Wytłumaczcie jej, że to jakaś pomyłka. - powiedział Remek wskazując na blondynkę...Dostrzegł, że jego mama i tata spojrzeli na siebie kiwając głowami...Nagle oboje wstali i podeszli do chłopaka...
- To nie jest pomyłka... - zaczęła mama patrząc na niego.
- Jak to?! - spytał domagając się odpowiedzi. Nagle do pokoju weszli Dezy i Michał.
- Wzięliśmy tylko batony. Ominęło nas coś? - spytali siadając na kanapie i otwierając batony.
- Słuchaj kochanie to było jeszcze kiedy nie znałam twojego taty...Przespał się on z jakąś pijaną kobietą...Ta nie mogąc patrzeć na ciebie oddała cię tacie...Pół roku potem poznałam tatę, a dwa lata później wzięliśmy ślub i zaszłam w ciążę z Wiki...Ta kobieta, która oddała cię twojemu tacie miała później córkę...Ta dziewczyna i ty pochodzicie od tej samej mamy. - wytłumaczyła...Remik usiał na kanapie myśląc nad tym wszystkim...
- Na prawdę dobry ten batonik. - wtrącił Michał przez co dostał łokciem Dezyderego w brzuch...
- Ała! Chcesz żebym zwymiotował ten na prawdę dobry batonik? - spytał...On nigdy nie umiał zachować powagi..
- Ale czemu powiedzieliście mi to dopiero teraz kiedy moja siostra się pojawiła...Zamierzaliście to ukrywać do końca mojego życia? - spytał Remik z wyrzutem...Rodzice milczeli dając również znak, że tak jest...
- Stary, przecież się dowiedziałeś...Wszystko będzie w porządku... - powiedział Dezy kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Nie. Nic nie będzie już tak samo...ty nie rozumiesz. - powiedział Remik...Czułek na prawdę nie rozumiał czemu się tak załamał..Przecież teraz już wie, że ma siostrę i wszystko się jakoś ułoży... Sara stała cały czas w wejściu do salonu.
- Masz rację nie rozumiem, ale
- Nie rozumiesz, więc się nie wtrącaj. - przerwał Czułkowi i wyszedł z pokoju. Po chwili dało się też usłyszeć trzask zamykających się drzwi od domu..
- Dezy, Michał idźcie go poszukać...Mam nadzieję, że nie zdążył zrobić nic głupiego. - powiedziała jego mama martwiąc się o Remka... Chłopcy pokiwali głowami i wyszli, a Sara została z rodzicami Remika..
- Więc co cię do nas sprowadza? - spytała mama Sary...
- Jak myślisz gdzie on mógł pójść? - spytał Dezy...
- Myślę, że nad jezioro...Często tam chodzimy. - odpowiedział Michał i razem pokierowali się w stronę jeziora...Powoli zapadł zmrok i robiło się coraz bardziej zimno...
- Tam jest!! - krzyknął Michał wskazując na punkt, który szedł środkiem ulicy. Było tu cicho, więc rzadko kiedy przejeżdżały tu samochody, szczególnie, że ta ulica była strasznie wąska...Nagle od strony chłopaków zaczęło jechać auto..
- Ej to auto go przejedzie! - krzyknął Michał, a Dezy zaczął wołać Remka, ale nic z tego...On miał słuchawki na uszach i to nastawione bardzo głośno. Chłopaki zaczęli biec.
- Stary nie ma szans, ten samochód go nie zobaczy! - krzyknął Michał sapiąc z wysiłku. Kiedy samochód zaczął przejeżdżać obok nich Dezy rzucił kamieniem w szybę. Szyba potłukła się na szczęście nie robiąc krzywdy kierowcy. Tak jak Dezy myślał samochód zatrzymał się. Zdenerwowany kierowca wyszedł z auta podchodząc do chłopaków.
- Co w gnoje! Zabawy wam się zachciało !? Czemu żeście to zrobili!? - spytał drąc się na cały głos.
- Przepraszam bardzo za szybę, ale tam jest chłopak widzi go pan? - spytał Dezy wskazując mu Remika. Mężczyzna przyjrzał się i rzeczywiście zobaczył coś chodzącego.
- Gdybym nie rzucił kamieniem to pan pojechałby dalej i mógłby go pan nie zauważyć. - mówił Czułek wyjmując z kieszeni jakiegoś tysiaka.
- Tylko tyle pieniędzy mam. - powiedział..
- Tyle powinno wystarczyć...Radzę wam dogonić tego koleżkę i go ostrzec...Może spowodować na prawdę duży wypadek. - powiedział, a chłopaki kiwając głowami i przepraszając pobiegli w jego stronę.
- Dezy ja już nie mogę. - mówił zdyszany Michał zwalniając.
- Oj no chodź już niedaleko, poza tym musimy mu to powiedzieć zanim kolejne auto będzie przejeżdżać. - odpowiedział z przerwami na oddech. W końcu dogonili go. Czułek szybko złapał go za rękaw bluzy kierując na pobocze. Remek wyjął słuchawki...
- Stary o co ci chodzi?! - spytał zdenerwowany piwnooki. W tym czasie Multi przybiegł już strasznie dysząc.
- Rezi o mało co nie przejechał cię samochód!! A i zapomniałbym jesteś mi winny tysiaka!! - mówił na prawdę zdenerwowany zielonooki.
- Może mnie przejechać nawet i sto samochodów... - warknął.
- O co ci chodzi?! Co z tego, że twoja mama jest jednak twoją macochą?! Co z tego!? - wtrącił Michał.
- Nie wiecie jak to jest być cały czas okłamywanym nawet o tym nie wiedząc. - odpowiedział nawet nie patrząc na nich.
- Może i nie wiemy, ale martwimy się o ciebie!! Co jeśli to auto by cię przejechało? Co z twoją rodziną, przyjaciółmi i youtubem!? - krzyknął Czułek łapiąc go za ramiona i zmuszając by się na niego popatrzył.
- No właśnie! Bez ciebie to już nie byłoby to samo. - przyznał Michał.
- Słuchajcie rodzina by sobie na pewno poradziła beze mnie, wy zresztą też, a jeśli chodzi o youtube to mój login brzmi ****, a Hasło *****...Zróbcie sobie z tym kanałem co chcecie. - powiedział i wyszarpnął się z rąk Dezyderego. Poszedł dalej.
- Ja nie rozumiem... Co się z nim dzieje? Jeszcze nigdy nie miał takiej załamki. - powiedział zdziwiony Michał patrząc na Czułka...
----------------------------------
Jest kolejny rozdział!! Pisałam go z jakieś 3 razy, bo po prostu ciągle coś mi się nie podobało i nadal mi się nie podoba, ale trudno już nie mam do tego rozdziału sił XD Obiecuję, że przy następnych bardziej się postaram...
W końcu blondynka postanowiła wyjść z łazienki. Znalazła gdzieś miejsce z tyłu i tam już została. Po chwili po oknie zaczęło spływać mnóstwo kropel wody...Uroki jesieni. Czas w pociągu szybko jej minął i była na miejscu. Wstała z miejsca i poprawiła torbę na swoim ramieniu. W końcu wyszła z maszyny. Deszcz nadal padał, jednak dziewczyna szła przed siebie obojętnie. Patrzyła jak to zwykle bywało w chodnik...Wiedziała gdzie iść, gdyż w pociągu rozłożyła mapę, by przyjrzeć się drodze. Miała nadzieję, że nie spotka tej całej Martyny...Ta szatynka na serio działała jej na nerwy.... Mijała wiele budynków, które z dodatkiem deszczu wyglądały bardzo ponuro. W końcu dotarła na miejsce...Westchnęła i jak to miała w zwyczaju bez pukania weszła do środka. Zdjęła buty w przedpokoju i pokierowała się dalej. Nagle z jakiegoś pomieszczenia wyszła postać kobiety.
- Dzień Dobry. Mogę wiedzieć kim jesteś? - spytała sympatycznie.
- A co pani do tego? Przyszłam do niejakiego Remigiusza. - powiedziała niecierpliwiąc się. Kobieta zdziwiona zachowaniem dziewczyny krzyknęła na cały dom.
- Remik!!! - Sara ledwo co powstrzymała się od uszczypliwej uwagi na temat darcia się. Po chwili na dół zszedł czarnowłosy chłopak o piwnych oczach.
- Co tam mamo? - spytał nie zauważając blondynki.
- Masz gościa. - odpowiedziała i poszła do kuchni. Remek podszedł do blondynki.
- Sory, ale ja cię nie znam. - powiedział Remik widocznie trochę zmieszany.
- Gówno mnie to obchodzi braciszku. - odpowiedziała niewzruszona.
- Nie jestem twoim bratem o co ci chodzi? - spytał dziewczyny patrząc w jej puste oczy.
- Jesteś moim bratem.... - stwierdziła...Remek wiedział, że jest to rozmowa na dłuższą chwilę, a przecież zostawił u siebie w pokoju gości i to takich gości, którzy mogą mu tam wszystko rozjebać.
- Chłopaki!!! - krzyknął.
- Będę pierwszy!!! - krzyknął jakiś chłopak.
- Jeszcze zobaczymy. - odpowiedział inny siadając na poręczy i zjeżdżając na sam dół na końcu wywalając się na twarz. Po chwili ze schodów zbiegł pierwszy chłopak, a że nie zauważył chłopaka leżącego na podłodze potknął się o niego i również się wywalił.
- Serio Dezy musiałeś tu leżeć!? - spytał chłopak, który się o niego potknął. Dezy wzruszył ramionami i wstał.
- Ten co wstał to Dezydery, a ten drugi z mopem na głowie to Michał. - przedstawił Remek śmiejąc się z nich.
- Nie obchodzą mnie te debile!! Chodzi nas!! Chodzi o to, że jestem twoją siostrą! - krzyknęła na prawdę wkurzona.
- Nie jesteś moją siostrą! Mogę zawołać rodziców to ci to udowodnią. - powiedział. Dwójka chłopaków podeszła do niego.
- To twoja siostra? - spytał Michał ze zdziwieniem. Remek potrząsnął głową i zaprowadził Sarę do salonu gdzie siedzieli jego rodzice.
- Mamo, ona mówi, że jest moją siostrą..Wytłumaczcie jej, że to jakaś pomyłka. - powiedział Remek wskazując na blondynkę...Dostrzegł, że jego mama i tata spojrzeli na siebie kiwając głowami...Nagle oboje wstali i podeszli do chłopaka...
- To nie jest pomyłka... - zaczęła mama patrząc na niego.
- Jak to?! - spytał domagając się odpowiedzi. Nagle do pokoju weszli Dezy i Michał.
- Wzięliśmy tylko batony. Ominęło nas coś? - spytali siadając na kanapie i otwierając batony.
- Słuchaj kochanie to było jeszcze kiedy nie znałam twojego taty...Przespał się on z jakąś pijaną kobietą...Ta nie mogąc patrzeć na ciebie oddała cię tacie...Pół roku potem poznałam tatę, a dwa lata później wzięliśmy ślub i zaszłam w ciążę z Wiki...Ta kobieta, która oddała cię twojemu tacie miała później córkę...Ta dziewczyna i ty pochodzicie od tej samej mamy. - wytłumaczyła...Remik usiał na kanapie myśląc nad tym wszystkim...
- Na prawdę dobry ten batonik. - wtrącił Michał przez co dostał łokciem Dezyderego w brzuch...
- Ała! Chcesz żebym zwymiotował ten na prawdę dobry batonik? - spytał...On nigdy nie umiał zachować powagi..
- Ale czemu powiedzieliście mi to dopiero teraz kiedy moja siostra się pojawiła...Zamierzaliście to ukrywać do końca mojego życia? - spytał Remik z wyrzutem...Rodzice milczeli dając również znak, że tak jest...
- Stary, przecież się dowiedziałeś...Wszystko będzie w porządku... - powiedział Dezy kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Nie. Nic nie będzie już tak samo...ty nie rozumiesz. - powiedział Remik...Czułek na prawdę nie rozumiał czemu się tak załamał..Przecież teraz już wie, że ma siostrę i wszystko się jakoś ułoży... Sara stała cały czas w wejściu do salonu.
- Masz rację nie rozumiem, ale
- Nie rozumiesz, więc się nie wtrącaj. - przerwał Czułkowi i wyszedł z pokoju. Po chwili dało się też usłyszeć trzask zamykających się drzwi od domu..
- Dezy, Michał idźcie go poszukać...Mam nadzieję, że nie zdążył zrobić nic głupiego. - powiedziała jego mama martwiąc się o Remka... Chłopcy pokiwali głowami i wyszli, a Sara została z rodzicami Remika..
- Więc co cię do nas sprowadza? - spytała mama Sary...
- Jak myślisz gdzie on mógł pójść? - spytał Dezy...
- Myślę, że nad jezioro...Często tam chodzimy. - odpowiedział Michał i razem pokierowali się w stronę jeziora...Powoli zapadł zmrok i robiło się coraz bardziej zimno...
- Tam jest!! - krzyknął Michał wskazując na punkt, który szedł środkiem ulicy. Było tu cicho, więc rzadko kiedy przejeżdżały tu samochody, szczególnie, że ta ulica była strasznie wąska...Nagle od strony chłopaków zaczęło jechać auto..
- Ej to auto go przejedzie! - krzyknął Michał, a Dezy zaczął wołać Remka, ale nic z tego...On miał słuchawki na uszach i to nastawione bardzo głośno. Chłopaki zaczęli biec.
- Stary nie ma szans, ten samochód go nie zobaczy! - krzyknął Michał sapiąc z wysiłku. Kiedy samochód zaczął przejeżdżać obok nich Dezy rzucił kamieniem w szybę. Szyba potłukła się na szczęście nie robiąc krzywdy kierowcy. Tak jak Dezy myślał samochód zatrzymał się. Zdenerwowany kierowca wyszedł z auta podchodząc do chłopaków.
- Co w gnoje! Zabawy wam się zachciało !? Czemu żeście to zrobili!? - spytał drąc się na cały głos.
- Przepraszam bardzo za szybę, ale tam jest chłopak widzi go pan? - spytał Dezy wskazując mu Remika. Mężczyzna przyjrzał się i rzeczywiście zobaczył coś chodzącego.
- Gdybym nie rzucił kamieniem to pan pojechałby dalej i mógłby go pan nie zauważyć. - mówił Czułek wyjmując z kieszeni jakiegoś tysiaka.
- Tylko tyle pieniędzy mam. - powiedział..
- Tyle powinno wystarczyć...Radzę wam dogonić tego koleżkę i go ostrzec...Może spowodować na prawdę duży wypadek. - powiedział, a chłopaki kiwając głowami i przepraszając pobiegli w jego stronę.
- Dezy ja już nie mogę. - mówił zdyszany Michał zwalniając.
- Oj no chodź już niedaleko, poza tym musimy mu to powiedzieć zanim kolejne auto będzie przejeżdżać. - odpowiedział z przerwami na oddech. W końcu dogonili go. Czułek szybko złapał go za rękaw bluzy kierując na pobocze. Remek wyjął słuchawki...
- Stary o co ci chodzi?! - spytał zdenerwowany piwnooki. W tym czasie Multi przybiegł już strasznie dysząc.
- Rezi o mało co nie przejechał cię samochód!! A i zapomniałbym jesteś mi winny tysiaka!! - mówił na prawdę zdenerwowany zielonooki.
- Może mnie przejechać nawet i sto samochodów... - warknął.
- O co ci chodzi?! Co z tego, że twoja mama jest jednak twoją macochą?! Co z tego!? - wtrącił Michał.
- Nie wiecie jak to jest być cały czas okłamywanym nawet o tym nie wiedząc. - odpowiedział nawet nie patrząc na nich.
- Może i nie wiemy, ale martwimy się o ciebie!! Co jeśli to auto by cię przejechało? Co z twoją rodziną, przyjaciółmi i youtubem!? - krzyknął Czułek łapiąc go za ramiona i zmuszając by się na niego popatrzył.
- No właśnie! Bez ciebie to już nie byłoby to samo. - przyznał Michał.
- Słuchajcie rodzina by sobie na pewno poradziła beze mnie, wy zresztą też, a jeśli chodzi o youtube to mój login brzmi ****, a Hasło *****...Zróbcie sobie z tym kanałem co chcecie. - powiedział i wyszarpnął się z rąk Dezyderego. Poszedł dalej.
- Ja nie rozumiem... Co się z nim dzieje? Jeszcze nigdy nie miał takiej załamki. - powiedział zdziwiony Michał patrząc na Czułka...
----------------------------------
Jest kolejny rozdział!! Pisałam go z jakieś 3 razy, bo po prostu ciągle coś mi się nie podobało i nadal mi się nie podoba, ale trudno już nie mam do tego rozdziału sił XD Obiecuję, że przy następnych bardziej się postaram...
środa, 12 sierpnia 2015
Rozdział 1 On jest moją jedyną rodziną, która być może mi pomoże!
Sara popatrzyła jeszcze raz na fotografię...
- Czemu mnie opuściłaś! - krzyknęła dziewczyna i rzuciła fotografią o ścianę. Szkło ramki rozbiło się na milion kawałków. Zdjęcie wypadło z szkła. Dziewczyna dojrzała na odwrocie zdjęcia jakiś napis. Przykucnęła przy rozbitej ramce i wzięła zdjęcie. Na odwrocie pisało:
- Czemu mnie opuściłaś! - krzyknęła dziewczyna i rzuciła fotografią o ścianę. Szkło ramki rozbiło się na milion kawałków. Zdjęcie wypadło z szkła. Dziewczyna dojrzała na odwrocie zdjęcia jakiś napis. Przykucnęła przy rozbitej ramce i wzięła zdjęcie. Na odwrocie pisało:
Cieszę się Saro, że znalazłaś ten list...
Bo widzisz muszę ci coś powiedzieć...
Teraz kiedy to czytasz pewnie już nie żyję...Bo widzisz ja miałam raka... Dali mi tylko jeszcze 3 lata życia...Cóż chciałam powiedzieć, że bardzo cię kocham...Muszę się również przyznać do czegoś...Dwa lata przed twoimi urodzinami poszłam na imprezę i się upiłam i zaszłam w ciążę z jakimś facetem. Urodziłam dziecko, jednak natychmiast mu je oddałam...Tak masz brata...Pamiętam, że jego nazwisko brzmiało Wierzgoń...Pewnie zastanawiasz się po co to mówię...Po prostu chcę być z tobą szczera....
Kocham Cię
Mama
Czyli, że jej mama i tak i tak by umarła...Niebieskooką zainteresowało jednak to, że ma rodzeństwo...
- Czyli, że ja jednak mam rodzinę! - ucieszyła się. Z jej oczu zaczęło płynąć coraz więcej łez. Nie mogła w to uwierzyć. Obejrzała się jeszcze w lustrze...Takie piękne, głębokie oczy wciąż płakały, ale teraz z szczęścia. Już wolała mieszkać z swoim bratem niż z tym ćpunem...Tak jej ojciec też pił. Dziewczyna przeczytała list jeszcze raz...Nie wiedziała co ma zrobić...Jak go odszukać. Po raz pierwszy od tak wielu lat miała do czegoś chęć, zapał i o dziwo nie było to nic złego...Wiedziała, że ludzie kłamią i krzywdzą, ale może jej brat nie będzie krzywdził jej aż tak bardzo jak ojciec...Sara nie mogła uspokoić emocji. Cały czas płakała i mówiła coś pod nosem...Coś czego nie dało się zrozumieć...Usiadła pod drzwiami na podłodze i czekała...Czekała aż nadejdzie następny dzień...Dzień, w którym jej życie się odmieni, w którym nadzieja na nowo zabłyśnie. Dziewczyna była szczęśliwa, ale nadal nie wiedziała co to znaczy miłość i nie chciała wiedzieć. Sara oparła głowę o ścianę i popatrzyła w sufit. Po niedługiej chwili usnęła. Obudził ją dźwięk zamykanych drzwi...Jej ojciec poszedł do pracy. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Ze zdziwieniem stwierdziła, że była to łazienka. Po chwili wszystkie wspomnienia z poprzedniego dnia wróciły.
- K*rwa muszę się pospieszyć! - blondynka szybko wstała i wyszła z łazienki. Uderzyło ją ciepłe powietrze z salonu. Szybko pobiegła do swojego pokoju. Przebrała się w pierwsze lepsze ciuchy, spakowała najważniejsze rzeczy i weszła do gabinetu jakże ukochanego tatusia. Była tu tylko jeden raz, ale było to dawno. Pokój był granatowy, a w rogu stało biurko z jasnego drewna. Niebieskooka podeszła do niego i zaczeła przeszukiwać szuflady...Nagle natrafiła na coś. Było to zdjęcie mamy i taty...Byli razem, trzymali się za ręce, a za nimi piękny las...
- Czemu matka wyszła za tego ********** - powiedziała do siebie Sara...Zgniotła zdjęcie i rzuciła w kąt...Szukała dalej...W końcu znalazła! były to pieniądze.
- 2 000 powinno wystarczyć. - powiedziała i wyszła z pokoju. Wzięła jeszcze zdjęcie, na którym był napisany ten list i wyszła z domu. Mimo, że słońce mocno świeciło to był chłodny wiaterek. Pierwszy krok Sary to biblioteka. Nienawidziła książek, ale nie o to chodziło. W bibliotece były komputery....Dzięki nim może uda jej się wyszukać tego Wierzgonia... Postanowiła iść najkrótszą drogą, czyli przez park. Było tam pięknie. Złote, czerwone, pomarańczowe liście przykryły zieloniutką trawę...Drzewa mimo to, że gołe i tak pięknie pasowały. Do tego jeszcze staw na środku...Sara przeszła obok tego wszystkiego z miną obojętną...Szła szybkim krokiem...Zatrzymała się dopiero w bibliotece. Niestety wszystkie komputery były zajęte. Podeszła do jakiegoś dzieciaka, który grał w grę, mimo tego, że było to zabronione...Z komputerów korzystać można było tylko wtedy kiedy chcemy znaleźć jakieś informacje na dany temat.
- Zjeżdżaj !- powiedziała do niego ostro.
- Ale ja gram. - odpowiedział wpatrzony w komputer. Dziewczyna złapała za oparcie fotela i podniosła do góry. Chłopak spadł.
- Ała! - krzyknął, jednak ona nie zwróciła na to uwagi, tylko postawiła fotel i usiadła na nim. Włączyła drugą kartę w internecie i wpisała " Wierzgoń" Pierwsze co wyskoczyło to Remigiusz Jakub Wierzgoń facebook. Weszła na tę stronę. Zobaczyła zdjęcia czarnowłosego chłopaka...
- Ale debil!! I to ma być mój brat? - spytała obrażona. Dowiedziała się, że mieszka on w Wodzisławiu Śląskim...
- Ale dziura!! Wodzisław Śląski? - powiedziała do siebie... Wydrukowała sobie mapę do tego miejsca i wyszła z biblioteki.
Szła już z pół godziny zmęczona widokiem par, które trzymają się za ręce, lub małych dzieci bawiących się za sobą, które jeszcze nie wiedzą co to znaczy ból w sercu...Dziewczyna bardzo im zazdrościła, jednak wmawiała sobie, że jej obojętna na ten widok, że ją to nie obchodzi.. W końcu dotarła na peron...Zapłaciła za bilet i weszła do środka siadając na pierwszym lepszym miejscu. Oparła głowę o szybę i znudzona wszystkim powoli usypiała. Nagle usłyszała przyjazny głos.
- Mogę się dosiąść? - spytała sympatycznie jakaś dziewczyna. "Kolejna pusta laska udająca miłą dziewczynę" pomyślała Sara. Niezadowolona mruknęła tylko pod nosem. Na nieszczęście Sary dziewczyna odebrała to jako "Tak" i usiadła obok.
- Cześć nazywam się Martyna Musiolik. - przedstawiła się dziewczyna. Sara popatrzyła na nią z obojętnością. Była szczupła, miała długie brązowe włosy i niebieskie oczy. Miała lekki makijaż, ale nie było go prawie widać. Była uśmiechnięta.
- Sara Warulik - odpowiedziała Sara znudzona.
- Dokąd jedziesz? - spytała Martyna cały czas uśmiechając się...
- A co ci do tego? - warknęła blondynka odwracając głowę.
- A tak z ciekawości pytam...Wiesz, ja jadę do Wodzisławia Śląskiego. - powiedziała szatynka mając nadzieję, że Sara jej odpowie. Mimo to, że blondynka miała odwróconą głowę to i tak czuła na sobie przenikliwy wzrok Martyny. W końcu nie wytrzymała.
- Powiedzmy, że ja też tam jadę. - mruknęła niezadowolona.
- Słuchaj dzisiaj piękny dzień. Czemu jesteś taka smutna? - spytała Martyna.
- Ponieważ jadę do mojego prawdopodobnie rodzonego brata, którego nawet nie znam! - powiedziała wkurzona. Martyna nie zraziła się z tym.
- Rozumiem cię...Rozwód rodziców? - powiedziała pewnie.
- Ciekawe jak mają się rozwodzić?! Na cmentarzu? - odpysknęła Sara i założyła ręce.
- Przepraszam nie wiedziałam! Słuchaj pomogę ci poznać tego brata...Znam dużo osób z tej miejscowości. - powiedziała zadowolona Martyna.
- Nie chcę pomocy! - odpowiedziała Sara. Miała dość tej Martyny...Czemu ona się wpieprzała w jej osobiste sprawy!?
- A mogę wiedzieć jak ma na imię twój brat? - spytała spokojnie dziewczyna.
- Słuchaj! Odwal się ode mnie! Po co ci to do wiadomości!? Moje życie co nie? No właśnie, więc przestań się w nie wtrącać!! - wybuchła blondynka i popatrzyła głęboko w oczy Martyny...One przenikały ją jakby na wylot...Jakby wiedziały już wszystko o jej życiu. Sara nie wytrzymała spojrzenia tych oczu...
- Ma na imię Remigiusz Jakub Wierzgoń...O ile się nie mylę. - odpowiedziała Sara patrząc obojętnie w fotel przed sobą...Był w kratkę...
- Remik to mój chłopak...Właśnie do niego jadę, ale on ma jedną siostrę, która nazywa się Wiktoria i jego rodzice żyją... - powiedziała Martyna patrząc ze zdziwieniem na blondynkę.
- Nie obchodzi mnie to!!! Nie rozumiesz, że to moja jedyna szansa na lepsze życie...Że on jest moją jedyną rodziną, która być może mi pomoże!! - powiedziała Sara...Z jej oczu płynęły łzy. Wstała z siedzenia i pobiegła gdzieś...Pewnie do łazienki...
-----------------------------------------------------------------
1 rozdział za nami...Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale przy następnych rozdziałach bardziej się postaram....
Szła już z pół godziny zmęczona widokiem par, które trzymają się za ręce, lub małych dzieci bawiących się za sobą, które jeszcze nie wiedzą co to znaczy ból w sercu...Dziewczyna bardzo im zazdrościła, jednak wmawiała sobie, że jej obojętna na ten widok, że ją to nie obchodzi.. W końcu dotarła na peron...Zapłaciła za bilet i weszła do środka siadając na pierwszym lepszym miejscu. Oparła głowę o szybę i znudzona wszystkim powoli usypiała. Nagle usłyszała przyjazny głos.
- Mogę się dosiąść? - spytała sympatycznie jakaś dziewczyna. "Kolejna pusta laska udająca miłą dziewczynę" pomyślała Sara. Niezadowolona mruknęła tylko pod nosem. Na nieszczęście Sary dziewczyna odebrała to jako "Tak" i usiadła obok.
- Cześć nazywam się Martyna Musiolik. - przedstawiła się dziewczyna. Sara popatrzyła na nią z obojętnością. Była szczupła, miała długie brązowe włosy i niebieskie oczy. Miała lekki makijaż, ale nie było go prawie widać. Była uśmiechnięta.
- Sara Warulik - odpowiedziała Sara znudzona.
- Dokąd jedziesz? - spytała Martyna cały czas uśmiechając się...
- A co ci do tego? - warknęła blondynka odwracając głowę.
- A tak z ciekawości pytam...Wiesz, ja jadę do Wodzisławia Śląskiego. - powiedziała szatynka mając nadzieję, że Sara jej odpowie. Mimo to, że blondynka miała odwróconą głowę to i tak czuła na sobie przenikliwy wzrok Martyny. W końcu nie wytrzymała.
- Powiedzmy, że ja też tam jadę. - mruknęła niezadowolona.
- Słuchaj dzisiaj piękny dzień. Czemu jesteś taka smutna? - spytała Martyna.
- Ponieważ jadę do mojego prawdopodobnie rodzonego brata, którego nawet nie znam! - powiedziała wkurzona. Martyna nie zraziła się z tym.
- Rozumiem cię...Rozwód rodziców? - powiedziała pewnie.
- Ciekawe jak mają się rozwodzić?! Na cmentarzu? - odpysknęła Sara i założyła ręce.
- Przepraszam nie wiedziałam! Słuchaj pomogę ci poznać tego brata...Znam dużo osób z tej miejscowości. - powiedziała zadowolona Martyna.
- Nie chcę pomocy! - odpowiedziała Sara. Miała dość tej Martyny...Czemu ona się wpieprzała w jej osobiste sprawy!?
- A mogę wiedzieć jak ma na imię twój brat? - spytała spokojnie dziewczyna.
- Słuchaj! Odwal się ode mnie! Po co ci to do wiadomości!? Moje życie co nie? No właśnie, więc przestań się w nie wtrącać!! - wybuchła blondynka i popatrzyła głęboko w oczy Martyny...One przenikały ją jakby na wylot...Jakby wiedziały już wszystko o jej życiu. Sara nie wytrzymała spojrzenia tych oczu...
- Ma na imię Remigiusz Jakub Wierzgoń...O ile się nie mylę. - odpowiedziała Sara patrząc obojętnie w fotel przed sobą...Był w kratkę...
- Remik to mój chłopak...Właśnie do niego jadę, ale on ma jedną siostrę, która nazywa się Wiktoria i jego rodzice żyją... - powiedziała Martyna patrząc ze zdziwieniem na blondynkę.
- Nie obchodzi mnie to!!! Nie rozumiesz, że to moja jedyna szansa na lepsze życie...Że on jest moją jedyną rodziną, która być może mi pomoże!! - powiedziała Sara...Z jej oczu płynęły łzy. Wstała z siedzenia i pobiegła gdzieś...Pewnie do łazienki...
-----------------------------------------------------------------
1 rozdział za nami...Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale przy następnych rozdziałach bardziej się postaram....
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Prolog
Zwykła blondynka przechadzała się ulicami miasta, które pokryte były kolorowymi liśćmi. Dziewczyna miała spuszczoną głowę, a ręce schowane w kieszeniach czarnej bluzy. Była szczupła i miała średni wzrost. Widać było, że nie jest zadowolona, jednak kiedy ona była chociaż trochę szczęśliwa? Nagle jakiś przechodzeń niechcący na nią wpadł.
- Uważaj debilu jak łazisz! - warknęła blondynka. Wyminęła go i poszła dalej przyspieszając tempo. Nie lubiła mężczyzn...Bała się ich i brzydziła się nimi...Nic dziwnego skoro jej ojciec ją wykorzystywał, a przynajmniej próbował to zrobić. Niebieskooka brzydziła się również miłości, być może, dlatego, gdyż nie wiedziała co to jest. Nigdy nie doznała miłości. Nie rozumiała tego kiedy jakaś para ufała sobie bezgranicznie...Przecież ludzie krzywdzą i kłamią... Każdy ma jakiś sekret... Sara szła dalej tym samym tempem. Nie chciała tam wracać, ale musiała...Nie było wyjścia..To jej dom. Ale czemu nie chciała tam wracać? To przecież dom..Bezpieczny, przytulny i po prostu taki nam znany...To jest nasze miejsce gdzie się wychowywaliśmy, gdzie spędziliśmy lepsze i dobre chwile, gdzie zawsze znajdzie się dla nas miejsce. Jej oczom ukazał się jednopiętrowy domek. Weszła do niego... Przedpokój prowadził do salonu, który połączony był z kuchnią i jadalnią. W salonie znajdowały się również drzwi do innych pokoi. Sara weszła do kuchni i naszykowała sobie kanapkę, którą bardzo szybko zjadła...Była głodna. Nagle w domu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Do salonu wszedł wysoki brunet z niebieskimi oczami. Dziewczyna wystraszyła się. Szybko zaczęła się cofać.
- O ty szmato zachciało się do domu wrócić?! - krzyknął do niej. Sara miała w oczach strach...Bała się go, bała się własnego ojca. Z jej oczu zaczęły lać się łzy. Spanikowała. Mężczyzna podszedł do niej i przyparł do ściany tak, że nie mogła się poruszyć.
- Zostaw! - krzyczała resztkami sił.
- O nie ty razem ci nie odpuszczę! - krzyknął. Sara nie wiedziała co zrobić. Jej psychika była bardzo naruszona...Stała się przez to wredna, zamknięta, nie ufna i bała się być z kimkolwiek bliżej...Wszystkich traktowała tak samo...Czyli jak śmieci, jak wrogów. Mężczyzna jedną ręką przytrzymał jej mocno nadgarstki, a drugą zaczął zdejmować bluzkę...Chyba każdy wie co chciał zrobić. Sara kopnęła go jak najmocniej w brzuch. Ten puścił ją, a Sara nie oglądając się za siebie pobiegła do łazienki zamykając się na klucz. Obsunęła się po ścianie na podłogę. Schowała głowę w ręce i szlochała...Bała się wyjść, czy nawet wyjrzeć. Podniosła się z podłogi już trochę uspokojona i spojrzała w lustro. Blond włosy potargane, ubrania podarte, a oczy całe czerwone od płaczu...Widać było w nich ból i wszystko to co przeżyła...Na rękach miała kilka siniaków tak samo i na nogach... Na swój żałosny widok znów gorzko zapłakała.Wyjęła z szafeczki zdjęcie kobiety z blond włosami i niebieskimi oczami. Była uśmiechnięta i piękna. Gdyby tu była może wszystko byłoby inaczej?
- Mamo tak tęsknie! - powiedziała niewyraźnie płacząc.
***
16 lat wcześniej:
- Kochanie tak się cieszę...To nasza córeczka! - powiedziała uradowana niebieskooka kobieta.
- Tak.. - odparł wysoki brunet uśmiechnięty... Oboje patrzyli się na małą dziewczynkę...Wcześniej doznali wielkiego bólu, ponieważ Aneta(mama Sary) zaszła w ciążę z jakimś facetem...Była wtedy pijana...Nie mogła patrzeć na to dziecko, dlatego oddali malucha prawdziwemu ojcu...Na szczęście pojawiła się ona. Mała kochana gwiazdeczka.
2 lata później:
- Artur mam nadzieję, że sobie poradzisz...Wyjeżdżam tylko na dwa dni do mojej mamy. - powiedziała uśmiechnięta kobieta.
- Papa Saro...Niedługo wrócę. - powiedziała i ucałowała dwuletnią dziewczynkę w czoło, po czym wyszła z domu. Kobieta odpaliła samochód i pojechała. Miała z 3 godziny jazdy przed sobą. Po drodze skręciła jeszcze do sklepu...Kiedy z niego wyszła i pokierowała się do samochodu srebrne BMW wjechało w nią...Okazało się, że facet prowadzący auto był pod wpływem alkoholu. Kobieta niestety nie przeżyła. Po tym ojciec zwariował...Zaczął mścić się na Sarze, a kiedy podrosła robić gorsze rzeczy....
--------------------------------------------
Cześć i czołem!! Prolog za nami!! Podoba się!?
Sara:
Ma 16 lat. Jest blondynką o niebieskich oczach...Umie grać na gitarze, którą dostała od kuzyna i pięknie śpiewa...Jej mama umarła gdy miała 2 lata, a ojciec sfiksował po tym...Reszty dowiecie się podczas opowieści....A i bardzo mało się uśmiecha....
- Uważaj debilu jak łazisz! - warknęła blondynka. Wyminęła go i poszła dalej przyspieszając tempo. Nie lubiła mężczyzn...Bała się ich i brzydziła się nimi...Nic dziwnego skoro jej ojciec ją wykorzystywał, a przynajmniej próbował to zrobić. Niebieskooka brzydziła się również miłości, być może, dlatego, gdyż nie wiedziała co to jest. Nigdy nie doznała miłości. Nie rozumiała tego kiedy jakaś para ufała sobie bezgranicznie...Przecież ludzie krzywdzą i kłamią... Każdy ma jakiś sekret... Sara szła dalej tym samym tempem. Nie chciała tam wracać, ale musiała...Nie było wyjścia..To jej dom. Ale czemu nie chciała tam wracać? To przecież dom..Bezpieczny, przytulny i po prostu taki nam znany...To jest nasze miejsce gdzie się wychowywaliśmy, gdzie spędziliśmy lepsze i dobre chwile, gdzie zawsze znajdzie się dla nas miejsce. Jej oczom ukazał się jednopiętrowy domek. Weszła do niego... Przedpokój prowadził do salonu, który połączony był z kuchnią i jadalnią. W salonie znajdowały się również drzwi do innych pokoi. Sara weszła do kuchni i naszykowała sobie kanapkę, którą bardzo szybko zjadła...Była głodna. Nagle w domu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Do salonu wszedł wysoki brunet z niebieskimi oczami. Dziewczyna wystraszyła się. Szybko zaczęła się cofać.
- O ty szmato zachciało się do domu wrócić?! - krzyknął do niej. Sara miała w oczach strach...Bała się go, bała się własnego ojca. Z jej oczu zaczęły lać się łzy. Spanikowała. Mężczyzna podszedł do niej i przyparł do ściany tak, że nie mogła się poruszyć.
- Zostaw! - krzyczała resztkami sił.
- O nie ty razem ci nie odpuszczę! - krzyknął. Sara nie wiedziała co zrobić. Jej psychika była bardzo naruszona...Stała się przez to wredna, zamknięta, nie ufna i bała się być z kimkolwiek bliżej...Wszystkich traktowała tak samo...Czyli jak śmieci, jak wrogów. Mężczyzna jedną ręką przytrzymał jej mocno nadgarstki, a drugą zaczął zdejmować bluzkę...Chyba każdy wie co chciał zrobić. Sara kopnęła go jak najmocniej w brzuch. Ten puścił ją, a Sara nie oglądając się za siebie pobiegła do łazienki zamykając się na klucz. Obsunęła się po ścianie na podłogę. Schowała głowę w ręce i szlochała...Bała się wyjść, czy nawet wyjrzeć. Podniosła się z podłogi już trochę uspokojona i spojrzała w lustro. Blond włosy potargane, ubrania podarte, a oczy całe czerwone od płaczu...Widać było w nich ból i wszystko to co przeżyła...Na rękach miała kilka siniaków tak samo i na nogach... Na swój żałosny widok znów gorzko zapłakała.Wyjęła z szafeczki zdjęcie kobiety z blond włosami i niebieskimi oczami. Była uśmiechnięta i piękna. Gdyby tu była może wszystko byłoby inaczej?
- Mamo tak tęsknie! - powiedziała niewyraźnie płacząc.
***
16 lat wcześniej:
- Kochanie tak się cieszę...To nasza córeczka! - powiedziała uradowana niebieskooka kobieta.
- Tak.. - odparł wysoki brunet uśmiechnięty... Oboje patrzyli się na małą dziewczynkę...Wcześniej doznali wielkiego bólu, ponieważ Aneta(mama Sary) zaszła w ciążę z jakimś facetem...Była wtedy pijana...Nie mogła patrzeć na to dziecko, dlatego oddali malucha prawdziwemu ojcu...Na szczęście pojawiła się ona. Mała kochana gwiazdeczka.
2 lata później:
- Artur mam nadzieję, że sobie poradzisz...Wyjeżdżam tylko na dwa dni do mojej mamy. - powiedziała uśmiechnięta kobieta.
- Papa Saro...Niedługo wrócę. - powiedziała i ucałowała dwuletnią dziewczynkę w czoło, po czym wyszła z domu. Kobieta odpaliła samochód i pojechała. Miała z 3 godziny jazdy przed sobą. Po drodze skręciła jeszcze do sklepu...Kiedy z niego wyszła i pokierowała się do samochodu srebrne BMW wjechało w nią...Okazało się, że facet prowadzący auto był pod wpływem alkoholu. Kobieta niestety nie przeżyła. Po tym ojciec zwariował...Zaczął mścić się na Sarze, a kiedy podrosła robić gorsze rzeczy....
--------------------------------------------
Cześć i czołem!! Prolog za nami!! Podoba się!?
Sara:
Ma 16 lat. Jest blondynką o niebieskich oczach...Umie grać na gitarze, którą dostała od kuzyna i pięknie śpiewa...Jej mama umarła gdy miała 2 lata, a ojciec sfiksował po tym...Reszty dowiecie się podczas opowieści....A i bardzo mało się uśmiecha....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

